<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519</id><updated>2012-02-12T09:55:25.869+01:00</updated><title type='text'>Walk On The West Side</title><subtitle type='html'>Chcesz przeczytać o tym jak się stać lepszym człowiekiem i nie popełniać błędów? 
Czy szukasz rozwiązania na życiowe problemy i już sobie nie radzisz? 
Pragniesz miłości i nie wiesz gdzie ją znaleźć? 
Czy Twoja mama wychodzi na długie spacery i się zastanawiasz  dlaczego wraca bardzo szczęśliwa? 
Mogę odpowiedzieć jedynie na jedno z tych pytań, więc nie żądaj ode mnie niemożliwego.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>59</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-9045770214070009808</id><published>2012-01-22T23:36:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T00:05:52.308+01:00</updated><title type='text'>Tin Tin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YQSVzDCD5UY/TxyR0uV_lCI/AAAAAAAAAZc/9CIvQ7t9uTk/s1600/jazda.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-YQSVzDCD5UY/TxyR0uV_lCI/AAAAAAAAAZc/9CIvQ7t9uTk/s400/jazda.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Śniło mi się ostatnio że byłem w ogromnej księgarni, jakichnigdzie nie ma, i można przebierać w milionach książek, komiksów ialbumów. Przeglądając&amp;nbsp;książkę&amp;nbsp;zobaczyłem jak jakiś koleś wyciąga zakurzonyniewielki zeszyt zza regału. Bardzo się zaaferował i od razu skierował dokasy. Poszedłem za nim i byłem świadkiem rozmowy jak kasjerka mu mówi że tobardzo rzadki egzemplarz Tin Tina z 1988 roku i chce za niego 60 tys. złotych.Gość po krótkim namyśle zgodził się na zakup, a ja wtedy wybuchnąłem śmiechem.Gość się zdziwił i spytał co w tym śmiesznego. Od razu wyjaśniłem że w życiubym nie zapłacił tyle, i wtedy chwyciłem za komiks i przewertowałem odniechcenia czarnobiałe strony, za taki badziew. Kasjerka zdenerwowana się namnie spojrzała i od razu zawołała ochroniarzy którzy w mgnieniu oka byli przymnie z wyciągniętymi paralizatorami. Jednego z nich popchnąłem i z Tin Tinem wręku zwiałem. Uciekałem i uciekałem bez końca, najpierw na statku, potem przezpustynie, chowałem się w zaułkach ulic śródziemnomorskich miast, aż wreszciejuż nie miałem sił. Przykucnąłem pod ścianą w alejce, wiadomo, była noc i padałdeszcz, a ja byłem przemoczony do suchej nitki. Zacząłem ze spokojem wertowaćstrony cennego komiksu. Oczywiście w tym komiksie przedstawiono w czarnobiałychrysunkach całą moją sytuacja z księgarni, jak uciekałem i jakwertowałem komiks w tej chwili. W dosłownie kilku małych dymkach, przez całą moją ucieczkę,&amp;nbsp;zawierały&amp;nbsp;się wszystkie moje myśli. Na ostatniej stronie było napisane „I musiałuciekać dalej”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Ah, te wspaniałe, niespodziewane i tak interpretowane abypasowały mi do pointy posta, alegorie życia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;Tak jest z naszym życiem. Jakbyśmy chwile się zastanowilinad naszym postępowaniem, spojrzeli w stary kalendarz z terminami/wydarzeniamijak ja ostatnio, to byśmy wiedzieli gdzie to wszystko zmierza. A tak to chuj,nadal się dziwimy że tyle się staramy i nic nie wychodzi po naszej myśli.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-9045770214070009808?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/9045770214070009808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=9045770214070009808' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/9045770214070009808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/9045770214070009808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2012/01/snio-mi-sie-ostatnio-ze-byem-w-ogromnej.html' title='Tin Tin'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YQSVzDCD5UY/TxyR0uV_lCI/AAAAAAAAAZc/9CIvQ7t9uTk/s72-c/jazda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4449587543488604892</id><published>2010-09-03T01:38:00.001+02:00</published><updated>2010-09-03T01:49:08.568+02:00</updated><title type='text'>Luizjana</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za kazdym razem gdy spoglądam w nocne niebo i widzę spadającą gwiazdę to myślę życzenie.&lt;br /&gt;Parę chwil później już zupełnie zapominam o tym zdarzeniu, nie mówiąc już o życzeniu które pomyślałem.&lt;br /&gt;Nie wiem czy któreś z tych życzeń się nie spełniło. Jeśli tak to jakoś chujowo wybierałem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAtW-aCYsI/AAAAAAAAAWM/MhOgKlS9lUM/s1600/09d-024-003.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 346px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAtW-aCYsI/AAAAAAAAAWM/MhOgKlS9lUM/s400/09d-024-003.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512455816634065602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4449587543488604892?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4449587543488604892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4449587543488604892' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4449587543488604892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4449587543488604892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2010/06/bezchmurne-niebo.html' title='Luizjana'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAtW-aCYsI/AAAAAAAAAWM/MhOgKlS9lUM/s72-c/09d-024-003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-8280951357307820286</id><published>2010-05-12T23:23:00.009+02:00</published><updated>2010-09-03T01:47:08.094+02:00</updated><title type='text'>Bazarowy Romantyzm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAycn_BTAI/AAAAAAAAAWc/8q2Y0gfGbmM/s1600/jb.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 270px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAycn_BTAI/AAAAAAAAAWc/8q2Y0gfGbmM/s400/jb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512461411252521986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Stoimy na plaży na mokrym piasku z podwiniętymi nogawkami. Jedną ręką trzymam parasol a drugą obejmuję ją w talii. Mówię bezwładnie a ona wcina holenderskie ciastka. Stoimy tak wpatrzeni w starą torpedownię a ja wciąż w myślach zadaję jej głupie pytanie - "Czy kiedykolwiek możemy być szczęśliwi?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam już cierpliwości na rozmowy o 'nas', staram się utrzymywać obojętny stosunek, ale i tak czasem wyobrażam sobie pierwszy z nią normalny dzień. Zdaję sobie sprawę że jedynym rozwiązaniem na ten stan jest czas.&lt;br /&gt;Potem w samochodzie rozmawiamy o wydarzeniach które ostatni raz doprowadziły nas do łez. Uczucia bliskości z nią nie potrafię porównać z jakimikolwiek przeszłymi emocjami. Zdaję sobie sprawę że może być to iluzją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, mam ostatnio fatalne dni. Może nie z powodu zaistniałej sytuacji, przecież przeżyłem z nią kolejny szczęśliwy okres. Fatalność tych dni jest chyba skutkiem potrzeby utrzymania harmonii i nieprzesadnego zaangażowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z rana jadąc autobusem nie było mi trudno wyobrazić sobie czasów kiedy jej nie znałem. Moja obecna sytuacja nie różni się od tamtej prawie wcale. Często zadaje mi pytanie czy przez nią nie straciłem zapału do tworzenia. Może i tak, ale przecież i tworzenie, nie ważne jak fatalne, i rozwijanie uczuć polega na wzbogaceniu przede wszystkim nas samych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Banalne? Nic mnie to nie obchodzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-8280951357307820286?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/8280951357307820286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=8280951357307820286' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8280951357307820286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8280951357307820286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2010/05/bazarowy-romantyzm.html' title='Bazarowy Romantyzm'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIAycn_BTAI/AAAAAAAAAWc/8q2Y0gfGbmM/s72-c/jb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-474278982292530483</id><published>2010-03-02T22:23:00.006+01:00</published><updated>2010-09-03T01:26:36.971+02:00</updated><title type='text'>Toruń</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kolejny raz znów wyszliśmy na miasto. Tomek miał do nas dojść później. Klub miał nazwę jakoś od imienia, coś w stylu "U ...". Weszliśmy przez szklane drzwi i szybko wypatrzyliśmy wolne miejsca, był to wielki drewniany stół z jedną małą świeczką zapalona po środku. Jak się rozsiedliśmy to kelnerka szybko wzięła zamówienie i zniknęła gdzieś zza wielkim barem. Wynurzyła się z dwiema wielkimi butlami miodu, zresztą specjałem lokalu. Nasze miejsca były tuż przy niewielkim podeście na którym stało białe pianino. Od razu obok stał stojak z mikrofonem. Tuz przy oknie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;znajdował się wzmacniacz &lt;/span&gt; z ogromną gamą pokręteł. Po podaniu nam miodu, kelnerka przekazała nam że za jakieś niecałe półgodziny powinien się pojawić Jurek z gitarą. Iza powiedziała że rzeczywiście w piątki tutaj zawsze ktoś gra, ale rzadko na niego trafia. Po jakiejś krótkiej sprzeczce Kuby z Martą, oboje przesiedli się do stołków przy barze. Iza do czasu gdy nie pojawił sie Jurek ze swoim instrumentem trajkotała na temat nocnego życia w Toruniu. Opowiedziała o paru spelunach na przedmieściach, o tym jak była świadkiem nie jednej bójki i o swoim facecie, harleyowcu. Była niesamowicie podekscytowana gdy o nim opowiadała. Nie miałem ochoty się zagłębiać w temat i całe szczęście pojawił się Jerzy. Jerzy to wysoki kolo, z kozią brodą, drobnym wąsem i ciemnymi oklurami. Ubrany był w skórzane spodnie oraz skórzaną czarną kamizelką pod którą nosił granatową flanelową koszulę. W latach sześćdziesiątych tak musieli wyglądać rasowi bluesmani. Miał chyba z 50 na karku. Z beżowym fenderem pewnie wstąpił na podest. Po wejściu przywitał się kiwnięciem głowy z jedną z barmanek. Jak usiadł i podłączył gitarę do wzmacniacza, przeleciał powoli kostka po strunach. Przekręcił jeden kołek, coś pokombinował przy konsoli i powtórzył ceremonię. Machnął ręką w stronę baru i zaczął grać melodię opartą na niewielu akordach. Nie za bardzo to cokolwiek przypominało. Po chwili dołączyli do nas Kuba z Martą, a tuż za nimi kelnerka przyniosła gitarzyście duże piwo. Jednym chałstem upił pół kufla i zagrał wstęp do Hey Joe. Ja poruszony tą dawką muzycznej energii, wpadłem w przesadną ekstazę i zacząłem wszystkich klepać radośnie po plecach. Zrobiło się wyjątkowo wesoło, i tak przy dźwiękach amerykańskiej klasyki rocka wypiliśmy do końca miód.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIArixc9ZcI/AAAAAAAAAWE/g-mHqUBpM20/s1600/at.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 304px; height: 454px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIArixc9ZcI/AAAAAAAAAWE/g-mHqUBpM20/s400/at.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512453820291835330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przy ostatnim toaście pojawił się Tomasz. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przez ten czas wiele się zmieniło w lokalu. Pojawiła się kupa ludzi a gwar zagłuszał większość naszych słów. Tomek powiedział że ma dobry humor i wszystkim stawia. Gdy skończył mówić zniknął w knajpianym gwarze i kłębach dymu które były wzniecane przez wentylatory umieszczone pod sufitem. Po krótkim czasie zjawił się z powrotem, a chwile później za nim, przyszła kelnerka z pięcioma kuflami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. Następne kilka kolejek było stawiane osobno przez którąś osobę z nas. Po czwartym piwie Tomek wstał i z wyciągniętą przed siebie dłonią skierował się na scenę. Przywitał się i zaczął nachylony nad gitarzystą coś mówić. Ku naszemu zdziwieniu Tomek usiadł do wolnego pianina. Krzyknął do Jurka "Coś Charlesa!" i rozpoczął grać. Po trzech kawałkach gitarzysta się wkurwił gdyż był zdecydowanie drugoplanowy i zszedł ze sceny. Tomek się nakręcił i wywijał wszystkie bluesowe standardy. Iza przez cały czas była &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;zauroczona &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; muzyką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tuż przed czwartą Iza mi oznajmiła że muszą już z Tomkiem iść a Kuba i Marta jak to usłyszeli to ich poparli. Wszyscy na gazie wyszliśmy z knajpy przedtem żegnając się przyjacielsko z Jurkiem który z zamkniętymi oczyma smęcił jakieś piosenki Dylana. Tomek postanowił iść do Izy a Kuba z Martą już zniknęli na poprzedniej ulicy. Pokiwałem głową, wziąłem klucze od Tomasza i poszedłem w stronę mieszkania. Niestety zapomniałem drogi i zatrzymałem się w najbliższym kebabie. Wcinając kebaba na zewnątrz przeprowadziłem drobną z rozmowę z kolesiem z zapiekanką i na szczęście potrafił mi wskazać adres&lt;/span&gt; którego szukałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Usłyszałem trzaśnięcie i donośne tupanie, wstałem i udałem się w kierunku wydawanego dźwięku. Drzwi do łazienki były uchylone a w tam nad umywalka tomek wycierał krew z twarzy. Chwilę się przyglądałem i zagadnąłem:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Stary, co jest?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Odpowiedział dopiero po tym jak wypluł krew z ust - Nie wiedziałem że ma faceta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Harleyowca?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ta. Właśnie tak wyglądał. - Podszedłem bliżej i podniosłem jego głowę. Miał opuchnięte oko i rozciętą wargę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie potrzebujesz pomocy - Oznajmiłem i udałem się na dalszą część snu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-474278982292530483?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/474278982292530483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=474278982292530483' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/474278982292530483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/474278982292530483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2010/03/kolejny-raz-znow-wyszlismy-na-miasto.html' title='Toruń'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/TIArixc9ZcI/AAAAAAAAAWE/g-mHqUBpM20/s72-c/at.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1508352502934492202</id><published>2010-01-14T23:41:00.018+01:00</published><updated>2010-09-03T01:45:51.354+02:00</updated><title type='text'>Doors</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paląc późną nocą na balkonie i spoglądając w czyste niebo, jasne od odbijającego się w nim śniegu, powędrowałem myślami do wszystkich swoich związków. Żaden z nich nie ma dla mnie znaczenia. Przez te parę lat nauczyłem się jednej, nie wiem czy ważnej, rzeczy - nie nadużywania nazywania uczuć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S2t0hylEbBI/AAAAAAAAAVs/aXbRVA9MEe0/s1600-h/ah.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 380px; height: 254px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S2t0hylEbBI/AAAAAAAAAVs/aXbRVA9MEe0/s400/ah.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5434565499214392338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Parę dni temu byłem na oldkulowej imprezie. Oldskulowej bo piłem z, średnio o cztery lata, młodszymi ode mnie osobami. Większość z nich ma gówno w głowie i nie starałem się zwracać uwagi na to co mają do powiedzenia, gdyż to wszystko wiedziałem. Tuz po przybyciu, gospodyni zaproponowała mi jointa którego nie odmówiłem. Wiadomo, pacierza i jointa - chuj ci w dupę. Zjaraliśmy się przy muzyce lat 60 i 70. Ale takiej prawdziwej, nie nieprawdziwej. Kucając pod ścianą odbierałem ją wszystkimi zmysłami, wóda też zrobiła swoje. Większość dziewczyn już tańczyła a ja majtałem głową w czterech wymiarach. Jedna z nich w ekstazie wykazywała się nadzwyczajną ekspresją. Kawałek dorsów, który nastąpił, wprawił ją w kompletne szaleństwo. Wirowała jak porypana, wpakowała się w moją czwartą przestrzeń. Część tancerzy porozbijało się pod ściany, a ona z zamkniętymi oczyma dała prawdziwy popis uniesienia. Raz po raz zmieniała pozycje, wachlarz oralny, wir orgazmu, falujący seks, aż wreszcie rzuciła się na ziemie i we wszechtanecznych spazmach dokończyła kawałek. Nie mogąc odkleić od niej wzroku czułem że okrywam się promiennym uśmiechem. Większość ludzi albo wyszła albo patrzyła się obojętnie. Popierdolone kukły. Oglądając się na garstkę klejących, wiedziałem że widzieli to samo co ja. Następujący kolejny kawałek rozbił harmonie spontanicznej, co prawda króciutkiej, duchowej orgii.&lt;br /&gt;Reszta nocy przebiegła na urwanych rozmowach i gówniarskich wyznaniach kto jest a kto nie jest zajebisty. Po czwartej godzinie, ostatniej podanej butli wina, której już nikt nie chciał przyjąć, niestety nie opróżniłem. Umiejscowiłem sobie ja przy łóżku aby nad ranem się z nią rozprawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała ta domówka była dla mnie przemieszczeniem się odrobinę w czasie. Przestałem myśleć o czymkolwiek mnie ograniczającym i obudziłem się w świetnej kondycji. Po przebudzeniu przeprowadziłem jedną z tych trochę mistycznych rozmów z osobą którą uwielbiam a wina niestety nie udało mi się opróżnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te historie, które przeżyłem i które z takim trudem udaje mi się opowiedzieć są elementami całości, która jeśli kiedykolwiek zostanie zespolona, nie ma żadnego sensu. Dlatego pojęcie 'wszystkie moje związki' nie ma sensu. To tak jak streszczenie swojego całego życia w jednej historii, to przecież nudy, nudy w chuj. Ważna jest ta chwila, i uczucia w tej chwili. Nie można wrócić do stanu z przeszłości.  Zostaje tylko odrobina wspomnień których suma wartości musi równać się zero.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie to nie jest rozliczenie, to jest prawda, bo właściwie nie ma czego rozliczać.&lt;br /&gt;Zero kurwa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1508352502934492202?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1508352502934492202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1508352502934492202' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1508352502934492202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1508352502934492202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2010/01/nie-smiej-sie-kolego-bo-zabiore-ci-lego.html' title='Doors'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S2t0hylEbBI/AAAAAAAAAVs/aXbRVA9MEe0/s72-c/ah.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4731693012058992926</id><published>2010-01-04T20:51:00.008+01:00</published><updated>2010-01-04T23:00:17.906+01:00</updated><title type='text'>Człowiek i jego kot</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdzieś na krańcu kontynentu żył sobie człowiek. Nie pamiętał ile już czasu mieszkał sam. Nigdzie tego nie zapisywał ani specjalnie tego nie liczył. Jedynie niewielka ilość delikatnych zmarszczek pokrywała jego twarz. Towarzyszem jego życia był kot. Zwykły szarobury kot. Człowiek jadał to co sam wyhodował a kot to co złapał. Człowiek rzadko widywał inne osoby, stał się w zupełności samowystarczalny. Najukochańszą jego czynnością było spędzanie czasu na czytaniu na ganku ulubionych książek podczas wschodów i zachodów słońca. Od czasu do czasu towarzyszył mu kot leniwie wylegujący się mu na kolanach. Człowiek ten niewiele się odzywał, a jeśli rzeczywiście już mu się to zdarzyło to tylko parę słów, będących zawsze cytatem z książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S0JjBvimFBI/AAAAAAAAAVk/xmQJe2OD-7w/s1600-h/ajj.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 361px; height: 480px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S0JjBvimFBI/AAAAAAAAAVk/xmQJe2OD-7w/s400/ajj.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423005782900085778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pewnego razu podczas jego wieczornych sesji z książką, kot powoli zaczął mu się wić wokoło nóg a następnie spoczął tuż obok jego fotela i zaczął mu się bacznie przyglądać. Człowiek spojrzał na kota i nie spuszczał z niego wzroku. Wpatrując się w niego i przechylając łebek to w prawo to w lewo kot do niego przemówił - "Słuchaj człowieku, jestem już stary i niewiele mi zostało już czasu. Myślę że nadeszła pora abyś poszukał sobie kogoś do towarzystwa na moje miejsce". Człowiek który trochę z niedowierzaniem spoglądał na gadającego kota, odłożył książkę na kolana i zaczął masować palcami skronie. Po dłuższej chwili rozmyślania machnął głową aby kontynuował. Kot rozpoczął - "Rzadko widuję u ciebie kobiety. Stary, prawdę mówiąc to od kiedy tu mieszkam to nie widziałem żadnej. Mimo że tego po tobie nie widać to może ci się przyda zmiana." Człowiek wciąż przyglądał się kotu, który widząc jego zaciekawienie mówił dalej - "Jakieś parę kilometrów stąd jest las, a w nim można znaleźć wieże. W wieży siedzi dziewczyna. Zanim stałeś się moim właścicielem wcześniej opiekowała się mną właśnie ona a miała wtedy może parę wiosen. Teraz jest już dojrzałą kobietą i myślę że mógłbyś się podjąć jej zdobycia. Na pewno jest teraz przepiękna." Człowiek wciąż spoglądając na kota z jedną ręką ręka podpierając podbródek drugą zrobił gest zniecierpliwienia - "No właśnie, skąd pewność że wciąż tam jest. Ma niestety jeden mankament, nie możesz się do niej odezwać bo inaczej zamienisz się w bryłę lodu." Człowiek się uśmiechnął, a ze lubił oszczędzać słowa przytaknął jedynie głową. Kot machając w podekscytowaniu szaroburym ogonkiem dokończył wypowiedź - "Drogi jest parę kilometrów więc jak wcześnie rano wyruszymy to przed zmrokiem powinniśmy wrócić." Człowiek już nie słuchając końcówki wypowiedzi powrócił do dalszego czytania, chciał wykorzystać resztkę światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed wzejściem słońca kot wskoczył na pierś człowieka który prawie natychmiast się podniósł. Człowiek przetarł oczy, ubrał się w cieplejszą odzież niż zwykle i po spożyciu podgrzanej na palenisku kawy chwycił tobołek z żywnością, swój wiklinowy kapelusz i ruszył w drogę wyznaczoną śladami kota. Droga była przyjemna, słońce wciąż świeciło a lekkie podmuchy wiatru przynosiły fale ulgi w znoju podróży. Napotkali wreszcie las. Cicho podgwizdując człowiek podążył bez wahania za kroczącym z przodu kotem który dzielnie przeskakiwał konary drzew pewnie prowadząc przed siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pewnym czasie odnaleźli wieże i bez zastanowienia wkroczyli do środka. Weszli na ostatnią kondygnacje i pośrodku prawie pustej komnaty siedziała olśniewająco piękna dziewczyna która przewracała karty olbrzymiej księgi znajdującej się na stole przed nią. Spojrzała na przybyszy i ze znudzeniem czekała aż się człowiek do niej odezwie. Lecz człowiek nie zrobił tego co jego poprzednicy. Zbliżył się do niej i chwycił za rękę. Powstając i spoglądając mu w oczy, coraz bardziej się uśmiechała, po kilku chwilach już wiedziała że to 'on'. Po chwili zdecydowanie ją ucałował. Kot będący świadkiem tej sytuacji miauknął pod noskiem niewyraźne "Siewka" i czmychnął po schodach na dół. Człowiek nigdy więcej go już nie spotkał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele miesięcy żyli ze sobą nie wymieniając ani słowa. Wiedli sielskie życie, dzielili się obowiązkami i mieli więcej czasu na czytanie i spacery, które im obu przysparzały promiennych uśmiechów i rumieńców na twarzy. Pewnego poranka dziewczyna przysunęła krzesło blisko fotela swojego partnera i długo się w niego wpatrywała zanim on wreszcie podniósł wzrok. Ona wciąż się w niego wpatrując i serdecznie się uśmiechając powiedziała - "Jest wspaniale, doceniam twoje milczenie". Jej głos był krystalicznie czysty, piękny jak śpiew słowika i delikatny jak wiosenny wietrzyk, człowiek nigdy nie słyszał wspanialszego dźwięku. Po chwili wpatrywania się w siebie człowiek stwierdził że dziewczyna jest nienaturalnie usztywniona. Jej gałki oczne zaszły szronem a na jej skórze zaczęły pojawiać się kawałki lodu. Człowiek wiedział co się wydarzyło. Jeszcze długo wpatrywał się w puste krzesło po tym jak dziewczyna się już całkowicie rozpuściła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4731693012058992926?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4731693012058992926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4731693012058992926' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4731693012058992926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4731693012058992926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2010/01/gdzies-na-krancu-kontynentu-zy-sobie.html' title='Człowiek i jego kot'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/S0JjBvimFBI/AAAAAAAAAVk/xmQJe2OD-7w/s72-c/ajj.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-2837273626036850400</id><published>2009-12-23T12:46:00.001+01:00</published><updated>2009-12-23T13:48:35.386+01:00</updated><title type='text'>Tik taki, podskoki i gwizdanie!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SzH7Jm_G0lI/AAAAAAAAAVc/_W9pvsqyv-k/s1600-h/ajm.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SzH7Jm_G0lI/AAAAAAAAAVc/_W9pvsqyv-k/s400/ajm.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418387969206047314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dobrze że nie wszystko co sobie zakładamy wychodzi. Umysł człowieka jest skonstruowany niewłaściwie gdyż w znaczących chwilach i tak górę biorą emocje. Oplotłem się nimi bardzo ciasno i nie za bardzo poświęcałem czas na myślenie o zaistniałej sytuacji. Nie wyobrażam sobie jakbym miał do wszystkiego podchodzić racjonalnie, a większość określonych celów zakańczała się sukcesem, życie zdawałoby się zbyt płytkie. Wyobrażenia i zeszłe zdarzenia układałem w olbrzymią konstrukcję na szczycie której miałem znaleźć się ja, w świetle wiecznego promienia protogwiazdy. Było upojnie. Kolejny raz zachowałem się jak frajer skupiając całą energię na tą jedną osobę. Ale przynajmniej miałem wspaniałe dwa tygodnie, nie żałuję ani chwili. Powoli wracam do swojej chaotycznej rzeczywistości w której doznaję szczęścia przy dobrej płycie i intoksykacji. Gdyby nie atmosfera niekończącego się wysiłku spowodowana przez uczelnie i rodzinę to pomyślałbym że w zeszłym wcieleniu musiałem się mocno nacierpieć by wieść tak beztroskie życie. Brakuje mi często wspominanej przeze mnie nieraz wszechmiłości ale serdeczne uściski przyjaciół i ich wytrwałość w byciu sobą "unoszą mnie wysoko ponad dźwięk jak samolot".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety patos i banał kolejny raz musiały wkraść się na mojego bloga. Jebać to. I tak się dziwię że nie przechodzę tego gorzej.&lt;br /&gt;Jimi Hendrix!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-2837273626036850400?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/2837273626036850400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=2837273626036850400' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2837273626036850400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2837273626036850400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/12/tik-taki-podskoki-i-gwizdanie.html' title='Tik taki, podskoki i gwizdanie!'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SzH7Jm_G0lI/AAAAAAAAAVc/_W9pvsqyv-k/s72-c/ajm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7118498454336388582</id><published>2009-12-11T14:01:00.011+01:00</published><updated>2009-12-11T16:38:58.419+01:00</updated><title type='text'>Złożony parasol nie ochroni cie przed deszczem.</title><content type='html'>Szedłem późnym wieczorem do znajomej na herbatę i paliłem papierosa podebranego bratu z paczki. Spaliłem go do samiusieńkiego końca. Pora roku jest jakoś cholernie nie określona i zawsze marznę bo jeszcze nie mogę się przestawić z odzieżą na wczesną zimę. W kieszeni kurtki znalazłem paczkę zapałek z napisem "West". Naprędce wymyśliłem rymowany rebus, mówiłem "co jest?" i pokazywałem wtedy paczkę zapałek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SyJNHx2VOEI/AAAAAAAAAVQ/gEvWE2T2WeQ/s1600-h/aj.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 407px; height: 321px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SyJNHx2VOEI/AAAAAAAAAVQ/gEvWE2T2WeQ/s400/aj.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413974498088400962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jedynymi rzeczami o których mogę myśleć, oprócz tych błahych co po zbyt długim skupieniu na nich rozsadzają ci głowę, to Primavera i Heineken w następnym roku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurwa, na Primaverze będzie połowa zespołów którą chciałbym zobaczyć przed śmiercią. Reaktywowany Pavement, The New Pornographers, wreszcie zobaczę rzeziola Dana Bejara, Pixies, Panda Bear, no i moja najnowsza zajawka Wild Beasts, dopiero przy ich muzyce ostatnio przechodziły mi ciarki po plecach. Będzie jeszcze Mission of Burma i mam nadzieje że zagrają "That's When I Reach for My Revolver". No nie mogę się doczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłą środę pierwszy raz byłem w Spatifie. Grał zespół 'jazzowy' i nie mogę uwierzyć że aż tyle czasu można poświęcić na eksperymentowanie z muzyką bez rytmu. Napewno jest to akt tworzenia ale w żadnym wypadku nie da się tego słuchać. Chociażby dlatego nie mogłem tam przebywać dłużej niż pół godziny. Pierdoleni artyści.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7118498454336388582?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7118498454336388582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7118498454336388582' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7118498454336388582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7118498454336388582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/12/zozony-parasol-nie-ochroni-cie-przed.html' title='Złożony parasol nie ochroni cie przed deszczem.'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SyJNHx2VOEI/AAAAAAAAAVQ/gEvWE2T2WeQ/s72-c/aj.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1681547502694639254</id><published>2009-10-19T15:37:00.003+02:00</published><updated>2009-10-19T16:16:12.023+02:00</updated><title type='text'>Jebać to.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koncert Miloopy się nie odbył. Siedziałem ze znajomą przy barze i rozkoszowaliśmy się chwilami do 23.00 kiedy to miała zakończyć się promocja na wódkę. Szot kosztował 2 zyka. Ubzdryngoliliśmy się. Leciała tam zajebista muzyka, wyłapaliśmy sample z Russela. Po 23.00 wcześniej zaopatrując się w zapas wódki prowadziliśmy ożywioną dyskusje która przerodziła się w lekki bełkot. Musieliśmy stamtąd wyjść. Klub w którym znajdowaliśmy się był klubem skierowanym do gejów, dlatego ukłułem teorie że nie jest fajnie spotykać tam znajome osoby. Kiedy brałem kurtkę z szatni spotkałem swojego kumpla, całe szczęście był z dziewczyną. On na mnie ukradkiem spojrzał i zamiast się przywitać zapytał się z kim przyszedłem, spojrzałem za siebie gdzie nie znalazłem znajomej. Dopytywał się kilka razy ale po chwili odnalazłem ją piętro wyżej. Pożegnałem się z nim w spokoju ducha i ruszyliśmy w stronę dworca. Na dworzec ledwo się dowlekliśmy. Spocząłem na ławce, zapaliłem papierosa i otworzyłem piwo wyciągnięte z plecaka. Koleżana kontemplowała i tak sobie czekaliśmy na kolejkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Stxvyp5oCJI/AAAAAAAAAU8/vmApZ53ftEI/s1600-h/mi.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 357px; height: 466px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Stxvyp5oCJI/AAAAAAAAAU8/vmApZ53ftEI/s400/mi.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5394309369714706578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Doprowadziwszy towarzyszkę do domu zorientowałem się że nie mam ani dokumentów, ani telefonu. Kurwa, rwał mi się film co prawda ale nigdy nie zgubiłem niczego ważnego. Byłem wkurwiony na siebie, nie pamiętałem czy przypadkiem nie zostawiłem w klubie czy może ktoś mnie okradł. Siedząc na przystanku i czekając na autobus zasnąłem. Ocknąłem się, nie wiem która była godzina, wsiadłem w akurat nadjeżdżający bus. Znów zasnąłem i całe szczęście obudziłem się przed swoim przystankiem. Reszty nie pamiętam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kerouac kiedyś napisał coś o mnichach, że najebany mnich tańcząc w polu nigdy by nie zgubił żadnej ze swoich rzeczy, chodzi o świadomość i samokontrole.&lt;br /&gt;Doskonaląc się poprzez medytacje, czasami powściągliwość i pogłębianie refleksji życia czuję się człowiekiem uduchowionym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie wymacałem sobie szramę na plecach i nie wiem skąd ją mam. No kurwa nie jest fajnie. Zachowałem się jak pierdolony 15 latek i się zastanawiam nad tym czy aby nie przerwać chociaż na trochę swojej krucjaty z alkoholem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1681547502694639254?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1681547502694639254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1681547502694639254' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1681547502694639254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1681547502694639254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/10/koncert-miloopy-sie-nie-odby.html' title='Jebać to.'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Stxvyp5oCJI/AAAAAAAAAU8/vmApZ53ftEI/s72-c/mi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7534119354602362640</id><published>2009-09-27T22:51:00.004+02:00</published><updated>2009-09-27T23:28:28.305+02:00</updated><title type='text'>"Some girls are bigger than others"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Sr_YYfCgy1I/AAAAAAAAAUs/q0PKFTt7yE0/s1600-h/anna+karina.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 398px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Sr_YYfCgy1I/AAAAAAAAAUs/q0PKFTt7yE0/s400/anna+karina.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386261594518899538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wczoraj się bardzo upiłem. Najpierw zjebany koncert Artsa-cioty a następnie urodzinowa impreza mojej znajomej. Już tak koło 3.00 byłem mocno nawalony i patrzyłem jak bawią się dziewczyny na wieczorze panieńskim bo w tym samym lokalu się to działo. Jedna z dziewczyn już totalnie na gazie weszła na taki drobniutki stolik i zaczęła się... nie wiem, wić. Niby tam podrygiwała do muzyki ale zwróciłem uwagę na to że jak się spieprzy to może nie być zdrowe. Pod sufitem świeciły się takie ogromne tafle szkła, raz na niebiesko a raz na żółto lub zielono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak się gapiłem na tą niespecjalnie atrakcyjną dziewczynę wijącą się na niestabilnym stoliku, która zalewała się raz po raz tymi kolorami i pomyślałem że tak właśnie wygląda życie.&lt;br /&gt;Nie wiem kurwa co miałem wtedy na myśli.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7534119354602362640?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7534119354602362640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7534119354602362640' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7534119354602362640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7534119354602362640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/09/wczoraj-sie-bardzo-upiem.html' title='&quot;Some girls are bigger than others&quot;'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/Sr_YYfCgy1I/AAAAAAAAAUs/q0PKFTt7yE0/s72-c/anna+karina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5281861333848504981</id><published>2009-05-01T12:24:00.003+02:00</published><updated>2009-05-01T15:13:24.772+02:00</updated><title type='text'>Śmierć jest w mejnstrimie!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To było mniej więcej tak, umówiłem się z nią nazajutrz nad ranem na miejskiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;tripa&lt;/span&gt;. Podekscytowany wyskoczyłem z łóżka, poszedłem zrobić kawę i odpaliłem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;neo&lt;/span&gt;-folk. Ewidentnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;neo&lt;/span&gt;-folk nie wchodzi nad ranem. Prysznic, śniadanie i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;sms&lt;/span&gt; od niej, 'Słuchaj Rob, mogę wpaść z Krzysztofem?'. Krzysztof to jej były facet. Zdębiałem. Zdezorientowany usiadłem przy biurku z komórką w dłoni i zacząłem się zastanawiać, co ja w swoim kurwa życiu robię nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SfrNmFAFNTI/AAAAAAAAAUc/d1xqlUtM3Gc/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 399px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SfrNmFAFNTI/AAAAAAAAAUc/d1xqlUtM3Gc/s400/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330799163007644978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pierwsze upalne dni, pierwszy wyjazd do odległego miasta i wreszcie zieleń. Ktoś tam ma racje że po pierwszym deszczu dopiero wszystko wystrzeli, nie mogę się doczekać. Zaplanowany dzień zamienił się w dzień z którym nie mam co zrobić. Ile można słuchać muzyki i czytać. Najbliżsi znajomi nie mają dla mnie czasu, a rodzina to zupełnie inny temat. Spacer samemu nie pomógł, w międzyczasie dostałem od niej kolejnego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;smsa&lt;/span&gt; 'O co ci chodzi?'. Pociągnąłem w tym momencie mocniej psa za smycz że aż pisnął. Suka doprowadza mnie do szału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po południu napisał do mnie znajomy że ma wódę z 'kontrabandy' za małą &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;kasę&lt;/span&gt;, w tym momencie powiedziałem żeby zamówił dla mnie. Doszliśmy do wniosku że trzeba ją najpierw wypróbować. Umówiliśmy się na plaże na wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza rozmowa po 0,7 wyglądała mniej więcej tak:&lt;br /&gt;- Słuchaj stary, myślisz że najważniejsze jest to aby w życiu zachować własną naturę? - zapytałem zioma.&lt;br /&gt;- Wiesz co stary, bardzo mi się podoba w tej pracy, fajni ludzie, duża kasa - Gość kurwa nigdy nie wejdzie na wyższy poziom, posmutniałem jak to usłyszałem i się wkurwiłem.&lt;br /&gt;- Mam problemy człowieku, dziewczyna z którą się umówiłem mnie olała. W taki sposób że chciała wziąć swojego byłego faceta. Myślisz że przez moment nie myślała, i nie mam się co martwić? - Podniosłem oczy do góry i wcale nie oczekiwałem odpowiedzi, sam sobie odpowiedziałem i nigdy pewnie nie zrozumiem tego błędu który cały czas popełniam.&lt;br /&gt;- Wiesz jaki błąd popełniasz? - Zapytał się kolo.&lt;br /&gt;- Chciałbym bardzo wiedzieć, człowieku, na prawdę.&lt;br /&gt;W tym momencie odwrócił się i zaczął rzygać. Przycupnąłem przy nim i się zacząłem zastanawiać, co ja w swoim kurwa życiu robię nie tak.&lt;br /&gt;Jak gość rzygał, opadłem na piasek i patrzyłem w gwiazdy. Gdy już skończył powiedziałem mu&lt;br /&gt;- Człowieku, już wiem ile jest gwiazd na niebie. Ale tak wiesz, na 50 procent. Jest ich albo parzysta albo nieparzysta ilość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SfrNugb-L7I/AAAAAAAAAUk/Rifa9nffvbE/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SfrNugb-L7I/AAAAAAAAAUk/Rifa9nffvbE/s400/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330799307811336114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Odprowadziłem go do domu, mieszkał niedaleko plaży. Zawsze jak się najebie robi niesamowicie głupie rzeczy, za to go lubiłem, ale czasami ma słaba głowę. Wprowadziłem go przez drzwi wejściowe do jego domu i sam udałem się na przystanek. Tam spotkałem swojego kumpla który mimo oporów z mojej strony zaciągnął mnie do baru. Uwaliłem się bardzo a on mi opowiedział jedną ze smutniejszych historii jakie słyszałem. Historia była związana z dziewczyną, chyba miałem nawet wilgotne oczy. Kiedyś ją pewnie opowiem. Po tym nie wiedziałem jak z nim rozmawiać, chciałem się zapytać jaki ja błąd popełniam z tą babką co mnie olała, ale jakoś mi się zgubiło to pytanie w bełkocie. Po jakimś czasie wpadło naszych dwóch znajomych, ożywili atmosferę a ja poczułem nieznośne wyczerpanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszliśmy z baru o 6.00, oni mieli jeszcze heroiczne plany picia dalej wódki, ja niestety marzyłem już o ciepłym łóżku. Pożegnaliśmy się a ja obrałem drogę na przystanek. Byłem wykończony, ledwo przebierałem nogami. Wrzuciłem słuchawki na uszy i odpaliłem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;neo&lt;/span&gt;-folk. Nie kurwa, nie dostałem energii, nie specjalnie też jakoś poprawił mi się humor. Po prostu wiedziałem że już nigdy później może mi się nie zdarzyć osiągnąć z tą muzyką aż takiej harmonii. Tak, znów zacząłem się zastanawiać co ja kurwa w życiu robię nie tak.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5281861333848504981?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5281861333848504981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5281861333848504981' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5281861333848504981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5281861333848504981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/05/smierc-jest-w-mejnstrimie.html' title='Śmierć jest w mejnstrimie!'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SfrNmFAFNTI/AAAAAAAAAUc/d1xqlUtM3Gc/s72-c/2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-2669267644743788258</id><published>2009-03-10T00:11:00.002+01:00</published><updated>2009-03-10T00:18:02.708+01:00</updated><title type='text'>Antymiłosny fajerwer</title><content type='html'>Robert szedł po krawężniku. Próbował utrzymać równowagę ale że był upity to nie za bardzo mu wychodziło. Do domu miał już niedaleko. Nie pamiętał kiedy ostatni raz chodził po krawężniku. W ogóle nie pamiętał zbyt wiele. Bo z pewnymi rejonami pamięci jest jak z nieodtwarzanymi płytami, pokrywają się kurzem! (Aaaa!).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracał ze spotkania ze starymi znajomymi. Z innymi ludźmi nie wytrzymywał zbyt długo. Wszyscy ludzie z płaszczyzny zawodowej to nudziarze. Nieopisane ciśnienie nie pozwala w nich wezbrać ludzkich odczuć. Przynajmniej tak mu się wydawało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na spotkanie przyjechał autobusem i postanowił też w taki sam sposób wrócić. Znajomi chcieli żeby się dołączył do nich bo akurat brali taksówkę w jego stronę. Powiedział że ich pierdoli i że wraca nocnym. Autobus mu uciekł. Poszedł na dworzec, na zapiekane. Tak jak kiedyś, było go stać tylko na to, bo tylko tyle znalazł monet po kieszeniach. Przesiedział dużo czasu w poczekalni na dworcu pałaszując zapiekankę. Czasami tam przesiadywał za młodu. No i zawsze jak siedział to miał nogi parę centymetrów nad ziemią, bo kolesie montujący krzesełka nie wpadli na pomysł aby je później wypróbować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważał że większość ludzi gdy rozmawia o sztuce powinna stulić mordy, tak jak on. Minutę później myślał o tym jak to ludzie potrafią przesadzić. Wyolbrzymianie to zła cecha ludzi, jedna z bardziej wkurwiających. Sam stosował technikę wyolbrzymiania, ale czasem się gryzł w język i poprawiał. Opadła mu głowa, chyba trochę przysypiał. Porozglądał się na boki, paru żuli, nic się nie działo. Kiedyś mieli zrobić renowacje tego dworca, dobrze że go zostawili, jedno z nielicznych miejsc gdzie można chłonąć atmosferę dawnych czasów, rozpiętość skali lat które można poczuć to dobre pięć dekad.  Wstał i udał się na przystanek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SbWdVv3EzuI/AAAAAAAAAUM/0Is85AmVAOA/s1600-h/1554_8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 321px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SbWdVv3EzuI/AAAAAAAAAUM/0Is85AmVAOA/s400/1554_8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311324332503650018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Robert kiedyś zrobił sobie listę przyjemności. Nic z tego nie wyszło bo musiałby robić wiele aktualizacji, szczególnie z tego powodu że jak coś znalazło się na liście to już automatycznie przestawało być przyjemne. Pewnie to przez to że przy robieniu takiej listy miał skłonność do nazywania czynności których nie miał nawyku nazywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu po przebudzeniu, wyskoczył na następnym przystanku i po chwili zaczął padać śnieg. Im był bliżej domu tym warstwa puchu się powiększała. Wiele radości sprawiało mu deptanie go, tego puchu. Specjalnie ściągał słuchawki z uszu żeby sobie posłuchać. Zresztą w nowych butach zupełnie inaczej skrzypi śnieg pod podeszwą. Zajebiście. Trochę dalej trzasnął go fleszbek z dzieciństwa. Tuż blisko domu, schodząc z krawężnika znalazł się na ścieżce równoległej do płotu. Idąc wzdłuż niego wystawiał dłoń aby poobijać pionowe szczeble. Za każdy razem jak wracał z kopania piłki, za czasów szczyla, to robił to samo, o ogrodzenie przy boisku szkolnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na następny dzień cholernie bolał go ząb i nie miał ochoty wybierać się do pracy. Wyszperał jakiś lek przeciwbólowy w szufladzie, pomimo że data ważności minęła 2 lata temu łyknął ich parę.  Robert nie jest lekomanem i dlatego po tych lekach zaczęło mu się przyjemnie kręcić w głowie, odleciał odrobinę. Nabrał ochoty na słuchanie The Smiths. Nigdy ich wcześniej umyślnie nie słuchał ale miał ich the best off. Płyta była jeszcze zafoliowana.  Gdy rozpakowaną płytę umieścił w odtwarzaczu i nacisnął play, zarzuciło go na bok, a następnie na ziemie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudził się. Muzyka już nie leciała, a kot leżał mu na brzuchu. Kota zrzucił i wstał z niemałym trudem. Usiadł na fotelu. Wychylił się wcisnąć play. Cały czas mu się kręciło w głowie i miał nieprzyjemny smak w ustach. Dotykając swojej twarzy wyczuł że urosła mu broda. Udając się do kuchni i opróżniając szklane wody z kranu to sobie przypomniał że kot zdechł mu już dawno temu.&lt;br /&gt;Wkurwił się bo tak na prawdę nie zdawał sobie sprawy z tego że tyle sobie wczorajszej nocy przypomni. Miał już nadzieje że przeszłość zostanie zamknięta w jakiejś tam szufladzie w głowie, a klucza nie znajdzie. Tak na prawdę to by go nawet nie szukał.&lt;br /&gt;Życie nauczyło go trzech rzeczy. Wiedział że powiedzenie - miłość sama do Ciebie przyjdzie - nie istnieje i że jest to wytłumaczenie dla frajerów. Wiedział też że znanie kogoś jest wartością a poznawanie nie, no i to że śmierć zawsze będzie w mejnstrimie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z każdą minutą, siedząc na fotelu i słuchając the Smiths robiło mu się coraz smutniej bo przecierał tą swoją pamięć z pyłu który się nagromadził przez te lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem żałował że odpalił smithsów gdyż będzie musiał ich już słuchać do końca.&lt;br /&gt;Do końca!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-2669267644743788258?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/2669267644743788258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=2669267644743788258' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2669267644743788258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2669267644743788258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/01/miosny-fajerwer.html' title='Antymiłosny fajerwer'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SbWdVv3EzuI/AAAAAAAAAUM/0Is85AmVAOA/s72-c/1554_8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1861232738071295897</id><published>2009-01-24T19:07:00.012+01:00</published><updated>2009-05-14T20:14:15.792+02:00</updated><title type='text'>"Radio is not dead it just smells funny"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Próbowałem trafić do pisuaru a głowę opierałem o ścianę nad. Byłem oszołomiony tequilą, piwem, wódką i czymś jeszcze czego nie jestem w stanie spamiętać. Za drzwiami czekali na mnie moi dwaj przyjaciele. Siedzieli na końcu lokalu. Lokal ten był moim jednym z ulubionych miejsc gdzie spędzałem czas. Zresztą wszystkie miejsc w których bywam i piję są moimi ulubionymi. W tej chwili znajdywałem się w kiepskiej sytuacji, musiałem się przedrzeć przez kil&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;ku o wiele za pijanych tancerzy którzy wymachami ramion rujnowali taneczny klimat. Po drodze musiałem się też skonfrontować z ludźmi których już dawno chciałem zapomnieć. Tak, to ma związek z uczelnią i byłą dziewczyną. Nie wiem jakim cudem w tym moim ulubionym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt; lokalu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt; znalazło się tyle osób z mojej przeszłości. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Wszyscy z uczelni za każdym razem chcą mi powiedzieć co straciłem rzucając naukę na jebanej politechnice że niby jestem jakimś pieprzonym głupcem. A na rozmowę z tamtą Suką nigdy nie będę przygotowany.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtX3EtPi7I/AAAAAAAAATc/s_ZR0YazAtg/s1600-h/68_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtX3EtPi7I/AAAAAAAAATc/s_ZR0YazAtg/s400/68_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294922390572075954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Jeszcze raz spojrzałem w lustro. Tak, jestem najebany. Widok pijanego gościa w lustrze jest widokiem naprawdę… no. Suszyłem ręce i myślałem o przemijaniu, związku przemijania z alkoholem, alkoholu z zadawaniem bólu, i tym że w sumie picie alkoholu to zadawanie sobie bólu po którym suszy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Tak naprawdę jak jestem ubzdryngolony to niewiele myślę, ale chciałem napisać że przeczytałem jedną książkę Houellebecqa i że to jest o jedną jego książkę za dużo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Tuż przy wyjściu z klopa zaczynał się bar, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;na pierwszych krzesełkach siedziała Suka z koleżanką. Oczywiście że się na mnie spojrzała, zrobiłem minę która oznaczała jednocześnie że się spieszę, że jestem pijany, że nie mamy o czym mówić i że ją szczerze pierdolę. Mniej więcej wyglądało to tak że zagryzając wargi się lekko uśmiechałem i uniosłem delikatnie brwi. Odwzajemniła uśmiech. Kurwa, nie zawsze wszystko wychodzi. Ale o to co się stało, podszedł do mnie sąsiad który akurat wybierał się do toalety. Ucieszył się że go tak euforycznie przywitałem. Objąłem go w pół i dłuższą chwile ściskałem jego dłoń. Mówił mi że dopiero co wrócił z Barcelony, bo architekturę skończył i planuje sobie tam ułożyć życie. Cholerny szczęściarz. Wrócił na chwile do Polski z powodu znajomych. Jeszcze chwile powymienialiśmy się sentencjami ‘zajebiście’ i ‘klawo’. Pożegnałem się z nim i jak zawsze powiedziałem mu że się widzimy w autobusie, i akurat tej nocy pierwszy raz go w nim spotkałem. Wcześniej zdając sobie sprawę z Suki, ustawiłem się z koleżką tak że będę odwrócony do niej plecami i sobie po prostu pójdę, niby zapominając. Udało się. Uśmiechnąłem się psotnie pod nosem i kontynuowałem przeprawę. Pierwszy tancerz akurat wirował na parkiecie, dlatego trochę się schyliłem i jego ręka przeleciała tuż nad moją głową a drugiego uniknąłem opierając się o krzesło obok którego przechodziłem. Naprzeciwko mnie wyrósł kolo z uczelni, dlatego dostałem ataku kaszlu i tą wypróbowaną sztuczką go minąłem. Za wcześnie triumfowałem sukces ponieważ niespodziewanie, czy to tequila czy może wód&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;ka, rzuciła mnie na ściankę, taką działową. Złapałem się niej i po sekundzie odzyskałem równowagę. Jedną dłonią pomasowałem skronie, niby że mnie zmroczyło albo fsdad, i byłem już na prostej. Miałem nadzieje że Suka tego nie spostrzegła, ponieważ czasami tak jest że się nie chce robić złego wrażenia, szczególnie po długim czasie niewidzenia. Wykonałem trzy kroki, oparłem się na plecach dopiero co poznanego gościa, który zresztą miał coś z głową bo co do niego się odzywałem to wybuchał śmiechem, aż tak bardzo nie wierzyłem w swoje poczucie humoru. Wykonałem wielkiego kroka nad nim i skurwysyńsko zadowolony usiadłem do dalszych gadek o zupełnie niczym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtX9UoRdnI/AAAAAAAAATk/-PJ44bEjI-o/s1600-h/3233306.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtX9UoRdnI/AAAAAAAAATk/-PJ44bEjI-o/s400/3233306.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294922497925412466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Nowo poznany koleżka siedział tuż obok mnie, po jego drugiej stronie siedziała jego dziewczyna która traktowała mnie jak śmiecia. Koleżka przestał się wciąż śmiać z byle gówna i rozpoczął rozmowę. Był z Krakowa i mówił że jego ojciec jest &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;bajecznie bogaty a on ma wynajęte mieszkanie w niesamowitym miejscu. Imprezy, dragi, alkohol i zajebiste dupy. W tym momencie wychyliłem się za niego i spojrzałem uważnie na jego dziewczynę, zza mgliste ciemnej plamy po chwili wyłonił się ten sam spasiony babsztyl, który traktował mnie jak śmiecia. Uśmiechnąłem się i zacząłem:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;- Nie wi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;em czy wiesz jak to jest z kamienicami? – Rzucił mi badawcze spojrzenie – Byłem raz czy dwa w Krakowie, bez szczególnego celu i chodziłem po zresztą ładnym rynku. Wiesz, ten plac, ci oryginalnie ludzie, ta intrygująca atmosfera. Każda knajpa jest tam wyjątkowa i czuć ten wyjątkowy klimat. Przechodziłem tez po tych pięknych brukowanych uliczkach, chłonąłem to całe miejsce na jednym wdechu, byłem dumny że w moim kraju są takie piękne miasta jak Kraków. No i rzeczywiście, wspaniałe kamienice uzbrojone w potężne wrota, z wielkimi oknami wpuszczającymi masę światła do pomieszczeń, na pewno czuć tam te czasy które już dawno minęły. – Ochoczo mi przytaknął - Ale z drugiej strony rozmawiałem z ludźmi którzy kiedyś mieszkali w tych kamienicach i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt; nigdy by do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;nich nie wrócili, ponieważ tam śmierdzi, wszystko skrzypi, są same problemy w różnymi pierdołami, nie wiem, woda, ogrzewanie, nie no kurwa, dosłownie wszytko. W dzień hałas, w nocy jebanie uciążliwy hałas, nie no po prostu wspaniale – Po jego twarzy widziałem że jest tak samo zdziwiony jak ja gdy mówiłem te wszystkie brednie. Chciałem już skończyć dlatego się zapytałem – I wiesz jakie są z tego wnioski? Nie? A mianowicie takie że mieszkanie w samym centrum nie ma samych pierdolonych plusów, a wręcz przeciwnie, ma same min&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;usy, więc ja pierdolę … - Tak naprawdę nie wiedziałem po co ja poruszałem ten temat. W sumie gówno &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;mnie obchodziła jego głupia gadka, może to wkurw na dzianych młodzieniaszków obnoszącymi się z kasą, czasami nie wiem po co się tak unoszę. Nie wiedziałem co mu powiedzieć. No co ja pierdolę? Wiem. – Więc ja pierdolę te starocie, które szpecą ulice, pierdole te zdezelowane budynki i… - No i w tym momencie, wymachem ręki, przewróciłem szisze, która upadła na pełny kufel, którego cała zawartość wylała się na mojego kumpla po drugiej stronie stolika. W tym momencie koleżka z Krakowa, trochę zdenerwowany i zmieszany zapytał – Obrażasz mnie, co jest z Toba nie tak? – Złapałem się za głowę i zacząłem krzyczeć – Gdzie ja jestem?! Co się dz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;ieje?! Już nie będę! Gdzie ja jestem?! – W tym momencie oblany kolega zaczął krzyczeć – Everyone!! – Z drugiego końca pomieszczenia ktoś krzyknął – What do you mean everyone!!?? – I te&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;n mój kolega znów krzyknął – Everyone!! – Ludzie ze stolika obok nic nie rozumieli z tego co krzyczymy, ale w pewnym momencie pijaństwa każdemu się włącza wrzeszczenie, dlatego pokrzykiwali raz – EEEE!!! – A potem – AAAAAN!!! – I tak w kółko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtXDOgdV1I/AAAAAAAAATU/1sgf2uGNjyE/s1600-h/0012.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 379px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtXDOgdV1I/AAAAAAAAATU/1sgf2uGNjyE/s400/0012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294921499849611090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Koleżka z Krakowa zaczął mnie szarpać za ramie żądając wyjaśnień, jego dziewczyna nadal mnie traktowała jak śmiecia, do końca nawet nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak uważałem. Z kąta lokalu grupa ludzi zaczęła śpiewać sto lat i próbowała przekrzyczeć chaotyczne okrzyki ‘EE!!’ i ‘AA&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;AAN!!’. Dopiero teraz zauważyłem że węgiel z sziszy rozpadł się na kawałeczki, i część tych rozżarzonych kawałków węgla, niebezpiecznie zaczęła się żarzyć. Wziąłem swoje piwo i rozlałem po stoliku, w celu ugaszenia piekielnych cząstek. Część płynu rozlewającego się po stoliku trafiła na pieprzonego babsztyla. Umoczyła sobie całą spódnice. Podniosłem wzrok na nią i widziałem jej rozdziawiony pysk wykrzywiony w paskudnym grymasie z którego to wydawała pomruki, charknięcia i pohukiwania. Odwróciłem się do mojego kolegi i powiedziałem że się dość dziwnie czuję. Niespecjalnie się przejmując na moje słowa krzyknął ‘Natalia!!’, na co mój oblany kolega odpowiedział jeszcze głośniej ‘Leż!!’. Dziewczyna siedząca między nimi chichotała, po czym przestała, opuściła głowę w kolana i zaczęła wymiotować. Zrobiło mi się niedobrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Przepchnąłem się przez koleżkę z Krakowa ale tym razem pierdolił coś o spódnicy, jego locha zniknęła, pewnie poszła się schować do nory z której wylazła, albo wysuszyć spódnice. Wybiegłem za wejściowe drzwi do klubu, żegnały mnie okrzyki ‘NAAA!!’ i ‘LEEE!!’. Opierając się o balustradę wziąłem głęboki oddech i chciało mi się rzygać. Zbiegłem po długich metalowych schodach, minąłem róg i trzymając się ściany zacząłem oddawać dzisiejszy obiad. Trwało to parę chwil, ale było mi o wiele lepiej, przetarłem rękawem łzy w oczach i zatrzymałem wzrok na jasnej tynkowanej ścianie przede mną. Tuż nad zarzyganą częścią ściany znajdował się wiersz, napisany dość dużymi drukowanymi literami:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;„Myślałem o kobietach które kocham i które kiedyś kochałem,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;o przyjaciołach których szanuję i tych których szanowałem,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;I te chwile dla których chciałem żyć i nimi nie żyję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Te wszystkie chwile przeminęły wraz z czasem który się w nieskończoność nie wije.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Te wszystkie moje lęki to jak tępy żart po pijaku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Już więcej dziś nie wypiję, złap mnie znów za szyję, to zabiję."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;To chyba o kacu, pomyślałem. Przeszedłem trochę dalej wzdłuż ściany i kucając oparłem się o nią plecami. Jakoś tak bardzo miałem ochotę na placki z dyni polane miodem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;(Po obejrzeniu filmu ‘JCVD’ już nigdy nie powiem złego słowa o Van Dammie, wymiótł. Nie żartuję.)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1861232738071295897?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1861232738071295897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1861232738071295897' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1861232738071295897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1861232738071295897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/01/radio-is-not-dead-it-just-smells-funny_24.html' title='&quot;Radio is not dead it just smells funny&quot;'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SXtX3EtPi7I/AAAAAAAAATc/s_ZR0YazAtg/s72-c/68_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1068407244875145010</id><published>2009-01-03T18:21:00.006+01:00</published><updated>2009-01-03T18:47:43.312+01:00</updated><title type='text'>Fenksy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W 2008 roku wydarzyło się dużo, dlatego chciałbym podziękować:&lt;br /&gt;- Mediafajerowi, za natchnienie i szybkość w celu uzyskania muzyki której tak bardzo zawsze potrzebuję&lt;br /&gt;- Moim znajomym za mniejsze namówienia jeżeli chodzi o wyjścia na zalanie pały, wtedy byłbym bankrutem a przynajmniej jestem tylko zawsze spłukany&lt;br /&gt;- Za deerhuntera, i drugiego tracka na nowym the evangelicals&lt;br /&gt;- Małgorzacie za zajebanie się w niej po uszy, i zwiększenie mojego ego do gargantuicznych rozmiarów, pewnie jej już drugi raz nie spotkam&lt;br /&gt;- Za Whartona, którego książkę chciałem przeczytać dobre 3 lata temu, przeczytałem i mam nadzieje że już nigdy mi się nie zdarzy go czytać&lt;br /&gt;- Politechnice&lt;br /&gt;- Uniwersytetowi&lt;br /&gt;- Wódce, na kacu zawsze nabieram nowych iluzji co do życia&lt;br /&gt;- Lykke Li bo jest super lalą&lt;br /&gt;- Cat Power bo jest czadową lalą&lt;br /&gt;- Kobietom za wspaniały koncert&lt;br /&gt;- Samochodowi Marsa,  bo towarzyszył mi we wspaniałych tripach&lt;br /&gt;- Helowej marihuanie za najbardziej kosmiczny odlot w moim życiu&lt;br /&gt;- Robertowi Forsterowi, był blisko mnie w ciężkich chwilach&lt;br /&gt;- Skurwysynowi Prestonowi, zajebiście mnie bawi&lt;br /&gt;- Za najprostszą rozmowę z kumplem z zamierzchłych czasów która postawiła mnie na nogi,&lt;br /&gt;- Californication, za rozrywkę (nie chcę być jak Hank Moody)&lt;br /&gt;- Za film "Prostą Pałą" i wszystkim wydarzeniami jego dotyczącymi&lt;br /&gt;- Za zajebiste chlanie wódy w bramie ze wspaniałym kumplem&lt;br /&gt;- Fensi Klaunowi&lt;br /&gt;- Za piersiówkę którą zgubiłem i osobie której w tym przedsięwzięciu uczestniczyła&lt;br /&gt;- Za niepohamowaną agresję, inaczej bym nie dostał dwa razy wpierdol i nie czułbym się tak dobrze na następny dzień&lt;br /&gt;- Jastrzębiej, za najbardziej idiotyczne wypady&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SV-h-OVTmeI/AAAAAAAAASw/FBpJH4YTPw0/s1600-h/aatt.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 316px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SV-h-OVTmeI/AAAAAAAAASw/FBpJH4YTPw0/s400/aatt.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5287122577927674338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- Dygatowi, dzięki niemu jestem innym człowiekiem&lt;br /&gt;- Natalia!! Leż!!&lt;br /&gt;- Garażowemu chlaniu, mam nadzieje że wróci gdy będzie cieplej&lt;br /&gt;- Za żołądkową gorzką miętową&lt;br /&gt;- Wszechjezusowi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym przeprosić:&lt;br /&gt;- Blogspot, za mało piszę, chciałbym częściej&lt;br /&gt;- Muzyce jako takiej, mam najgorsze teksty jakie kiedykolwiek powstały&lt;br /&gt;- Kraków, bo nie przyjechałem&lt;br /&gt;- Wszystkich których nie zawiodłem, mam jeszcze czas, popierdoleńcy!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzenia:&lt;br /&gt;- Niech wreszcie wysadzą ten sejm i niech się skończy moja frustracja, i poczucie że jestem jebany w dupę na każdym kroku&lt;br /&gt;- i niech wysra tych co ciągle narzek... &lt;sruuu!!&gt;[sruuu!!]&lt;/sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;sruuu!!&gt;&lt;/sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/sruuu!!&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;sruuu!!&gt;Guns of LOVE!!&lt;/sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;sruuu!!&gt;&lt;/sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;sruuu!!&gt;&lt;/sruuu!!&gt;&lt;br /&gt;&lt;sruuu!!&gt;&lt;/sruuu!!&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1068407244875145010?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1068407244875145010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1068407244875145010' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1068407244875145010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1068407244875145010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2009/01/podzikowania.html' title='Fenksy'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SV-h-OVTmeI/AAAAAAAAASw/FBpJH4YTPw0/s72-c/aatt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4372158622896968105</id><published>2008-12-29T00:11:00.008+01:00</published><updated>2008-12-29T00:45:27.039+01:00</updated><title type='text'>To jest jak w tej piosence, tuż po tym słowie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie, nie, to nie jest zwykła historia. To jest tak że tylko raz ją opowiadałem i to jeszcze sobie. Nie udało mi się jej przekazać dalej. Niby się wie co powiedzieć, ale no nie. Cholera, emocje były wielkie, ale nie przechodzę dalej niż za słowa "Niedawno wydarzyło się u mnie coś czadowego". Wiesz, mogę cię poklepać po plecach, obdarzyć uśmiechem, ale nie przekaże tego w całości. Do tej pory na chwile jeszcze przymykam oczy i łapię się na tym że o wiele za intensywnie o tym myślę. Ej, przecież to było o wiele za krótkie. Potem chwytam się za głowę, chcę jednak ci to powiedzieć, ale kończy się na chaotycznym ruchu ramion, odgarnięciem włosów z czoła, no ale się nie da. I chyba to jest piękne w tej historii, jest kurewsko moja. Moja. I te przyjemne ciarki które mi przechodzą po plecach, tylko na samą myśl. Wiem skąd się biorą i to właśnie jest moje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVgOQWCXfMI/AAAAAAAAASo/TpYleEqRjIs/s1600-h/cc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 266px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVgOQWCXfMI/AAAAAAAAASo/TpYleEqRjIs/s400/cc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5284989836675480770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4372158622896968105?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4372158622896968105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4372158622896968105' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4372158622896968105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4372158622896968105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/12/nie-nie-to-nie-jest-zwyka-historia.html' title='To jest jak w tej piosence, tuż po tym słowie'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVgOQWCXfMI/AAAAAAAAASo/TpYleEqRjIs/s72-c/cc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7419305153194600114</id><published>2008-12-23T21:34:00.004+01:00</published><updated>2008-12-23T21:44:33.569+01:00</updated><title type='text'>Bad Trip</title><content type='html'>Kurwa, co za szambo. Kto by pomyślał że można splunąć w czyjąś twarz bez zbierania śliny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni guzik koszuli pod moją szyją zostanie zapięty dopiero na moim pogrzebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVFNA3GPRDI/AAAAAAAAASQ/UVMAXfDzV8g/s1600-h/nn.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 309px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVFNA3GPRDI/AAAAAAAAASQ/UVMAXfDzV8g/s400/nn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283088515067757618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7419305153194600114?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7419305153194600114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7419305153194600114' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7419305153194600114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7419305153194600114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/12/bad-trip.html' title='Bad Trip'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SVFNA3GPRDI/AAAAAAAAASQ/UVMAXfDzV8g/s72-c/nn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7841682955118812406</id><published>2008-12-15T16:22:00.010+01:00</published><updated>2008-12-15T22:28:14.870+01:00</updated><title type='text'>Manifest</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Często zaczepiają mnie ludzie, czy to moi znajomi bądź nieznajomi na ulicy i zadają mi pytanie "Jak żyć?". Doskonale sobie zdaję sprawę że jako osoba, dość niezwykła, krocząca swoimi ścieżkami, nie wiem czy jestem zobowiązywany do nakierowywani tych ludzi na sposób mojego myślenia. Niektórzy po prostu mogą sobie nie poradzić. Ale nie z byle powodu przyległa do mnie etykietka szczodrego człowieka. Wtedy odkładam wszystkie moje myśli, nabieram wobec siebie pokory i przytakuję im gdy mówią że jestem odpowiednim facetem do udzielania im takich rad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy wiecie ale w większości przypadków podmiotem naszych problemów są sprawy związane z naszym życiem, typu brak pieniędzy, brak akceptacji rodziny, uczelnia lub brak szczęścia w życiu uczuciowym. Możecie kilkanaście machać przecząco głową, to nic nie zmieni, tak po prostu jest. Musimy zrozumieć że nie każdy może posiąść od razu wiedzę biblioteki aleksandryjskiej, do tego potrzeba przynajmniej kilku lat. Moje zdanie w tym wypadku może oszczędzić trudu początkowego poszukiwania, to są tak zwane uniwersalne rady które dopasowuję do każdej osoby z którą rozmawiam. Musicie także pamiętać ze wszystkich traktuję wyjątkowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SUaNieCSo1I/AAAAAAAAASI/dRxbBO2b3cU/s1600-h/127385226_04c90c970a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SUaNieCSo1I/AAAAAAAAASI/dRxbBO2b3cU/s400/127385226_04c90c970a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5280063236456227666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na początku bardzo ważna jest wiedza, co nami tak na prawdę w życiu kieruję. Ułatwię wam ten etap poszukiwań i odpowiem. Jest to atomizacja stylizacji bytu. Wiem, niektórzy nie wiedzą co to jest, ale mam przyjaciół w młodym wieku którzy znają to pojęcie, i bardzo dobrze się obracają. Więc na początek, musicie tego się oduczyć, zapomnieć a następnie od początku sobie to pojęcie przyswoić. Takie postępowanie doprowadza do rozbicia zaawansowanego porządku myśli i po tym następuje tak zwana, tajemnicza, spontaniczność. O spontaniczności tak wiele się mówi, ale nie za bardzo ktokolwiek ją widział albo tym bardziej zakosztował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbicie na kawałeczki idei, planów, konta na którym trzymamy pieniądze które inflacja kilka razy przeżuła i wysrała, i które mają wartość tylko dla wszystkich ludzi, przybliża nas ku tej mistycznej wolności w postaci spontaniczności. Archaiczne myślenie, barbarzyńskie rozwiązywanie problemów, wrogość do obcych i wręcz przeciwnie, doprowadza do nawiązania kontaktów których tak bardzo wszyscy się boją a potem nie maja na nie czasu. Czy aby na pewno na piedestale stawiamy rozsądek, czy może stoi tam kawał mięsa, wybrany z pośród miliona różnych kawałów mięsa i każe nam iść tam, lub gdzieś indziej albo zwracać uwagę na zielone i czerwone. Ci ludzie dla których pod pojęciem rozsądku zamiast najświętszych prawd, typu rodzina i przyjazny egoizm, jest wiedza czerpana z pudelka i wspomnienia z czasów młodzieńczej onanizacji, są przynajmniej szczerzy. Bo nic innego w głowach 6 miliardów ludzi jak przetrwanie i swoje szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompot, najbardziej przyzwoicie się robi tak, że do dzbana wrzucamy duże owoce, na przykład pomarańcze, a następnie coraz mniejsze, brzoskwinie, śliwki, maliny, porzeczki. Na koniec dosypujemy ewentualnie cukier i zalewamy wszystko wodą. Postępując według takiego schematu mamy nadzieje że ten kompot będzie smaczny, albo przynajmniej przystępny. Jeżeli zmienimy kolejność postępowania to nie mamy pewności czy ten kompot będzie ktokolwiek w stanie wypić. Odnosząc to do wymienionych na początku problemów życia, czy nie lepiej zająć się problemami tymi najważniejszymi aby następnie przejść do tych mniej poważnych a na koniec zostawić te błahe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ja, kurwa, nie mam racji?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7841682955118812406?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7841682955118812406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7841682955118812406' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7841682955118812406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7841682955118812406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/12/manifest.html' title='Manifest'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SUaNieCSo1I/AAAAAAAAASI/dRxbBO2b3cU/s72-c/127385226_04c90c970a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3307885955844281117</id><published>2008-11-11T18:09:00.021+01:00</published><updated>2008-11-11T19:16:39.701+01:00</updated><title type='text'>Najbardziej romantyczne są banały</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uciekł z nią do Nebraski. Nebraska to jedno wielkie zadupie. Jedyne co można tam robić to łowić ryby. Jechali przez niekończące się pola wzdłuż rzeki Platte. Ich celem było Lincoln. Siostrzenica gubernatora obiecała im załatwić pracę. Jechali starym fordem, jedynym wozem jaki mogli wypożyczyć za niewielkie pieniądze. Pod siedzeniem znaleźli płytę Sufjana Stevensa i słuchali jej na okrągło. Zatrzymywali się w największych dziurach gdyż musieli oszczędzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według Roba wszystkie kobiety miały jedną wadę, nie były nią. Ona ciągle się czymś fascynowała i jako jedyna zauważała u niego jakieś oznaki lekkiego poddenerwowania. Słowo "wyluzuj" odbierał od niej z olbrzymim wybuchem śmiechu. Kochał jej seksowne podejście do życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziała z nim na ławce, nie mogła uwierzyć że tak szybko ją odnalazł. Trzymając go za rękę z szaleńczym zapałem opowiadała wszystko co spotkało ją po drodze. W pewnym momencie przerwał im jakiś obcy starszy mężczyzna. Zwracając się w kierunku dziewczyny, zaczął&lt;br /&gt;- Przepraszam panią, wydaje mi się że pani zostawiła telefon na tamtej ławce - Wskazując na ławkę nieopodal, życzliwie spoglądał na rzeczoną właścicielkę zguby.&lt;br /&gt;Dziewczyna przytaknęła, podziękowała, i po krótkiej wymianie miłych słów uścisnęła mu dłoń i pożegnała się. Gdy mężczyzna odszedł, roześmiała się do partnera, chwile coś plotła o uczynności ludzi i kontynuowała przerwaną historie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SRm8Y-UeQNI/AAAAAAAAASA/Ip9VXUQF27g/s1600-h/yy.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 257px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SRm8Y-UeQNI/AAAAAAAAASA/Ip9VXUQF27g/s400/yy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267448376418255058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zastała go siedzącego na fotelu, tępo wpatrzonego w ścianę.&lt;br /&gt;- Co się stało? - Zapytała.&lt;br /&gt;- Wiesz, przez jakiś czas poczułem się tak niesamowicie samotny. Niespotykane uczucie. Myślałem że już nie wrócisz. Gdzie byłaś szparażku? Ja tu wariowałem.&lt;br /&gt;Ona uśmiechnięta zaczęła mówić - Spotkałam znajomą, wyobrażasz sobie, tutaj. I zaprosiła mnie na kawę. - Zamilkła, zauważyła w jego zachowaniu coś niepokojącego. Dopiero przechodząc na drugą stronę łóżka zaczęła mówić - Przecież miałeś się zdrzemnąć - Udając że czegoś szuka w torebce dodała - A zresztą mogłeś zadzwonić. Właśnie, dlaczego nie zadzwoniłeś w takim razie?&lt;br /&gt;- Jakoś nie wiedziałbym co Ci powiedzieć, bym się zająknął, byś pomyślała że bredzę, nie opisałbym tego co czułem. Bo to jakieś takie uczucie które myślałem że szybko minie. Usiadłem sobie na fotelu i zacząłem rozmyślać nad tym. Wiesz jak to jest gdy w samotności o byle gównie zaczniesz myśleć jak o niedocenionej błahostce. Zresztą nie chciałem usłyszeć że mnie opuszczasz... - Wymuszenie się roześmiał i jakby mówiąc do siebie kontynuował - Wiem, czasem się zachowuję kompletnie nierozsądnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zaczęła wypakowywać z papierowych toreb zakupy, na stolik przy drzwiach, a Rob dalej siedział na fotelu spoglądając na punkt na ścianie w przeciwległym  krańcu pokoju. Po pewnym czasie rozpoczął - Dopiero teraz zacząłem rozumieć tą piosenkę co tak często mi śpiewasz. Ona nie mówi o strachu przed tym gościem przed którym uciekają. Tylko o wdzięczności do niego że mieli możliwość tej ucieczki.&lt;br /&gt;- Przestań Rob, wcale o tym nie mówi. Usiądź i się napij - Podniosła za stolika i otworzyła butelkę Danielsa, upiła pierwszego łyka i podeszła do Roba wręczając mu ją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwszym łyku, wolno zaczął mówić - Prawdę mówiąc zadzwoniłem do Ciebie, tylko że po dłuższym czasie odebrał jakiś mężczyzna. Spytałem się kim jest i dlaczego ma Twój telefon. Zaczął mi wyjaśniać że jest na spacerze w parku i zobaczył telefon który leżał na ławce na której nikogo nie było. Podszedł z ciekawości. Gdy po niego sięgał, telefon zaczął dzwonić. Dość długo się zastanawiał czy odebrać ale wreszcie to zrobił. Zrozumiałem ze musiałaś go zgubić, przecież wiem jaka jesteś czasami roztargniona - Na jego przyjazne spojrzenie, odwzajemniła się uśmiechem - Zawsze zapominam jak wychodzisz ubrana, ale tym razem pamiętałem. Ubrałaś tę sukienkę którą kiedyś została przysłana nam przez przypadek, a my ją zatrzymaliśmy bo tak Ci się podobała. Ta zielona, z białym wykończeniem u samego dołu - Roześmiał się - Retro jak kurwa mać. Podoba mi się wyjątkowo - Pogładził się po głowie i upił wielkiego łyka z butli.&lt;br /&gt;Podszedł do okna i kontynuował. - Więc opisałem Twój ubiór i powiedziałem temu panu że może jesteś gdzieś w pobliżu i po prostu Ci ten telefon zwróci. On chętnie się zgodził na moją propozycje i idąc coś tam bełkotał, bo to jakiś starzec chyba był. W pewnym momencie mówi że zobaczył ładną dziewczynę w zielonej sukience, ale że na pewno to nie ona ,bo mówiłem mu że jest sama, a ta siedzi z jakimś dryblasem w brązowej kurtce. - Uniósł butelkę do ust i dość długo jej nie odciągał. Ona upuściła głowę i otworzyła lekko usta jakby coś ją zdziwiło. - Więc się pytam gościa, czy ta dziewczyna ma taką fryzurę do góry i duże żółte okulary. On to potwierdził więc... - Spojrzał na szafę której jedna strona drzwi była złamana, ona podążając za jego wzrokiem dopiero teraz to zauważyła - Powiedziałem coś tam i aby chwile poczekał gdyż nie jestem pewien. Zebrałem myśli i powiedziałem mu aby nie mówił że z kimkolwiek rozmawiał przez telefon, bo możesz się zdenerwować. Dziad był stary więc się nie sprzeciwiał. No i jak teraz widzę po Twojej reakcji, było tak jak mówię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SRm79NqUxKI/AAAAAAAAAR4/bQbecc0REnc/s1600-h/yy2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 313px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SRm79NqUxKI/AAAAAAAAAR4/bQbecc0REnc/s400/yy2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267447899500102818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kochając się, położyła jego dłonie na swojej szyi, chciała aby ją trochę poddusił. Rob nie odejmował rąk od jej gardła i coraz mocniej ściskał. Po chwili sam zauważył że przesadza ale ona nawet się nie broniła. Po chwili pomyślał że się to stało. Odskoczył od niej i stanął ciężko oddychając przy łóżku. Ona po jakimś czasie otworzyła powoli oczy i cicho zaczęła mówić - Rob, nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cię kocham - Położyła obie ręce na piersi i dłońmi próbowała masować gardło - Tak bardzo chcesz mnie mieć dla siebie że byś mógł mnie zabić? - Rob pomyślał że za chwile ucieknie z pokoju - Wszystko do tej pory było kłamstwem i dopiero teraz jest prawda - Zrobiła krótko pauzę - Nikt nigdy mnie tak bardzo nie pragnął.&lt;br /&gt;Podnosząc się, uklęknęła na łóżku - Wybacz mi, już nigdy nie spotkam się z tamtym facetem. Spójrz mi w oczy... - Złapała go za dłoń - Już o nim zapomniałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnej nocy, po ucieczce z kolejnego miasteczka, samochód stanął im pośrodku drogi. Nie zastanawiali się czy to wina braku benzyny czy może jakaś gówniana usterka, po prostu zaczęli się kochać. Ona raz po raz cicho wzdychając, prawie niesłyszalnie jęknęła - Przepraszam.&lt;br /&gt;Odpowiedział jej ze śmiechem między pocałunkami - Przecież wiesz że nigdy bym Cię nie skrzywdził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;a href="http://piotrwest.diinoweb.com/stream/files/%8Ccianka%20-%20Harfa%20Traw.mp3"&gt;Sam Sex&lt;/a&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3307885955844281117?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3307885955844281117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3307885955844281117' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3307885955844281117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3307885955844281117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/11/najbardziej-romantyczne-s-banay.html' title='Najbardziej romantyczne są banały'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SRm8Y-UeQNI/AAAAAAAAASA/Ip9VXUQF27g/s72-c/yy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-2289722897886463377</id><published>2008-10-31T01:13:00.007+01:00</published><updated>2008-10-31T01:26:55.657+01:00</updated><title type='text'>Kiedyś eksploduję</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SQpPUq4L2OI/AAAAAAAAARg/4Ru3ScOJZBs/s1600-h/uz2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 347px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SQpPUq4L2OI/AAAAAAAAARg/4Ru3ScOJZBs/s400/uz2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5263106331061770466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wracając do domu zawsze spoglądam do góry w okno.  Jakoś tak bezwarunkowo i bez sensu. Mógłbym być zmęczony, ubzdryngolony, zajęty rozmową ale nigdy nie zapomniałem spojrzeć. Zawsze mam w głowie chwile z oknem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No i spoglądając na nie, w biegu  rozwiązywałem krawat i rozpinałem koszule. Wpadając do domu ściągnąłem garnitur i jak najszybciej chciałem się wynieść z mieszkania i w ogóle z Gdyni. Pociąg miałem o wiele za wcześnie ale zdążyłem. Zdążyłem jak Linda w 'Przypadku' Kieślowskiego. Tylko że teraz nie można wskakiwać do pociągów, cholerna szkoda, i tylko w jednym wątku z trzech Linda wskakiwał, więc nie tak do końca jak on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem już było tylko upalanie się i powodowanie znikania obleśnie smacznej, o obrzydliwym zapachu, wódy. Każda obita ściana mówiła abym już poszedł spać. Ból, nienawiść, ble ble i reszta gówna zniknęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Piosenkarzem? - Roześmiał się nieprzyzwoicie głośno i mokro - On był tylko chłopcem, który chciał zrobić dobrze - Przekręcił rondo kapelusza i trzasnął biczem - Przede wszystkim sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez różnicy jak wielu masz przyjaciół, jak wiele osób cię wspiera i tak wiesz że zaraz się rozbijesz na jakiejś wystającej krawędzi, spadając w dół studni na której dnie jest, aaa śmierć. W takich chwilach 'sens życia' śpi sobie w pudełku z ciasteczkami, 'pustka' beztrosko huśta się na konikach, a 'największe błędy życia' to książeczka czytana dziecku na dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SQpPZlYPs-I/AAAAAAAAARo/iseTWovdqug/s1600-h/uz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 299px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SQpPZlYPs-I/AAAAAAAAARo/iseTWovdqug/s400/uz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5263106415484974050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Parę dni później wróciło mi. Wkurwiałem się o byle co, obraziłem nieświadomie parę osób. Tym razem wracając do domu nie spoglądałem na okno, bo wiedziałem że zobaczę tam wielkie kurwa nic. Najlepsze co mogło mi się wydarzyć to znaleźć pieniądze na wycieraczce jak kiedyś. Jak wiele bym oddał aby mi to się przytrafiło tego dnia. Byłem wtedy tak pijanie, prawie płaczliwie, szczęśliwy. Myślę że nigdy już pieniądze nie sprawią mi tyle radości jak mogły w tamtej chwili. Przewracając się przez próg tym razem nie chciałem od razu spać. Przysiadłem kołysząc się na kanapie i byłem nieopisanie wściekły. Nie wiem na co, na kogo. Nie wiedziałem gdzie skierować tą złość. Zostałem ja i ciężka głowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem się pytać ludzi co mam robić. Ile ja kurwa zdusiłem złości, jak się namęczyłem aby nie wylewać tego z siebie. W takich chwilach musisz być samemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dlatego mogę teraz o tym pisać, bo czas jest dobrym lekarstwem, ale na pewno nie na cerę, huhu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(bez chujowego tekstu nie było by mocnego zakończenia)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-2289722897886463377?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/2289722897886463377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=2289722897886463377' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2289722897886463377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2289722897886463377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/10/kiedy-eksploduj.html' title='Kiedyś eksploduję'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SQpPUq4L2OI/AAAAAAAAARg/4Ru3ScOJZBs/s72-c/uz2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4726825691880464949</id><published>2008-09-16T00:16:00.015+02:00</published><updated>2008-09-16T01:00:07.169+02:00</updated><title type='text'>Spotkania po latach są wyjątkowo niemiłe</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SM7bwxlaciI/AAAAAAAAALU/g0viORuX4oU/s1600-h/4219705.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SM7bwxlaciI/AAAAAAAAALU/g0viORuX4oU/s400/4219705.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5246372246923670050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak to jest że z ludźmi których tak bardzo się kiedyś lubiło, i kiedy się ich wspomina, nadal się lubi, nie potrafimy się porozumieć? Czy to ma związek z naszym wiekiem czy może częstotliwością spotkań? Gdzie te przykłady z książek, w naszym obecnym życiu, gdzie się spotyka przyjaciela z dzieciństwa i rozmawia z nim bez przerwy, przez całą albo parę nocy? Gdzie te rozmowy 'po latach'? Istnieje coś takiego, kurwa?&lt;br /&gt;Kiedy spotykam taką osobę, luz w stosunku do niej od razu wraca, jakaś tam lekka euforia jest, ale po pewnym czasie musi paść pytanie zaczynające się przykładowo od "A widziałeś/aś może ostatnio ...?". I to rozpieprza wszystko. Ta jedna sekwencja. Wtedy obie osoby czekają tylko na to kiedy już się od siebie uwolnią.&lt;br /&gt;Szczerość w takich rozmowach jest ewidentnie nudna, wspominać jest niezręcznie a nowinki z przebiegu pracy bądz nauki są po prostu chujowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno mają na to wpływ okoliczności spotkania, i na pewno spotkania autobusowe są najwyżej w rankingu 'fallusa'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio jak się umówiłem na spotkanie, po latach, przy kawie z taką babką, to po, byłem wkurwiony. Zrzucałem winę za przebieg spotkania raz na siebie, raz znów na nią. Przesrane gadki, o niczym. Z szafą bym się bardziej dogadał. Może chodzi o dojrzewanie, wydaje się nam że jesteśmy poważniejszą osobą od tej drugiej, bo mamy już 'aż tyle' lat. A może chodzi o inny tryb życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie dopiero ludzie z którymi stracę kontakt teraz, na dłuższy czas, będą dobrymi kompanami do rozmów 'po latach'. Taka prawdziwa rozmowa po latach to zupełnie inna sprawa niż poznawanie nowej osoby, tu jest większa wartość. To jest jak odkrycie czegoś oczywistego. Jak obejrzenie po raz pierwszy "Noża w wodzie" w wieku 22 lat.&lt;br /&gt;Ty wiesz jaka jest ta osoba, znasz ją, przypominanie musi sprawiać radość, to co się kryje pod kolejnymi kurtynami pamięci. Pewnego rodzaju przewarstwienie się wspomnień.&lt;br /&gt;Może za kilka lat tego doznam, teraz to tylko mnie wkurwia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wszystko wskazuje na to że moje rozmowy w przyszłości będą się jednak opierały na wspomnieniach, i będzie mnie to jarać.&lt;br /&gt;Niefajne są spotkania po latach. Jak na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynym wyjściem na to, jest unikanie znajomych z podstawówki bądź z gimnazjum, co wraz z piciem niesamowicie dobrze mi wychodzi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4726825691880464949?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4726825691880464949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4726825691880464949' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4726825691880464949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4726825691880464949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/09/spotkania-po-latach-nie-s-mie.html' title='Spotkania po latach są wyjątkowo niemiłe'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SM7bwxlaciI/AAAAAAAAALU/g0viORuX4oU/s72-c/4219705.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-8639304191379631883</id><published>2008-08-28T01:13:00.006+02:00</published><updated>2008-08-28T15:44:57.923+02:00</updated><title type='text'>Noc</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SLXdaNrGMXI/AAAAAAAAALM/AnT0lGqiEc4/s1600-h/a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SLXdaNrGMXI/AAAAAAAAALM/AnT0lGqiEc4/s400/a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5239337183932199282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Idealne miejsce, czyli jej głowa tuż pod moją podbródkiem, z ręką ułożoną mi na piersi. W innej sytuacji jej włosy aż tak pięknie nie pachną i w innej sytuacji jak ta nie chce się aż tak bardzo mówić. Obejmuję ją wpół i gładzę delikatnie za uchem. Zapach tynku unosi się w pokoju, nieszczelne okna dużo za dużo wpuszczają zimnego powietrza a podrygujące szmaty imitujące drzwi tworzą zwodnicze kształty. Noc jest deszczowa i chociażby człapania jakiegoś zwierzęcia nie jest się w stanie zidentyfikować wzrokiem.  Ona też to słyszy i wtula się mocniej. Chwile to coś się porusza po pomieszczeniu i człapanie się oddala. Nadal mogę tak leżeć i z otwartymi oczyma wpatrywać się w mrok. Przez chwilę myślę że burza może zmieść ten nędzny domek. Jej cichy regularny oddech mnie uspokaja i rozmywają się absurdalne, pijane myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko w nocy potrafię się z nią zrozumieć. W dzień się nic nie układa, jedynie po zmroku jesteśmy sobą upojeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alkohol nie przeszkadza w rozdawaniu miłości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-8639304191379631883?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/8639304191379631883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=8639304191379631883' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8639304191379631883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8639304191379631883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/08/noc.html' title='Noc'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SLXdaNrGMXI/AAAAAAAAALM/AnT0lGqiEc4/s72-c/a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3590000817926581253</id><published>2008-08-08T01:39:00.005+02:00</published><updated>2008-08-29T19:56:49.507+02:00</updated><title type='text'>Holy Fuck!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SJuHu0gH81I/AAAAAAAAALE/dvxg4lVn1HQ/s1600-h/bb.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SJuHu0gH81I/AAAAAAAAALE/dvxg4lVn1HQ/s400/bb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5231924630558077778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.seeqpod.com/cache/seeqpodSlimlineEmbed.swf" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" flashvars="domain=http://www.seeqpod.com&amp;amp;playlistXMLPath=http://www.seeqpod.com/api/music/getPlaylist?playlist_id=fabd6533a9" width="300" height="80"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3590000817926581253?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3590000817926581253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3590000817926581253' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3590000817926581253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3590000817926581253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/08/blog-post.html' title='Holy Fuck!'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_VGp5bOIAs24/SJuHu0gH81I/AAAAAAAAALE/dvxg4lVn1HQ/s72-c/bb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-6576336381354339220</id><published>2008-08-05T20:40:00.006+02:00</published><updated>2008-08-05T20:45:43.721+02:00</updated><title type='text'>Niekoniecznie dzisiaj</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJiel9f9P7I/AAAAAAAAAKs/BXIxe3ilBJw/s1600-h/bb.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJiel9f9P7I/AAAAAAAAAKs/BXIxe3ilBJw/s400/bb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5231105342191779762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;- Kiedy się zdecydowałaś na powrót na scenę?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nigdy sie na to nie zdecydowałam, samo przyszło, jak z miłością, pojęcie zdecydowania w takim wypadku nie istnieje.&lt;br /&gt;- A od dawna śpiewasz po francusku?&lt;br /&gt;- Nie, od niedawna, wiesz, jak śpiewam w jakimś innym języku to tak gdyby od razu po czymś ciepłym włożyć coś zimnego do ust, niby nie boli ale jest nieprzyjemnie.&lt;br /&gt;- A dlaczego wybrałaś Polskę na rozpoczęcie trasy?&lt;br /&gt;- Bo są tu wspaniali fani... - Po krótkiej pauzie, roześmiała się - Nie, nie żartuję. Widzisz, czyli stwierdzenie że tu zaczęłam trasę z powodu wspaniałych fanów nie miało by sensu - Znów się słodko roześmiała - Kochanieńki, to jest życie, od czegoś trzeba zacząć, tu mnie jeszcze pamiętają, czuję że Polacy w stosunku do mnie są pełni sentymentu, kto jak nie oni będą jeszcze pamiętać moją osobę, no powiedz - Niechętnie przytaknąłem - Byłam z nimi przez całe te kilkadziesiąt lat smutku, to dlaczego się nie przypomnieć? Zresztą miałam męża Polaka, był dla mnie dobry mimo że kilka razy od niego oberwałam gdy za dużo wypił. Tak już jest gdy osoba się cała oddaje, niektórzy nie są przygotowani na takie uczucie. - Na chwile opuściła głowę, przetarła trzymaną welwetową chusteczką delikatnie pomarszczone czoło. Mimo wszystko dobrze się trzymała jak na swój wiek. Na dworze było niesłychanie parno, kłębiące sie na horyzoncie chmury zwiastowały burze. Jakby przetarciem czoła odgoniła od siebie męczącego ducha, zaczęła dalej mówić - Tak naprawdę nienawidzę Polski, przeżyłam tu najgorsze chwile mojego życia. W tym kraju było niewiele osób godnych uwagi, większość to aroganci i cynicy, nie mówiąc już o ich ogólnej mentalności męczenników. Denerwowało mnie ich ciągłe pijaństwo i to że nie mogli przeprowadzić składnej dyskusji, wiele wątków rozpoczynali i bardzo często ich nie kończyli. W rozmowe wkradał się chaos, który zresztą nikomu nie przeszkadzał, a co za tym idzie, dla mnie jako obserwatora i nieśmiałej uczestniczki, było to wielce głupie i nudne. Początek trasy w tak smutnym miejscu to dobry początek... - Energicznie odgarnęła dłonią opadające na brwi puszyste loki, i dokończyła - Gorzej nie będzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-6576336381354339220?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/6576336381354339220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=6576336381354339220' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6576336381354339220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6576336381354339220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/08/kiedy-si-zdecydowaa-na-powrt-na-scene.html' title='Niekoniecznie dzisiaj'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJiel9f9P7I/AAAAAAAAAKs/BXIxe3ilBJw/s72-c/bb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1679225987242062880</id><published>2008-07-31T23:23:00.014+02:00</published><updated>2008-08-01T00:59:16.778+02:00</updated><title type='text'>Poprzedni Tydzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym jednym postem odejdę od przyjętej formy umieszczanych postów. Pewnie gówno będzie to kogokolwiek obchodzić ale po poprzednim poście byłem zdruzgotany jego wymownym pesymizmem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJI6OLJN1nI/AAAAAAAAAJ8/sv162NeUFw8/s1600-h/sc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJI6OLJN1nI/AAAAAAAAAJ8/sv162NeUFw8/s400/sc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5229306132514592370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dzisiaj po południu wpadłem do domu, walnąłem śniadanie i poszedłem spać. Kurwa ale byłem zmęczony. Zakończenie toruńskiego tripu było raczej beznadziejne. Napierdalałem najebany z koleżką samochodem z Suchego Dworu na Oksywie. Kierowca był nawalony w przysłowiowy chuj. Pierwszym jego sukcesem było odpalenie auta, a ostatnim to że z niego wreszcie wysiadł. Powiedział że musi jechać z jednym okiem tylko otwartym bo mu się troi i żebym mówił czy dobrze jedzie. Ledwo trzymał się na jezdni. I w sumie teraz już wiem że prezentacja na jakiejś tam stronie internetowej jak się jedzie po pijaku to nie ściema. Napierdalał z jednej strony jezdni na drugą bez kontroli. Byłem ogromnie zesrany. Jak sie obudziłem rano, zresztą w bardzo dziwnej sytuacji, to zacząłem sie zastanawiać dlaczego w sumie wszedłem do tego wozu. Zrobiłem bardzo wielki błąd i nie mam zamiaru więcej sie wybierać w takie czadowe przejażdżki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczęło sie od wypadu do Iławy, niestety wylądowaliśmy w Mikołajkach. Niestety, bo nie wypożyczyliśmy sprzętu, który kosztował astronomicznie dużo i tak naprawdę spędzaliśmy czas sie szlajając po okolicy. Miało to swoje uroki ale kolejny dzień tak spędzony mógłby sie skończyć moją traumą. Byliśmy na mazurach trzy noce, zalewając sie ze znajomymi, w miejscach gdzie się zatrzymywali jachtem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podróż powrotna to zupełnie coś innego, jechaliśmy tuż nad północną granicą Polski, po kompletnych bezdrożach, mijaliśmy opustoszone wioski i tylko raz na jakiś czas minął nas jakiś samochód. Żar sie lał z nieba a podróż z nogami na desce rozdzielczej potrafi przybrać wielce euforyczną formę. Zwiedziliśmy zamek w Reszlu, wpadliśmy na chwile pod most gotycki, baliśmy się stwora w klasztorze i byliśmy uczestnikami zlotu harleyowców. Niby nic specjalnego ale beztroska się wdarła w nasze ociężałe głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem był Toruń, w towarzystwie wyjebanego Jerrego, i tak na prawdę nie zaliczyliśmy ani klawej imprezy ani szczególnie nie mieliśmy przygody, ale było transcendentnie. Toruń w lato jest kurewsko pusty. Jedynymi ludźmi spotkanymi w nocy na rynku to policjanci którzy nie robili sobie z nas walących browary. Jachu zaczął wspaniale gwizdać, jeżeli komuś wydaje się że słyszał kiedyś gwizdanie to jest w błędzie, a my zaczęliśmy wykrzykiwać niezrozumiałe słowa a potem recytować teksty T.Love. Aaa, no i zwiedziliśmy bajeczny ośrodek naukowy w pobliżu Toruniu. Teleskopy oraz anteny położone w całkiem nieziemskim parku to niezły pomysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały trip owocował w nowe teksty, puste butelki po wszelakim alkoholu i śmiech do rozpuku. Czyli znów wspomnienia, coraz ich więcej a zarazem mniej. (Druga część poprzedniego zdanie jest nie na serio).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak zaczynam jutro ostatni raczej wypad w te wakacje. Potem powrót do szarej akademickiej rzeczywistości. Wylegiwanie się w basenie, wydawanie pieniędzy, nauka, chodzenie na zajebiste imprezy, poznawanie nowych ludzi, praca i seks z przypadkowymi dziewczynami. Od razu dodam że tylko dwie wymienione czynności są prawdziwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scarlett ma męski głos i nie potrafi śpiewać, ktoś powinien jej to powiedzieć i przypierdolić w twarz.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1679225987242062880?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1679225987242062880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1679225987242062880' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1679225987242062880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1679225987242062880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/07/poprzedni-tydzie.html' title='Poprzedni Tydzień'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SJI6OLJN1nI/AAAAAAAAAJ8/sv162NeUFw8/s72-c/sc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7115423286696796115</id><published>2008-07-13T22:37:00.017+02:00</published><updated>2008-07-14T00:58:17.286+02:00</updated><title type='text'>"Jak się teraz czujesz?"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SHpnqnAbvVI/AAAAAAAAAJ0/IA-hxM-jmuA/s1600-h/jn.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SHpnqnAbvVI/AAAAAAAAAJ0/IA-hxM-jmuA/s400/jn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222600699612478802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mam 22 lata i wszystko mnie wkurwia. Wódka nie jara jak kiedyś a ławki nie są już odpowiednim miejscem do jej spożywania. Zaczynają mnie ruszać proste egzystencjalne gadki i nadszedł czas gdy dzieciństwo mam ciągle przed oczyma. Ostatnio po obejrzeniu Blade Runnera prawie się popłakałem, a jedyną czadową rzeczą jaką od dłuższego czasu zrobiłem to zajebanie, w latrynie, robaka wielkości kciuka. Zaczyna mnie męczyć picie piwa, a do nowych ludzi podchodzę zajebiście sceptycznie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boję się że najwłaściwszą odpowiedzią na pytanie, ciągle zadawane mi dzisiejszego dnia, jest po prostu "chujowo". Bo jak kurwa można się czuć w wieku kiedy chwile, ale te które tak na prawde były ważne, mogę wymienić na palcach jednej ręki. Coraz częściej się zastanawiam czy nie mam czego żałować, i wciąż na siłe tego szukam. Jak można się czuć gdy dzieciństwo już się oddaliło kompletnie. Lubię moją jako taką dorosłość, ale nie mogę znów się poczuć jak za czasów pierwszego razu. Słucham coraz bardziej rzewnej muzyki i dochodzę do wniosku że nie zrozumiem już nigdy jazzu. Wiem że nie ma żadnych wielkich postaci, wielkich poruszeń społecznych, które mogłyby obrócić moje, teraz i tak już wątpliwe ideały, o 180 stopni. Jak mogę się czuć gdy wszyscy wokół mówią że ten wiek to ostatni swobodny oddech przed prawdziwym życiem. Ja pierdole. Mam coraz większą kolekcje sentymentalnych piosenek, a rozmowy, z większością moich znajomych, już niedługo będą oparte jedynie na wspomniniach, polityce lub pieniądzach. Jeszcze pewnie niedługo nadejdzie taka chwila, że gdy ktoś się mnie spyta o marzenia to odpowiem że marzę o podróżowaniu. Kurwa. After Dick z tym wszytskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha,&lt;br /&gt;LOVE will tear us apart, again!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7115423286696796115?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7115423286696796115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7115423286696796115' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7115423286696796115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7115423286696796115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/07/chc-napisa-tego-posta-ale-nic-mi-nie.html' title='&quot;Jak się teraz czujesz?&quot;'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SHpnqnAbvVI/AAAAAAAAAJ0/IA-hxM-jmuA/s72-c/jn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-2156477217193963393</id><published>2008-06-30T23:17:00.027+02:00</published><updated>2008-07-14T01:00:15.890+02:00</updated><title type='text'>Życie to nie Surf Rock</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SGlNZaEgPBI/AAAAAAAAAJk/t3ozNLqaLgQ/s1600-h/uffie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SGlNZaEgPBI/AAAAAAAAAJk/t3ozNLqaLgQ/s400/uffie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5217786742175710226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wałęsaliśmy się, przepici, spłukani, głodni i opętani marazmem. Jarek mendził że wraca i dlatego kierowaliśmy się w stronę nocnego. Przed flautą siedział jakiś gość i grał na gitarze. Kapelusz leżący przed nim był prawie pusty. Ostatnio bardzo polubiłem surf rocka dlatego jarowi chciałem pokazać parę riffów jakich się nauczyłem. Gość z gitarą był naszym znajomym jak się okazało, ponoć dobry rok temu też poprosiliśmy o gitarę i chcieliśmy się przyłączyć jak dzisiaj. Pamiętał na pewno Jara, mnie nikt nigdy nie kojarzy, pamiętał jego brzydką mordę, ale nie powiedział tego. Wiedziałem że jego mordy nie da po prostu się zapomnieć. Jarek mógłby być trzeźwy jak dziecko i ubrany w najlepsze ciuchy i tak często z niby niespodziewanych powodów ludzie traktowali go niemiło albo nie był wpuszczany do lokali. Było trochę z tym kłopotów ale dało się przyzwyczaić. Jarek po prostu ma paskudną mordę, może nie tyle co mordercy, zabijaki tylko trochę bardziej frajera, i gościa który nie do końca wie co robi w obecnym miejscu. Często się nie myje i ma specyficzne problemy z alkoholem, a mianowicie jak się upije nie jest w stanie przejść nawet 2 metrów. Ale jest wporzo kompanem, ma zasób mnóstwa anegdot, często mnie zaskakuje i potrafi podrywać dziewczyny, oczywiście po tym jak się przebije przez barierę niechęci co do jego mordy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc pokazywałem wyuczone riffy Jarkowi. Oczywiście na przyjacielu gitarzyście nie robiło to wrażenia, skurwysyn, ale Jarek był nawet zaciekawiony. Przechodząca obok dziewczyna, prawdopodobnie ze swoim facetem, zatrzymała się i chwile się przysłuchiwała. Poprosiła aby zagrać coś beach boysów, nic nie znałem dlatego zagrałem beatlesów i w sumie wydawało mi się że jakoś była nie mniej zadowolona. Powiedziała że ich kocha, że była kiedyś w kalifornii i są boscy. Gość jej towarzyszący, jak sie okazało po paru słowach, był Skandynawem. Przez chwile coś do niej mówił, a ona się krzywiła. Po chwili wskazał na Jarka który  przyglądał się temu zdarzeniu. Nie zdążyłem nic powiedzieć a Jarek już położył obcokrajowca na ziemi szybkim ciosem. Trochę była to zabawna sytuacja, ale wcale sie nie dziwiłem Jarkowi który nie był w zbyt dobrym humorze, i nie  często pod jego adresem nie trafiają uwagi inne niż o jego paskudnej mordzie. Jarek leżąc na gościu i okładając go otwartą dłonią po skandynawskiej buzi, wykrzykiwał tępe pytania "I co wikingu, kurwa, kto ma brzydszą mordę? Kto ma większe jaja? No powiedz!". Dziewczyna była nad wyraz spokojna, a koleś od gitary przeliczał pieniądze z kapelusza. Odłożyłem gitarę na trawę i zamierzałem odciągnąć sprawce od uświadomionego o swoim błędzie pechowca. W tym momencie Jarek chwycił go za chabety i cisnął tak że ofiara upadła dokładnie na instrument.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolega gitarzysta był w szoku i pojawiły mu się łzy w oczach. Jarek chwile patrzył na właściciela gitary, i potem przeleciał wzrokiem po gapiach. Najbliżej stało dwóch marynarzy, to wrzasnął czego się gapią. Powiedzieli coś do siebie po rosyjsku i zaczęli okładać i kopać Jarka. Jarek jedyne co zdołał wypowiedzieć, to "Piotrze, uciekaj". Spojrzałem na dziewczynę, wziąłem ją za rękę i zacząłem wiać. Dziewczyna całkowicie się nie opierała. Spojrzałem jeszcze za siebie i zobaczyłem jak gitarzysta zakładający kapelusz, ogarnięty rozpaczą zaczął jakby od niechcenia kopać Skandynawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SGlOgnD-lKI/AAAAAAAAAJs/nzn4kYEyQSA/s1600-h/uffie4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SGlOgnD-lKI/AAAAAAAAAJs/nzn4kYEyQSA/s400/uffie4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5217787965433877666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dziewczyna po jakimś czasie biegu ścisnęła mnie za rękę i zaczęła zwalniać. Stanęliśmy, byliśmy wystarczająco daleko aby nie widzieć zdarzenia i na razie zapomnieć o wyrzutach sumienia. Zerknęła na mnie i zapytała:&lt;br /&gt;- Ładnie tak zostawiać przyjaciela?&lt;br /&gt;- Ładnie tak porzucać faceta?- Zawtórowałem.&lt;br /&gt;- Niegrzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie.&lt;br /&gt;Zamilkłem i wyciągnąłem telefon z kieszeni który zaczął dzwonić. Jarek w słuchawce się wydzierał, że go zabiją, że rosyjska mafia go goni i że mnie strasznie lubił. Rozłączył się.&lt;br /&gt;Chciało mi się śmiać - Właśnie ten mój kumpel dzwonił i mówił że wszystko ok.&lt;br /&gt;- To nie zmienia faktu że go zostawiłeś.&lt;br /&gt;- Znam go kupę lat i wiem że sobie poradzi. Ale Ty nie dobrze zrobiłaś że opuściłaś chłopaka w tak nieciekawej sytuacji.&lt;br /&gt;Podeszła do mnie, stanęła na palcach, lekko musnęła swoimi ustami moje i powiedziała - Nie jest moim chłopakiem, przynajmniej nie teraz - Odsunęła się, spuściła wzrok. - I wiesz co, nie jestem stąd, jutro wracam do domu, nie chcę się z Tobą spotkać, nie dam Ci mojego numeru telefonu i nie chcę byś się pytał dlaczego.&lt;br /&gt;Odwróciła się i sobie poszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podniosłem rękę i pomachałem za nią na pożegnanie. Nie odwróciła się  ani razu, po prostu zniknęła za rogiem.&lt;br /&gt;Ta dziewczyna nie była ani specjalnie ładna, trochę miała wadę wymowy, nosiła brzydką czerwoną spódnice, jakby zrobioną z obrusu i myślała że mi się podoba. I miała racje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-2156477217193963393?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/2156477217193963393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=2156477217193963393' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2156477217193963393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2156477217193963393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/06/wasalimy-si-od-niechcenia-przepici.html' title='Życie to nie Surf Rock'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SGlNZaEgPBI/AAAAAAAAAJk/t3ozNLqaLgQ/s72-c/uffie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-6897065324655590881</id><published>2008-06-18T01:27:00.027+02:00</published><updated>2008-06-18T02:29:06.666+02:00</updated><title type='text'>Słońce, radość, beztroska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SFhOzm_W5LI/AAAAAAAAAJc/MUaauhq3j2g/s1600-h/3667727.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SFhOzm_W5LI/AAAAAAAAAJc/MUaauhq3j2g/s400/3667727.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5213003217227932850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kurwa, nie lubię opuszczać imprez jako jeden z pierwszych, nie lubię rozmawiać bez celu przez telefon, nienawidzę bezczynnie jeździć autobusami, pałam niechęcią do ludzi którzy puszczają muzykę z telefonów w miejscach publicznych, czuję zgorszenie gdy patrzę na metroseksualistów, gardzę chełpiącymi się gośćmi oraz dziewczynami które mówią jakie to są "niegrzeczne" i bezkarne, nie lubię gdy ktoś za wszelką cenę chce  rywalizować, brzydzę się ludźmi którzy robią sensacje z niczego, irytuję się gdy widzę że ktoś ode mnie wymaga miłej rozmowy, wkurwia mnie gdy ktoś mi mówi jaka to fantastyczna przyszłość mnie czeka po moim kierunku, nie cierpię pierdolonych żeglarzy, gówna też nie, wkurwiają mnie brzydkie jamniki, wrony mnie też wkurwiają, te co mnie napadły, kurwica mnie bierze gdy ludzie mówią że śmierdzi a wcale nie śmierdzi, i wściekam się na ludzi którym śmierdzi z ust oraz  nie rozumiem ludzi którzy pytają mnie dlaczego jestem smutny; chyba czują że muszę się wygadać a wcale tak kurwa nie jest, kurwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dodam jeszcze że nie rozumiem ludzi którzy nie patrzą na mnie podczas rozmowy, nie rozumiem także tych najebanych ludzi w nocnych autobusach którzy mają ochotę pogadać a jak im się powie żeby się odpierdolili to widzą problem. Dresy mnie aż tak bardzo nie wkurwiają... Nie kurwa, wkurwiają i to najbardziej. Pieprzone bezmózgie cioto-świnie nie potrafiący bez zająknięcia wypowiedzieć swojego imienia. Nie lubię ludzi którzy w ładną pogodę wolą pić w knajpie, i tych co mówią ze nigdy nie pili taniego wina, nie mówiąc już o tych którzy w ogóle nie piją. Nie lubię ludzi którzy podchodzą do kogoś z dystansem i patrzą za każdym razem na Ciebie z góry. I teraz dochodzę do pointy. Po dresach od razu na drugim miejscu są ludzie którzy mi mówią że nie potrafię sie bawić. Bawię się wyśmienicie. Chuj, tym wszystkim skurwysynom, w dupę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-6897065324655590881?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/6897065324655590881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=6897065324655590881' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6897065324655590881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6897065324655590881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/06/soce-rado-beztroska.html' title='Słońce, radość, beztroska'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SFhOzm_W5LI/AAAAAAAAAJc/MUaauhq3j2g/s72-c/3667727.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-8649216888838089188</id><published>2008-06-07T13:25:00.012+02:00</published><updated>2008-06-07T14:10:09.563+02:00</updated><title type='text'>Gdzie te deszczowe dni?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SEp2w2o-iMI/AAAAAAAAAJM/PJo70Q9-JtA/s1600-h/Bardot.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SEp2w2o-iMI/AAAAAAAAAJM/PJo70Q9-JtA/s320/Bardot.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209106500680583362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszędzie jest tak samo. Wszędzie ludzie umrą na to samo. Wszędzie zagłada czyha w postaci komputera, otyłości i pieniądza. Podobno pokolenie po mnie jest najbardziej inteligentne. Ma to jakiś związek z przyszłą pracą i tym że spędzają tyle czasu przed monitorem. Kurwa, obecnie krajem rządzą hipisi, a na emeryturze będzie na mnie pracowała banda życiowych pizd.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A najlepszy pop jest z powtarzanymi sylabami.&lt;br /&gt;Nigdzie się nie wybieram. Pamiętaj, wybierasz Ty.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-8649216888838089188?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/8649216888838089188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=8649216888838089188' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8649216888838089188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8649216888838089188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/06/gdzie-te-deszczowe-dni.html' title='Gdzie te deszczowe dni?'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SEp2w2o-iMI/AAAAAAAAAJM/PJo70Q9-JtA/s72-c/Bardot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3957166783417067546</id><published>2008-04-29T00:48:00.029+02:00</published><updated>2008-07-01T01:08:39.379+02:00</updated><title type='text'>Nie sypiam w nocnych autobusach</title><content type='html'>Bam! - Cios w twarz.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zostawiliśmy go ryczącego w kącie pod pisuarem. Gość sie rozkleił i chyba już w najbliższym czasie nie zrobi nikomu krzywdy. Taki był cel i został spełniony. Biedny pierdolec, nie będzie mu dane tej nocy zasnąć. Gdy wyszliśmy z kibla, ktoś ze stojących w pobliżu powiedział że już dzwonią po gliny. Szybko wzięliśmy nakrycia wierzchnie i opuściliśmy lokal. Po krótkim czasie poczucie żalu i wstydu przerodziło się w drobną radość i satysfakcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBTssZ4O1HI/AAAAAAAAAH4/uz6twZgT2p0/s1600-h/_american-cities-053a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBTssZ4O1HI/AAAAAAAAAH4/uz6twZgT2p0/s320/_american-cities-053a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5194036517870163058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;I kolejna buła w nos, tym razem błysk, niczym zerwane linie wysokiego napięcia. Chyba straciłem na sekundę przytomność. Niski krępy skin, opętany przez dziki szał, był w swoim żywiole. Ani chwili zwątpienia. Wymierzał ciosy i rozdawał je na lewo i prawo. Bliscy znajomi gromko dopingowali swojego agresywnego kumpla, wieprza, i świetnie się przy tym bawili. Nie rozumiałem tej kosmicznie absurdalnej sytuacji i chciałem aby już się skończyło. Na początku jak do nas zagadał to myślałem że to jakieś nieporozumienie, ale najwyraźniej dla niego nie. Teraz nam wydzielał po kolei ciosy. Nie chciałem poplamić krwią kurtki, ale się nie udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już chwile minęło jak sobie poszedł. Uśmiechnąłem się i zacząłem szacować straty. Oko napełniło się lepko mazią, a nos po dotknięciu trochę bolał ale był cały. "Skurwysyn" pomyślałem i spojrzałem na kompanów. Byli w stabilnym stanie, nic takiego się nie stało. Chuj niczego nie zabrał, ani telefonu, ani nawet wódki którą wręczył jedynej dziewczynie w naszym towarzystwie. Popierdoleniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego wieczora nawaliliśmy sie jak bąki, dużo się śmialiśmy z tego zdarzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynie czego żałowałem to to że nie mogłem zobaczyć jego krwi na swoim ubraniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- Jak byłem u chirurga w poniedziałek, z tym łukiem brwiowym, to był u niego gość z pogotowia. Przywiózł jakąś starszą kobietę którą pociągnął pies i się wywróciła. Ten gość powiedział że jestem pizda... W sumie tak nie powiedział ale miał to na pewno na myśli. Kurde, zapytał się mnie czy na imprezie oberwałem czy gdzieś indziej. Jak odpowiedziałem że na plaży i w dodatku jeszcze pięścią to parsknął śmiechem. Opowiedział że kiedyś nie raz dostawał i to poważniej, na przykład gazrurką. No i że nie mam się co mazać i coś w stylu żebym bardziej uważał na siebie. No i właściwie to mnie nie szyli, tylko te strajpy dali, czy jakoś tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz urodziłem sie przynajmniej 30 lat za późno, chciałbym coś odkryć, odkryć na przykład gatunek muzyczny, nowy nurt muzyczny, reprezentować subkulturę w która wierzę. Teraz kurwa nie ma co manifestować. Nie będę przecież manifestował luzu i nic nieróbstwa. Nikt mi nie uwierzy, bo to nie te czasy.&lt;br /&gt;Przytaknął mi, chwile się zastanowił, oblał nieopatrznie brodę piwem, które po chwili znalazło się na jego rękawie i zaczął mówić - Gdy mam coraz więcej lat, wszystko mi się wydaje coraz większe - Zaśmiał się - I coraz bardziej skomplikowane. Coraz więcej mi się nie chce i z więcej rzeczy już nie będę sie śmiał, muszę mieć pomysły na humor, już nic nie przychodzi tak prosto jak kiedyś po kubku mocnej kawy. Piwo otępia a po wódce jesteś nieobliczalny. Ile razy można się śmiać z tego samego. Marihuana jest dobra, ale nie dla mnie. Potrzebuję przestrzeni i pomysłów. Pomysłów na śmiech. -  Pomilczał krótki czas i kontynuował - Wiesz jak to jest gdy jesteś młodszy, nie wszystko... - Przerwałem mu ręką i wskazałem na gościa który wszedł przed chwilą do knajpy. Gdy zobaczył go w drzwiach, znieruchomiał i uniesiony gniewem zacisnął pięści i chciał wstać, ale zatrzymałem go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBY6PZ4O1JI/AAAAAAAAAIo/wapLgoDONO8/s1600-h/040924_korouac_vl2.widec.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBY6PZ4O1JI/AAAAAAAAAIo/wapLgoDONO8/s400/040924_korouac_vl2.widec.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5194403256537633938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Plan był taki że on skoczy po gazowego gnata do samochodu, a ja będę pilnował aby nam ptaszyna nigdzie nie uciekła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odczekaliśmy moment i weszliśmy za łysym koleżką do toalety. Stał przy pisuarze, opierając się głową o reklamę wiszącą na ścianie na przeciwko. Po chwili reklama leżała rozbita razem z nim na ziemi. Trochę zajęło mu dojście do siebie. Trzymając się za nos, z którego lała się struga krwi, podniósł powoli głowę. Był mocno nawalony. Po tym jak zatrzymał na mnie swój wzrok, z wielkim trudem wyjęczał "Kim kurwa jesteś?".&lt;br /&gt;Stojąc nad nim i widząc jego wstrząśnięty wyraz twarzy, zacząłem wyniośle mówić - Ty skurwysynie, myślałeś że ci się upiecze? Przecież mieszkamy w tym samym zasranym mieście. - W tym momencie mój kompan wyciągnął spluwę i przyłożył ją do skroni ofiary. - Leżysz tutaj na zaszczanej, zakrwawionej ziemi z kutasem na wierzchu i najwyraźniej już nie jesteś taki hardy jak zeszłym razem. Spójrz na mojego kumpla, trzyma gnata przy twojej głowie. Gdzie te twoje mocne teksty które miałeś gdy było z tobą dwudziestu łysych ziomali? - W tym momencie z całej siły kopnąłem go w brzuch, i skulił się jeszcze bardziej - Jedynie czego chcę to żebyś zapamiętał tę chwile. Chwilę w której sprowadziliśmy cię do skurwiałej rzeczywistości, skurwiałego parteru, do chwili gdy tak bardzo chcesz abym już przestał pierdolić i sobie poszedł. Czy to czujesz, parszywy chuju? Czy czujesz jak zostałeś poniżony? Czy następnym razem jak będziesz miał zamiar napaść przypadkowych ludzi to przypomnisz sobie zimną lufę przyłożoną do twojej skroni? - Zrobiłem długą pauzę i szykowałem się na końcówkę. - Teraz spójrz na mnie - Kompan podniósł jego głowę za włosy - Patrz na moją twarz. Widzisz to? - Zamachnąłem się i przypieprzyłem mu w brew. Po chwili zaczął szlochać aż wreszcie się rozbeczał. - Tylko nie pobrudź ubrania, kochanie. - Złapałem kumpla za ramie, i odciągnąłem pistolet wycelowany w łysego gościa, który nie był już w najlepszym stanie. Kolega schował gnata za pasek, a ja jeszcze podszedłem do umywalki i obmyłem twarz lodowatą wodą. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem na swetrze krew.&lt;br /&gt;Tym razem nie swoją.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3957166783417067546?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3957166783417067546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3957166783417067546' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3957166783417067546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3957166783417067546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/04/nie-zasypiam-w-nocnych-autobusach.html' title='Nie sypiam w nocnych autobusach'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBTssZ4O1HI/AAAAAAAAAH4/uz6twZgT2p0/s72-c/_american-cities-053a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5179354548983113851</id><published>2008-04-25T12:45:00.008+02:00</published><updated>2008-04-25T13:18:15.301+02:00</updated><title type='text'>Za dużo na głowie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBG6054O1GI/AAAAAAAAAHw/Sn18NYVXitg/s1600-h/smJack+Kerouac20.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBG6054O1GI/AAAAAAAAAHw/Sn18NYVXitg/s320/smJack+Kerouac20.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193137263387530338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem, głodujące histeryczne nagie, włóczące się poprzez murzyńskie ulice o świcie w poszukiwaniu wściekłego kopa..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mogłem skończyć dużo gorzej niż siedząc w Ciemnym Zaułku pijąc wino&lt;br /&gt;Wiedzieć że wszystko i tak nie istotne&lt;br /&gt;Wiedzieć że nie ma tak naprawdę różnicy&lt;br /&gt;pomiędzy bogatym a biednym&lt;br /&gt;Wiedzieć że wieczność nie jest ani pijana&lt;br /&gt;ani trzeźwa, wiedzieć to za młodu&lt;br /&gt;i być poetą"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzę na korzeniu drzewa dotykającego konarami ziemi, zmęczoną dłonią wodzę przed twarzą na którą co chwile pada słoneczne światło, i marzę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5179354548983113851?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5179354548983113851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5179354548983113851' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5179354548983113851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5179354548983113851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/04/widziaem-najlepsze-umysy-mego-pokolenia.html' title='Za dużo na głowie'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SBG6054O1GI/AAAAAAAAAHw/Sn18NYVXitg/s72-c/smJack+Kerouac20.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-6969093804639815062</id><published>2008-04-15T21:54:00.015+02:00</published><updated>2008-04-15T23:06:16.490+02:00</updated><title type='text'>Pomarańcza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SAUKsyqY65I/AAAAAAAAAHY/PH3qUhEiyy8/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SAUKsyqY65I/AAAAAAAAAHY/PH3qUhEiyy8/s320/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189565910244453266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;- W ogóle śniło mi się że jadę samochodem, na tylnym siedzeniu, za kierowcą. Co chwila patrzę w lusterko, to od cofania, i nie widzę tej osoby za kółkiem. Zresztą nieważne kto prowadzi. Widzę jedynie siebie. Mam strasznie pomarszczoną twarz,  ale tak inaczej, tak trochę blado wyglądam. To jest takie bardziej od zmęczenia, a nie od wieku. Niby sie nie przejmuję ale cały czas zerkam. Wyglądam niesamowicie brzydko. A potem śniło mi się że jestem kałużą. - Upiłem dwa łyki z butelki i podłożyłem rękę pod głowę. Wzgórze było jednym z licznych miejsc godnych uwagi w tej okolicy. Wzrokiem można było objąć część spokojnej tafli jeziora, drobne zagęszczenia drzew na polu no i ulicę. Spojrzałem na obłoki układające się w zabawne kształty i lekko wykrzywiłem usta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- A mi się śniła dziewczyna w czarnej bluzce... - Na chwilę zamilkł i razem spojrzeliśmy na rzadko uczęszczaną drogę u podnóża wzgórza. Dwóch rowerzystów wyłoniło się zza zasłoniętego drzewami zakrętu i spokojnie jechało przed siebie. Oboje mieli jaskrawe niebieskie wdziania. Kumpel puścił mi psotny uśmiech i kontynuował - Ta bluzka była idealnie dopasowana, podkreślająca jej kształtne piersi. Szła na boso po trawie. Mijając mnie nic nie zrobiła, miała cały czas ten sam wyraz twarzy... Kurde, jeden z tych wspaniałych, beztroskich, radosnych... - Kończąc mówić opadł na trawę.&lt;br /&gt;- Ta dziewczyna musiała mieć spódnice - Chwyciłem butelkę, zamknąłem oczy  i dodałem - Wiesz, zakochuje się w dziewczynach w spódnicach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sączyliśmy piwo i patrzyliśmy na nadciągające z zachodu atramentowe chmury. Trochę mnie zaniepokoił ten widok. Znów będzie padało i będziemy musieli się pożegnać z tą nierealną przyjemnością. Z zastanowienia wyrwały mnie słowa towarzysza - Stary, sny są raczej niepotrzebne. Jakby tak nie było  to byśmy o większości tak szybko nie zapominali.&lt;br /&gt;Pokręciłem głową i powiedziałem - Osiągnąłem wiek w którym wszystko co mnie otacza ściągą mnie w dół - Przerwałem, cicho westchnąłem i dokończyłem - &lt;span class="c10"&gt;I jestem coraz bardziej przekonany że to ja mam racje a wszyscy inni się mylą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-6969093804639815062?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/6969093804639815062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=6969093804639815062' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6969093804639815062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6969093804639815062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/04/being-joe-strummer.html' title='Pomarańcza'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/SAUKsyqY65I/AAAAAAAAAHY/PH3qUhEiyy8/s72-c/2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7242911308546583772</id><published>2008-03-31T22:03:00.010+02:00</published><updated>2008-04-01T00:13:55.778+02:00</updated><title type='text'>Uśmiechnij się?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R_FA5okeFuI/AAAAAAAAAHA/YLMc_kEAb58/s1600-h/_2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R_FA5okeFuI/AAAAAAAAAHA/YLMc_kEAb58/s400/_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5183996004967257826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zgniótł artykuł o Jacku Nicholsonie i odrzucił czasopismo na stolik. I tak nie było w nim niczego ciekawego. Złapał się za głowę i zwrócił sie do przyjaciela siedzącego na przeciwko - Za dużo razy już słyszałem zdanie "Świat dąży ku zagładzie".&lt;br /&gt;On odrywając wzrok od telewizora, niezbyt wyraźnie powiedział - No stary wiesz, ludzie coraz mniej palą... Papierosów palą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Właśnie, i nadużywają także pytania "Dlaczego jesteś taki smutny?" - Ostatnie słowa wyjęczał.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;- Z tym można walczyć. Zresztą, może mają racje? Postrzeganie świata zza czyiś pleców jest dobre. Kurwa, człowieku, doskonale zdajesz sobie sprawę jak to jest gdy wpierdolisz się w schemat. - Pociągnął dużego łyka whiskey  z pękatej szklanki i dodał ze skwaszoną miną -  Chcieliśmy to zniszczyć, jeszcze jakiś czas temu, wiemy jak to jest.&lt;br /&gt;- Znów to robisz, znów mi to mówisz, pierdolisz te bzdury abym się odjebał. Kolejny raz mam nadzieje i kolejny raz przegram. - W tym momencie wstał, chwycił butelkę Ballantinesa i rzucił w ścianę nad telewizorem.&lt;br /&gt;Jego przyjaciel spojrzał na rozłożystą plamę na kremowej tapecie i skierował przestraszony wzrok w stronę sprawcy - Człowieku, to nie jest tak...&lt;br /&gt;- A jak? Kurwa, całkiem możliwe że moje życie jest określone przez niezbyt długie działanie matematyczne.&lt;br /&gt;- Pierdol te kurewskie zasady... - I dalej dokończył krzycząc - Wszystko dla Ciebie jest zawsze takie skomplikowane.&lt;br /&gt;Słysząc te słowa opadł na fotel i załamanym głosem wymamrotał - Ale mnie nie rozumiesz. Nie mogę tego znaleźć... To... To życie. Ono jest za przezroczyste, jak tafla szkła przed tobą. Na niej umieszczone są jakieś znaki, kolory, wiesz, patrzysz przez nią bez przerwy. Bardzo prosto pomylić ją z rzeczywistością - Przykrył dłońmi oczy - Chyba ją niechcący rozbiłem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7242911308546583772?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7242911308546583772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7242911308546583772' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7242911308546583772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7242911308546583772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/03/plan.html' title='Uśmiechnij się?'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R_FA5okeFuI/AAAAAAAAAHA/YLMc_kEAb58/s72-c/_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4041524027818129101</id><published>2008-03-27T18:09:00.029+01:00</published><updated>2008-03-28T11:57:58.856+01:00</updated><title type='text'>"That's when I reach for my revolver"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-vmg4keFtI/AAAAAAAAAG4/-aEISQLqRJA/s1600-h/_.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-vmg4keFtI/AAAAAAAAAG4/-aEISQLqRJA/s320/_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5182489248835442386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dżez mieszkał w samym sercu nędznego miasta. Ulatywał z ostatnim dopalonym szlugiem, odchodził z ostatnim dopitym drinkiem w barze, błądził nabzdryngolony nocami po ulicach, odlepiał zakrwawione ucho z chodnika po bijatyce ze ślepcem, wybijał witryny sklepów, zataczał koła przed pędzącymi samochodami, włóczył się z założonymi rękoma z jedną nogą na krawężniku, okradał żebraków i sypiał w kartonach w ciemnych śmierdzących alejach. Zawsze wracał mokry bo nie brał parasola. Zapominał go już od 25 lat, od kiedy go znalazł, a poranki w tym największym mieście stanu Washington bywają deszczowe. Takie było Seattle. Taki był Dżez, a Dżez był smutny. Nie z powodu takich jak wszyscy, nikt od niego nie odszedł, zresztą nigdy nikogo nie miał. Smucił go świat, a najbardziej cena whiskey.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fuknęła i stanowczo przerwała magiczną chwile - Ależ to przygnębiająca historia, miałeś mi opowiedzieć jakąś bajkę.&lt;br /&gt;Ściągnąłem rękę z jej uda i sięgnąłem po paczkę Marlboro - To życie jest przygnębiające, muzyka jest oderwaniem od zniecierpliwienia, mendzenia i jęków tęsknoty. - Odpaliłem papierosa i wlepiłem wzrok w pęknięty sufit.&lt;br /&gt;- Znów wszystko zepsułeś. - Markotnie dokończyła ostatnie słowo i odwróciła się plecami.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Okno było otwarte i chłodny wiatr z ulicy wpadł na chwile, zakręcił piruet w śmierdzącym alkoholową stęchlizną pokoju, po czym odleciał z powrotem na opanowane wiosną miasto. Dotknąłem jej biodra. Chwile wcześniej przez nasze ciała przeszedł dreszcz zimna.&lt;br /&gt;Odciągając leniwie kolejny raz papierosa od ust wyszeptałem do ucha Elizabeth - Sny mnie zepsuły.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4041524027818129101?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4041524027818129101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4041524027818129101' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4041524027818129101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4041524027818129101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/03/thats-when-i-reach-for-my-revolver.html' title='&quot;That&apos;s when I reach for my revolver&quot;'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-vmg4keFtI/AAAAAAAAAG4/-aEISQLqRJA/s72-c/_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4706503831609727843</id><published>2008-03-24T00:22:00.007+01:00</published><updated>2008-03-24T00:35:19.721+01:00</updated><title type='text'>Nie każdy potrafi spełniać życzenia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopijam piwo i patrzę za zasłonięte okno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mi przypomina czasy gdy nie miałem nic, kochałem się w każdej pięknej kobiecie i dążyłem za marzeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, to jest ten sam czas sprzed 5 minut.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-bovokeFnI/AAAAAAAAAGI/RjdFMFqY8mU/s1600-h/364715.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-bovokeFnI/AAAAAAAAAGI/RjdFMFqY8mU/s400/364715.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181084326378215026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4706503831609727843?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4706503831609727843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4706503831609727843' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4706503831609727843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4706503831609727843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/03/nie-kady-potrafi-spenia-yczenia.html' title='Nie każdy potrafi spełniać życzenia'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R-bovokeFnI/AAAAAAAAAGI/RjdFMFqY8mU/s72-c/364715.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1907115326219718848</id><published>2008-03-09T16:10:00.017+01:00</published><updated>2008-03-09T22:39:00.082+01:00</updated><title type='text'>Pod prąd</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9QFpXbZ-LI/AAAAAAAAAFw/9ycyAKexLKc/s1600-h/26936.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9QFpXbZ-LI/AAAAAAAAAFw/9ycyAKexLKc/s400/26936.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175768079977281714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie do końca wiem o co chodzi. Zmysłowe pejzaże na obrazach nie ekscytują mnie tak bardzo jak kiedyś. Kolory mimo wszystko dalej niesamowicie się ze sobą zlewają. Pomarańcz z różem i zieleń z krwistą czerwienią. Przechodzę tak oczyma od jednego do drugiego i próbuję znaleźć różnice. Dom a na następnym osłoneczniona droga. Krajobraz po bitwie i pełna życia łąka. Motyle, drobne robaczki i ona tańcząca w wysokiej trawie, trzymająca kwiat i dyrygująca nim niby w rytm zrozumiałej jedynie dla siebie muzyki. Widzę jej kolejny ruch. Opada na ziemie z uśmiechem na twarzy. Rzuca kwiat w powietrze i powoli śledzi jego tor ruchu. Odwracam wzrok od ściany i przecieram zmęczone oczy. Nie znałem tego rodzaju lotu po wódce. Próbuję wstać a następnie się utrzymać na nogach. Muszę ściszyć muzykę bo mnie okropnie wkurwia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęka nie przestaje boleć a dziewczyna na łózko ciągle na mnie patrzy. Pytanie "Kim jesteś?" jest nie na miejscu dlatego mówię:&lt;br /&gt;- Wypierdalaj... - Łamie mi się głos. Głowa boli niemiłosiernie, podejmuję próbę masowanie skroni. Niechętnie i nie do końca świadomy pytam - ...z mojego domu?&lt;br /&gt;Odwróciła się na drugi bok - Lubię mocną, z mlekiem. - Przeciągając się, dokańcza - Ekspres jest na dole w kuchni, ale musisz go podłączyć do p...&lt;br /&gt;- Dobrze - Urwałem i skierowałem się pokornie w stronę drzwi.&lt;br /&gt;Gdy już byłem na korytarzu usłyszałem jeszcze jej cicho wypowiedziane słowa:&lt;br /&gt;- Kasia, matole.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1907115326219718848?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1907115326219718848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1907115326219718848' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1907115326219718848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1907115326219718848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/03/prd.html' title='Pod prąd'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9QFpXbZ-LI/AAAAAAAAAFw/9ycyAKexLKc/s72-c/26936.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4890615822962173486</id><published>2008-03-07T00:10:00.020+01:00</published><updated>2008-03-07T01:14:39.460+01:00</updated><title type='text'>Ostatni raz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najsmutniej było z Gosią. Parę szpetnych wierszy, krótkich rozmów. No i te ostatnie słowa "Kończę ze sobą". Już nigdy potem się nie odezwała, chyba sie jej udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Agnieszką było ciekawie. Kiedyś się nażarłem u niej słodyczy. Była kuzynką kumpla mojego brata. Ja wtedy po powrocie z 3 tygodniowego obozu wybiegłem od razu na podwórko i obwieściłem koleżkom swoje przybycie. Nikt za bardzo się nie cieszył, niektórzy nie zauważyli. Pierdolone 12-latki. Z jedną osobą podzieliłem się swoimi wspomnieniami a on w zamian przekazał mi najświeższe plotki z podwórka. Numerem jeden była Niemka, niejaka Agnieszka. Dalej było pobicie, przeprowadzka, przygoda z Genkiem i mecz z innym osiedlem. Cierpliwie wysłuchałem piaskownicowych hajlajtów i powróciłem do tematu najgorętszego. Podobno ta Niemka była strasznie ładna i dobra z niej koleżanka. Ekstra. Po nasyceniu się tą wiadomością zebraliśmy dwie drużyny i pograliśmy w piłkę. Gdy wróciłem do domu późno w nocy, była już przynajmniej 20.30, rozłożyłem sobie krzesło na balkonie i obserwowałem. Po paru minutach z bloku naprzeciwko wyszła jakaś dziewczyna z drobnym psiakiem. Wiedziałem że to ona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka miała 11 lat, farbowane na czerwono włosy i zawróciła mi w głowie. Dużo dziewczyn było zazdrosnych, nikt tak się nie dogadywał z facetami jak ona. Sama podeszła gdy rozmawiałem z Rumunem na ławce. Chwile posłuchała, potem przyłączyła się do gadki, a po chwili zostałem z nią sam na sam. Aga była bardzo żywiołowa, grała z nami w piłkę, nie tracąc przy tym ani trochę z dziewczęcości, potrafiła bić się o swoje i dostawała to co chciała. Zresztą co taka dziewczynka może chcieć. Kolejnego dnia dowiedziałem się że nosi stanik i jakoś nie do końca kleiłem o co chodzi. Dopiero życzliwy kolega wyjaśnił mi tą kwestię. Byłem głupi, miałem tylko 12 lat i gówno w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku dniach kazała mówić że już ze sobą jesteśmy. Pierwsze buziaki w polik po kilku razach zamieniły się w "namiętne" całusy w usta. Przesiadywaliśmy u niej albo u mnie, huśtaliśmy się na konikach, kopaliśmy piłe i czasami uciekałem gdy chciała abym ją pocałował. Uczyła mnie grać w gumę ale kolejny raz doszedłem do tego że to pedalska zabawa. Byłem wielce nieśmiały i bałem się dzwonić do jej domofonu, aż wreszcie się wściekła i powiedziała że tak nie może być i muszę zmienić swoje postępowanie. Niechętnie, ale zacząłem po nią przychodzić. Kiedyś przybiegła do mnie w sukience jak od komunii i jakoś nie specjalnie mi to robiło. Nie wiedziałem czego ode mnie oczekiwała. Poryczała się i wróciła do domu. Potem na podwórku wszyscy tylko mówili o tym że płacząca w białej sukience wybiegła z mojej klatki. Chora sytuacja, nie potrafiłem tego wyjaśnić kumplom. Po jakimś czasie jedna z koleżanek powiedziała mi że Aga spotyka się z kimś jeszcze. Przyjąłem tą informację bez emocji. Gdy ją zobaczyłem tego samego dnia, gdy przyszła popatrzeć jak gramy, to zacząłem biec jak oszalały. Biegłem i biegłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9B8OP_1uCI/AAAAAAAAAFo/BOVYDMgivqI/s1600-h/3696813.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9B8OP_1uCI/AAAAAAAAAFo/BOVYDMgivqI/s320/3696813.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174772556103006242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na następny dzień zapytałem się Agnieszki czy spotyka się z innym ale zaprzeczyła. Ulżyło mi. Później tego samego dnia spotkałem ją z gościem którego nigdy nie lubiłem a na którego tak dziwnie patrzyła. Nasz związek zaczął się sypać. Coraz częściej wracała z innej części osiedla. Nie lubiłem tego. Gdy ją wtedy spotykałem to było mi smutno. W sumie skończyło się tak że powiedziałem Agnieszce że już nie chcę z nią być a ona mnie chciała spoliczkować, uchyliłem się i zaczęła płakać. Płakała i sie do mnie przysuwała, a ja się wtedy odsuwałem, coraz to dalej aż wreszcie gdzieś zacząłem biec. Kilka dni nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Kopanie piłki i siedzenie w piaskownicy nie sprawiało mi już tyle przyjemności co wcześniej. Widywałem ją czasami ale nie wiedziałem co począć. Ostatecznym ciosem było to, chociaż nie wiem jak do tego doszło, że błagałem ją o powrót, upodliłem się najbardziej jak umiałem ale mnie olała. Potem tego samego dnia  przyszła i powiedziała że  jak jeszcze raz będę błagał to wróci. "Mała szmata" pomyślałem i nie zrobiłem tego. Wróciła. Po kilku dniach już musiała wyjeżdżać. Zostawiła mi adres, ale zgubiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Asią byłem krótko, zdradziła mi dużo  swoich tajemnic. Myślę że na niej się skończył mój czas piaskownicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzę na ławce pod latarnią na której nie byłem kupę lat i mam ją przed oczyma, jedenastolatkę która się zachwycała każdym słowem i gestem. Kiedyś wszystko było prostsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4890615822962173486?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4890615822962173486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4890615822962173486' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4890615822962173486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4890615822962173486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/03/ostatni-raz.html' title='Ostatni raz'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R9B8OP_1uCI/AAAAAAAAAFo/BOVYDMgivqI/s72-c/3696813.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-17491043848738170</id><published>2008-02-27T19:45:00.018+01:00</published><updated>2008-02-28T00:03:21.769+01:00</updated><title type='text'>Śmieć w bikini</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R8Xqw7DiluI/AAAAAAAAAFQ/8Ztn90mPoLI/s1600-h/6568.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 351px; height: 277px;" src="http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R8Xqw7DiluI/AAAAAAAAAFQ/8Ztn90mPoLI/s400/6568.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171797873312044770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;- Wiesz, śniło mi się że biegam nago po polu. W sumie pół nago. Wiesz bez górnej części. Po złocistym polu... - Urwał, ale po chwili leniwie dokończył - Tak, słońce świeci. Jest jasno.&lt;br /&gt;- Wątpię w sens tego. - Odpowiedział szybko i spojrzał w drugą stronę.&lt;br /&gt;- Ale tak naprawdę to myślę o niej. Śnię o niej. Za ręce idziemy albo objęci. Nawet może po ulicy. Zapach nocy, granatowy chodnik. No i muszą być skąpane gwiazdami szyby.&lt;br /&gt;- Też się nad tym zastanawiam.&lt;br /&gt;- I ona mówi. Dużo mówi.&lt;br /&gt;- Tak wiem, bezczynność zabija ducha.&lt;br /&gt;- Oczywiście - Mruknął a potem dodał - Jestem szczęśliwy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-17491043848738170?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/17491043848738170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=17491043848738170' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/17491043848738170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/17491043848738170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/02/mie-w-bikini.html' title='Śmieć w bikini'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R8Xqw7DiluI/AAAAAAAAAFQ/8Ztn90mPoLI/s72-c/6568.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5835914651123065418</id><published>2008-02-06T22:33:00.000+01:00</published><updated>2008-02-07T18:25:36.821+01:00</updated><title type='text'>Drunk on the Moon pt.2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R6oj_Czf0aI/AAAAAAAAAE4/2IsPS0TPXwQ/s1600-h/407990.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 348px; height: 348px;" src="http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R6oj_Czf0aI/AAAAAAAAAE4/2IsPS0TPXwQ/s400/407990.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5163979488725291426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zakładam szalik i czapkę, ostatnio noce są pseudo zimowe, ale na wszelki wypadek można się zabezpieczyć. Nie często sie tym przejmowałem ale teraz tak. Wrzucam sobie Destroyera ku nakręceniu na dobry klimat spotkania i lecę na autobus. Na przełaj po błocie, moje białe trampki i tak są już brudne. Przebiegam po parkingu obok nowo otworzonych sklepów. Światło się w nich pali całą noc. Nigdy tam nie byłem. Na ogół sprzedawczynie stoją na papierosie rozmawiając tak cicho jakby nie chciały już się wymieniać słowami. Stoją i mówią kolejny raz to samo. Tak naprawdę mógłbym się z nimi witać bo widzę je już z setny raz a one pewnie nie raz zadawały sobie pytanie "Dlaczego ten pojeb nie wyjdzie wcześniej z domu? Bez problemu by zdążył wtedy na autobus." Dynamika ruchów jest trochę ograniczona bo trzymam siły na finisz, czasami się zdarza że bus już stoi na przystanku i trzeba przyśpieszyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikę mam niezłą dlatego zasapany zawsze wpadam do autobusu. Nigdy się nie spóźniam, chyba że czasami. Trasa idealnie znana, spoglądam niechętnie w okno autobusu, niby się wsłuchuję w słowa piosenek Bejara ale nie. Coś tam "A woman by another name is not a woman". Chcę przeczochrać włosy ale już ich nie mam. Chujowe uczucie. Autobus mknie ku centrum z każdym kilometrem wchłaniając ludzi, albo i nie. Nienawidzę tych kretynów co wczesnym wieczorem są już najebani i puszczają muzykę z telefonów i głośno pierdolą. Myślę wtedy o zabijaniu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Przejeżdżając obok torowiska wiem że na pewno kiedyś zrealizuję swoje plany co do nakręcenia filmu o gościu w czerwonej czapeczce. Niedokończone Sea Towers wyłaniają się zza opuszczonej/nieopuszczonej fabryki. Ich widok towarzyszy mi aż do kresu drogi. Wysiadam z pojazdu i zerkam na zegarek. Jestem spóźniony. Czasami się zdarza. Nie przyśpieszam kroku. Przechodzę obok Arkadii, czasem rzucę okiem w stronę witryny. Umieszczone na niej niebieskie neony imitują efekt dnia. Cóż. Pokonując jednokierunkową ulicę zawsze się zatrzymuję i patrze w obie strony. Przeglądam się w szybach samochodów czy aby wyglądam porządnie i wkraczam na ostateczną ścieżkę do miejsca spotkania. Mało światła na ulicach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ostatnim odcinku, trochę zamyślony wpadam na gościa w kaszkiecie. "Kurwa, Waits" myślę. Nie nie pomyślałem, powiedziałem to głośno. Gość się obrócił i stawiając na sztorc kołnierz płaszcza znika za rogiem. Na pewno słyszałem jego zachrypły śmiech. Nie, niemożliwe.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5835914651123065418?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5835914651123065418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5835914651123065418' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5835914651123065418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5835914651123065418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/01/tylko-waits-i-waits.html' title='Drunk on the Moon pt.2'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R6oj_Czf0aI/AAAAAAAAAE4/2IsPS0TPXwQ/s72-c/407990.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-755467647633678481</id><published>2008-01-25T18:00:00.000+01:00</published><updated>2008-02-05T13:22:36.463+01:00</updated><title type='text'>Janek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To było dość dawno. Zadzwoniłem do niego na tydzień przed jego przybyciem do miasta. Ucieszył się tak samo jak ja i umówiliśmy się na spotkanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzieliśmy w wielkich wytartych fotelach popijając Guinnessa. Dobrze było po tak sporym czasie zobaczyć jego rozchełstaną dobrym humorem mordę. Po długiej rozmowie opowiedział historie o Janku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Janek zawsze miał ciągoty artystyczne, i uważał ze nikt nie rozumie jego sztuki. Tworzył kicz i tandetę. Rajcował się tanią bazarową ceramiką i pseudo antycznymi gównami. Miał bardzo niebezpieczną cechę a mianowicie impulsywność. Gość nie potrafił zrozumieć dlaczego ktoś na niego się gapi i traktował na serio zaczepki słowne. Od czasu gdy Maciej go znał nie przepuścił ani jednej sytuacji gdzie mógłby się z kimś prać. Po jakimś czasie stał się bardzo znaną osobą w swoim środowisku ale nie ze względu na swoją twórczość tylko na sposób w jaki postępował z dresami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziedziny sztuki jakimi Janek się parał były rozległe. Na początku, mniej więcej w wieku 15 lat zajął sie graffiti. Działał na własną rękę, nie mógł zostawić ani jednej czystej ściany w swojej okolicy. Kilka razy przez to był złapany ale jego wpływowy ojciec, komendant policji, rozwiązywał te drobne problemy z władzami. Malowanie swojego imienia w różnych odmianach i przestawianiu liter w różnej kolejności wreszcie go znudziło. Następną jego pasją była gitara. Gitarę miał ze studenckich czasów jego taty, i jak rodzice zobaczyli u niego zapał to na 16 urodziny kupili mu czarnego akustycznego Gibsona. Nauczył się paru akordów i chciał należeć do jakiegokolwiek zespołu. Heavy metal czy folk, interesowało go cokolwiek. Zaczął uczęszczać na przesłuchania do przypadkowych klubów w mieście. Jego przygoda z gitarą sie skończyła gdy na jednym z przesłuchań kolejny raz ktoś mu powiedział że jest do bani, i jego czarny Gibson znalazł się na głowie nierozważnego słuchacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc tak kolejno do fortepianu, grafiki, garncarstwa, malowania, sklejania modelów, pisania i tańczenia R&amp;amp;B, skończył na hip-hopie. Dorwał pewnego razu album Eminema i kompletnie dał się porwać. Nie po raz pierwszy z pomocą przybył jego ojciec. Wykorzystując swoje wpływy załatwił mu spotkanie z drobnym producentem muzycznym, mającym pewne problemy z narkotykami, który od razu zauważył u młodego rapera talent. Pierwszy jego występ odbył się we włoskiej knajpie. Dlaczego tam? Chyba prócz właściciela zajmującego się paserstwem nikt nie wie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie Maciej wziął dużego łyka i kontynuował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tamtego dnia Janek był bardzo zdenerwowany, pierwszy raz w życiu wiedział że to ma sens a wszystko inne to dziecinada. Podczas rymowania często się zatracał w słowach i mógłby tak zapodawać godzinami. Producent mu powiedział że ma floł. Stał za kulisami i czekał aż grający przed nim zespół klezmerski skończy swój występ. Czwórka ubranych we fraki facetów zeszła ze sceny żegnana drobnymi brawami. Janek przełknął ślinę i oczekiwał aż właściciel skończy go zapowiadać. Janek usłyszał pozdrowienia w kierunku swojego ojca i wreszcie swoje imię co oznaczało aby wyszedł zza kontuaru i pojawił się na niewielkiej scenie. Przywitany oklaskami i gromkimi okrzykami z części sali gdzie siedziała jego rodzina, czekał na podkład. Zerknął na gościa siedzącego za sprzętem audio i machnął ze zniecierpliwieniem ręką. Facet wyjął powoli blanta z ust i wzruszył z niezrozumienia ramionami. Po chwili złapał się za głowę i przycisnął klawisz Play znajdujący sie na konsoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak poleciał tłusty bit Janek poczuł się doskonale. Poczuł w sobie zwierze sceniczne. Zaczął się bujać i ze spuszczoną głową zaczął postękiwać w rytm muzyki. Po jakimś czasie podniósł głowę, wytrenowanym ruchem narzucił kaptur i zaczął rapować. Zza kaptura nie widział reakcji swojej publiczności. Ojciec się chwycił za głowę, właściciel z przestraszeniem patrzał ile osób wstanie i opuści lokal, gruba baba przy scenie zakryła sobie uszy, jakaś młoda parka siedząca na uboczu wybuchła głośnym śmiechem a kelnerka z rozbawienia opierała się o jakiegoś starego dziada który klepiąc się po kolanie spazmatycznie się trząsł. Janek nie tracąc wigoru i czujący coraz większa pewność siebie zaczął sie poruszać po scenie. Zawijał kółka, podskakiwał i wymachiwał ramieniem w rytm bitu. Gdy się skończył pierwszy utwór Janek ściągnął kaptur i stanął wyprostowany z rękoma w górze. Nie rozumiał publiczności. Tylko sektor rodzinny i właściciel mu bili brawo a reszta miała jakiś rozbiegany wzrok. "Nie możliwie żeby tak mało osób zrozumiało moją muzykę", pomyślał. "Pokażę następnym utworem na co mnie stać."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po rozpoczęciu drugiego utworu właściciel zamachał znacząco w stronę faceta od audio. Gość przy stole mikserskim z lekceważącym uśmiechem, wypuścił gęsty dym z ust i znacznie przesunął gałkę master w lewą stronę. Publiczność która wreszcie mogła dosłyszeć swoje głosy zajęła sie rozmową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czwartym utworze już nawet rodzina mu nie dawała klaki. Właściciel gdzieś zniknął a facet od audio mimo ze nie leciała muzyka bujał się na krześle i machał głową to w przód to w tył. "No kurwa, nie" - pomyślał Janek i zaczęła w nim sie wzbierać adrenalina. Rozpoczął kolejny utwór i gdzieś w połowie przestał rapować. Nikt nie zauważył. "Kurwa nikt mnie nie słucha". Zaczął rzucać jakimiś pojedynczymi słowami ale kompletnie nikt nie zwrócił na niego uwagi. Postanowił dokończyć ten utwór i zejść ze sceny. Odwrócony od widowni dalej nawijał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gruba kobieta przed sceną zaczęła wrzeszczeć na swojego partnera. Agresywnym i donośnym głosem wykrzykiwała jakieś włoskie słowa. Po wiązance odwróciła głowę niefortunnie w stronę sceny i założyła ręce. Wkurwiony Janek odwrócił się w stronę widowni i jak zobaczył że się na niego gapi to najpierw rzucił mikrofonem który trafił w faceta obok a potem się rzucił na nią. Całym swoim ciężarem ciała przewrócił stół i krzesło z grubą babą, chwycił ją za dekolt, wycedził przez zęby "Nie będziesz przerywała mojego występu" i chlasnął na odlew otwartą dłonią. Spojrzał na jej chuderlawego partnera który chcąc broniąc kobiety stał za stołem z gardą i był  uzbrojony w groźną minę. Janek kopnięciem odrzucił stół i silnym ciosem powalił gościa do tyłu. Tamten lecąc obrócił się w powietrzu i wpadł na kolejny stolik. Gość za konsolą też spadł z krzesła i nakrył się nogami. Na przebieg wydarzeń nie trzeba było długo czekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Janek wyprowadzony przez ojca i właściciela dostał polecenie "Do domu, pierdolcu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec chcąc wyjaśnić sprawę i uniknąć skandalu, szybko sie udał w poszukiwaniu poszkodowanej pary. Nie mogąc ich znaleźć, a wiedział że nie opuścili lokalu, wreszcie zajrzał do łazienki. W łazience wielka kobieta trzymała drobnego mężczyznę nad ziemią namiętnie go całując. Szybko sie cofnął za drzwi i czekał aż wreszcie wyjdą. Po rozmowie z nimi okazało się że zanim jego syn uderzył tą kobietę to ze sobą zrywali. Ona widząc reakcję partnera, czyli że stanął w jej obronie, zmieniła zdanie. Wymierzony jej policzek ją otrzeźwił i postanowiła nie podejmować tej pochopnej decyzji. Kazała podziękować jego synowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz wspólny śmiech ożywił posępną atmosferę knajpy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-755467647633678481?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/755467647633678481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=755467647633678481' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/755467647633678481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/755467647633678481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/01/janek.html' title='Janek'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7915826752685585273</id><published>2008-01-21T19:30:00.000+01:00</published><updated>2008-01-21T22:48:30.551+01:00</updated><title type='text'>Sklep</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Mleko, cztery bułki, kilogram ziemniaków..."&lt;br /&gt;- Co podać? - Stanowcze pytanie sprzedawczyni wyrwało mnie z zamyślenia.&lt;br /&gt;- No to jeden litr mleka, bułki, kilogram ziemniaków i ... - chwilę sie zastanowiłem i dodałem - I nie pamiętam. - Sprzedawczyni się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;- Taki pan młody a już panu pamięć szwankuje?&lt;br /&gt;- Na to wygląda. - Odwzajemniłem jej uśmiech i kontynuowałem - Bo wie pani, my młodzi w dzisiejszym zabieganym świecie jesteśmy bardzo niecierpliwi. Sprawy ciekawsze a zarazem mniej ważne przedkładamy na pierwszy plan, przez co nasza głową jest zapełniona gównami. - Kobieta spojrzała na koleżankę która obsługiwała drugą kasę. - Ja na przykład wczoraj przewróciłem się o dzika. O takiego. - Pokazałem rękoma jak dużego. - I jak leżałem tak żałośnie na ziemi to pod moim nosem znalazłem zgnieciony papierek. Jak go rozwinąłem to okazało się że to to. - Wyciągnąłem z kieszenie zwitek papieru i rozłożyłem go przed oczyma sprzedawczyni. - Kupon toto lotka.&lt;br /&gt;- No ta... - Nim dokończyła, ciągnąłem dalej.&lt;br /&gt;- I wie pani co? Była wczoraj kumulacja i można było wygrać całe siedemnaście milionów złotych. - Spojrzałem na kobietę z rozdziawionym wzrokiem a ona chyba nie wiedziała co powiedzieć.&lt;br /&gt;- No i nie uwierzy pani jakie liczby były skreślone na tym kuponie? - Nie czekając na jej odpowiedź dokończyłem. - Właśnie te liczby które zostały wylosowane.&lt;br /&gt;Reakcja kobiety była żadna, więc kontynuowałem.&lt;br /&gt;- I wie pani co? Te liczby były dobre ale skreślone na zeszłe losowanie. - Głośno się roześmiałem klepiąc się po brzuchu. Otarłem łzy z oczu i mówiłem dalej. - I najśmieszniejsze jest to że ktoś sie wyładował na dziku. Wie pani jak zginął? -  Nie uzyskałem odpowiedzi tylko oschłe pytanie z jej strony.&lt;br /&gt;- To ile ma być tych bułek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spakowałem wszystko do siatki, niezręcznie rzuciłem monety na blat, i odszedłem nie zabierając reszty. Wróciłem do domu gdzie mama gdy zobaczyła zakupy to się zdenerwowała bo nie kupiłem mąki. Mąki na murzynek. Kurwa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7915826752685585273?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7915826752685585273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7915826752685585273' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7915826752685585273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7915826752685585273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/01/sklep.html' title='Sklep'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-6839075401734683967</id><published>2008-01-18T13:20:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T18:33:37.424+01:00</updated><title type='text'>0.00</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przestępowałem z nogi na nogę. Dość niska temperatura nie zrażała nas przed opuszczeniem miejsca. Do połowy puste wino przypominało ze jeszcze jest połowa pełna a szybkie tempo nie było wskazane. Rozmowa o samobójstwie przemieniła się w gówniane egzystencjalne brednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błądziłem wzrokiem po otaczających domach. Dach garażu koło piekarni jest dość widoczny ale mieliśmy już opanowane wyjście awaryjne. Zawsze mogliśmy w razie niebezpieczeństwa przeskoczyć na następny garaż i poruszając się jak James Bond przeskakiwać z dachu na dach i skutecznie uniknąć pogoni. Z każdym łykiem wina podnosiliśmy ton rozmowy a miejski duch spływał na nas szybciej z każdą minutą, aby osiągnąć pełnię o północy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jakimś czasie przekrzykiwaliśmy sie własnymi racjami dopóki sygnał radiowozu nas nie uciszył. Chwile staliśmy bez ruchu spoglądając w alejkę w której stał wóz policyjny. Wziąłem wielkiego łyka, niestety brakowało mi abym wyzerował miód-lipę. W tym czasie Julian krzyknął "Dajemy dyla chłopaki" i już pędziliśmy w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Pozbyłem się butli rzucając ją w kierunku radiowozu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą przerwę pokonaliśmy bez problemu, trzeba było wykonać niewielki skok. Biegliśmy po następnym dachu, spojrzałem sie za siebie na Andrzeja i ujrzałem jego ucieszony pysk. Poruszony jego radością krzyknąłem do biegnącego przede mną Juliana "czadu" a on machając wesoło rękoma przeskoczył kolejną przerwę. Teraz musieliśmy skręcić i biec w stronę niskiego daszku, gdzie niewielkie podciągniecie dzieliło nas od kolejnej, dłuższej ale ostatniej, przepaści. Już nieraz przemierzaliśmy tą trasę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Julian czekający na podwyższeniu już z podaną dłonią aby mi pomóc, przerażony spojrzał za moje plecy gdzie powinien być Andrzej. Obróciłem się i go zobaczyłem. Wpadł jedną nogą do dziury w dachu i nie mógł wyjść. Dreszcz mnie przeszedł bo zobaczyłem dwóch policjantów jak pojawiają sie na dachu z którego nas przepędzili. Miałem niewiele czasu aby wrócić po Andrzejka. Julian pokrzykiwał "Wracaj, on już jest stracony" i jeszcze "Nie bądź głupcem, złapią was obu", ale ja już biegłem z zamiarem pomocy mojemu drogiemu kumplowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieraz ratował mnie z takich sytuacji. Nie mogłem go zostawić. Podbiegłem do niego, chwyciłem pod pachy i próbowałem podnieść. Nie dało rady. Andrzej mówił "Zostaw mnie stary, ratuj swoją skórę", ale ja nie mogłem zostawić przyjaciela w takiej sytuacji. Powiedziałem aby się podparł rękoma i wysilił. Udało się, po kilku chwilach już stał na obu nogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biegnąc z Andrzejem pod ramie spojrzałem w kierunku nadbiegających policjantów, dzieliło nas kilkanaście metrów. Julian z moją pomocą podsadził Andrzeja na wzniesienie, a oni obaj pomogli mi. Wchodząc już na górę nagle poczułem silne szarpnięcie. Jeden z policjantów podskakując chwycił mnie za kostkę i się przewróciłem. Mocno się zapierając podciągnąłem nogę i mnie puścił. Szybko wstałem i pobiegłem w kierunku ostatniej przeszkody. Musieliśmy przeskoczyć na dach domu położonego z jakieś niecałe 3 metry dalej. Poważna sprawa. Julian już wykonał skok i z lekkim trudem mu się udało. Stojąc koło krawędzi spojrzałem na minę Andrzeja. Był cholernie przestraszony. Poklepałem go po plecach i powiedziałem "Człowieku, ten skok i mamy spokój, musi Ci się udać", po chwili dodałem "skoczymy razem". To go przekonało, szybko wzięliśmy rozpęd i wykonaliśmy skok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Andrzej z powodu zranionej nogi nie zrobił dość silnego wyskoku i nie doleciał. Całe szczęście złapał sie rękoma krawędzi. Ja już będąc po drugiej stronie chwyciłem go za dłoń w ostatniej chwili gdy palce już nie wytrzymywały, za chwile dołączył do mnie Julian i razem go trzymaliśmy za dłonie. Spojrzałem w dół, było dość wysoko, na pewno jego zdrowie by ucierpiało. Po drugiej stronie stali policjanci i spoglądali na nas z groźnymi minami. Cały czas w sumie krzyczeli żebyśmy nie uciekali i sobie odpuścili ale kompletnie mieliśmy ich w dupie. Na trzy podciągnęliśmy Andrzeja do góry, otrzepaliśmy go z brudu. Policjanci stojący po drugiej stronie machnęli ręką i poszli w stronę z której przybyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeszliśmy drabinką która była niedaleko i udaliśmy się w kierunku przystanku. Spojrzałem na zegarek który wskazywał północ i mruknąłem pod nosem "Odlot".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-6839075401734683967?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/6839075401734683967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=6839075401734683967' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6839075401734683967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6839075401734683967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2008/01/przestpowaem-z-nogi-na-nog.html' title='0.00'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3860073579997861683</id><published>2007-12-06T02:57:00.002+01:00</published><updated>2008-03-07T01:10:34.500+01:00</updated><title type='text'>Hawana</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poszturchiwanie i ciche grożenie nie pomagało, dlatego zrezygnowałem z tej taktyki i przemieniłem ten dźwięk w naturalny odgłos otoczenia. Pochrapywanie współlokatora wcześniej było nie do zniesienia ale teraz dosłyszałem tylko ćwierkanie ptaków, we wczesny ciepły poranek na Kubie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieprzyzwyczajony do tak silnego słońca schowałem się za roletą i zdjąłem gruby sweter. Na ulicy już można było dosłyszeć pierwsze odgłosy budzącego się miasta. Wychyliłem się najdalej jak mogłem w bujanym fotelu i przeciągnąłem się leniwie. Z tej pozycji spojrzałem na obraz ekspresjonisty francuskiego ukazujący galeon który natarczywie próbuje przebić się przez kolejno to napadające fale. Dokonując zakupu miałem go przed oczyma właśnie w tym miejscu na ścianie. W dziennym świetle, u siebie w mieszkaniu, sprawiał o wiele większe wrażenie niż w galerii. Wstałem i podszedłem do obrazu. Wyobrażając siebie na pokładzie statku, poczułem się wielce zadowolony. Musiałem kogokolwiek poinformować o moim sukcesie aukcyjnym. Po wczorajszym wernisażu poznałem dość ładną, ale naburmuszoną amerykankę, która&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;jednak nie zawahała się zostać na noc. Musiała już sobie pójść bo nie było po niej śladów. Duncan wyjechał zająć sie moimi interesami w Europie a Pierre wypłynął wczoraj na rejs po Karaibach. Tak określił tą wyprawę i dlatego nie spodziewam się go w najbliższym czasie. Podobno szuka inspiracji. Nie było nikogo kto mógłby docenić mój zakup. W euforii automatycznie podszedłem do kredensu i wyjąłem butelkę bourbonu. Nalewając sobie trunek do szklanki chwyciłem drugą ręką za telefon i wybrałem numer Catherine. Ona jest właściwą osobą. Catherine wstaje o wschodzie słońca i dlatego nie martwiłem się o to czy przypadkiem jej nie zbudzę. Po kilku sygnałach odezwał się łagodny głos w słuchawce. Krótka rozmowa zakończyła się pomyślnie. Udało mi się ją namówić na spotkanie w kawiarni na rynku. Nie chciała zjeść śniadania bo już była po ale miała ochotę się spotkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybkim krokiem przemierzając brudne ulice Hawany zerkałem co chwila na zegarek. Miałem jeszcze z kilometr do przejścia. Ludzie co jakiś czas kłaniali się mówiąc przy tym uprzejmie "Senior".   Nie mogłem doczekać się promienistego uśmiechu Catherine ukazującego się na mój widok. Zawsze odpłacałem się jej tym samym. Uwielbiałem nasze spotkania. Catherine była kobietą o wielkiej urodzie. Charakteryzowała się niewymuszoną manierą, przez co ludzie uważali ją za ekscentryczkę, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zawsze była wystrojona w wyszukane suknie, mające swój czas przynajmniej 10 lat temu. Mi to absolutnie nie przeszkadzało a wręcz nastrajało rozbrajająco. Nie mogłem oprzeć się  jej wdziękowi. Ostatnie dwie uliczki dzielące mnie od rynku przebiegłem. Gdy wpadłem na rynek zegar na wieży zaczął wybijać 10.00. Zdążyłem. Uśmiechnąłem się, poprawiłem koszule oraz marynarkę i śmiałym krokiem chciałem przebyć te kilkanaście metrów. Widziałem już Catherine jak siedziała przy stoliku w kawiarni. Jak byłem parę kroków przed wejściem do ogródka potknąłem się o wystającą kostkę brukową. Rozłożyłem się na ziemi, twarzą lądując w końskiej kupie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak założyłem sweter bo chyba wysiadło ogrzewanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3860073579997861683?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3860073579997861683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3860073579997861683' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3860073579997861683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3860073579997861683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/12/hawana.html' title='Hawana'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5702425686391737276</id><published>2007-11-26T21:10:00.000+01:00</published><updated>2007-11-27T00:00:06.539+01:00</updated><title type='text'>Późna jesień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Podobno śnieg utrzymuje się dopiero po trzecim razie.&lt;br /&gt;Wzdrygnąłem się, i spojrzałem w kierunku staruszka który siedział na siedzeniu obok kurczowo trzymając wielką siatę.&lt;br /&gt;- Jakim trzecim razie? - Zapytałem niechętnie, i spojrzałem za okno trolejbusu. Rzeczywiście zaczął padać śnieg. Nie do końca to zauważyłem.&lt;br /&gt;- Trzecim opadzie, śniegu opadzie - Dodał zirytowany. Ja nie chcąc kontynuować beznadziejnej rozmowy, cicho westchnąłem i pokiwałem głową.&lt;br /&gt;Staruszek jakby w transie, patrząc na kobietę w olbrzymim berecie siedzącą przed nami, zaczął dalej gadać - Bo wie pan, zrobiłem badania - pojawił się lekki grymas na jego twarzy - Badania, te moje, polegają na zaznaczaniu w kalendarzu najważniejszych wydarzeń. Coraz ich mniej zresztą. Widzi pan, nie zdejmuję kalendarzy, wszystkie wiszą na miejscu w którym pierwotnie wisiały. Nie wyrzucam ich, przypominają mi o upływie czasu.&lt;br /&gt;"Ja pierdole, pojebany" - pomyślałem.&lt;br /&gt;- Bo widzi pan, zaznaczam wydarzenia. I jednym z ważniejszych wydarzeń to zaznaczenie opadu śniegu. Zawsze jak zaznaczałem pierwszy i kolejny raz w roku to zawsze topniał i dopiero trzeci zostawał.&lt;br /&gt;- Fascynujące - przerwałem jego wypowiedź, a on niezłomnie kontynuował .&lt;br /&gt;- Panu może się to wydać dziwne ale to ułatwia samotne życie. Bo ja jestem samotny, i mówiłem wcześniej że coraz mniej ważnych wydarzeń ponieważ już nikt z mojej rodziny nie żyje - zrobił dłuższą pauzę  - I dlatego mniejsza ilość tych znaczących, ale co prawda smutnych dat.&lt;br /&gt;Wkurwiłem się nie na żarty i wysnułem swoją konkluzje - Spierdalaj pan.&lt;br /&gt;Wstałem i nieuprzejmie przecisnąłem się na przejście, a następnie odpychając jakąś dziewczynkę utorowałem sobie drogę do wyjścia. Całe szczęście trolejbus od razu zatrzymał się na przystanku i mogłem opuścić ten popierdolony pojazd.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5702425686391737276?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5702425686391737276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5702425686391737276' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5702425686391737276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5702425686391737276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/11/podobno-nieg-utrzymuje-si-dopiero-po.html' title='Późna jesień'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4854089118901575357</id><published>2007-11-25T22:45:00.000+01:00</published><updated>2007-11-27T00:25:14.970+01:00</updated><title type='text'>Pekin Bar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Leżałem na łóżku i opierając sie na łokciu patrzyłem jak spokojnie śpi. Co jakiś czas odgarniałem kosmyk włosów opadający na jej czoło. Jedna sprawa nie dawała mi spokoju. Wczorajsze zdarzenie było metafizyczne. Zastanawiałem się kto to był ten gość, co mi powiedział i dlaczego go nie słuchałem. No i najważniejsze, dlaczego się tym tak przejąłem. Czysty surrealizm, atmosfera miejsca i to pojawienie się w doskonałym czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba było jak rozmowa z samym sobą. Może nie wzbogaciło ale coś zmieniło, w środku, we mnie. Wyszedł z półmroku klubu, krople potu co chwile spadały z mokrego sufitu. Jakiś reflektor świecił zza jego pleców i śledził jego ruch. Wiedziałem że podąża w moją stronę, cały czas sie we mnie wpatrywał. Był ubrany w czarną marynarkę, na stopach miał białe trampki, na nosie wielkie czarne okulary a z ust wystawało mu cygaro. Siedziałem nawalony na wygodnej skórzanej kanapie, czekając na nie do końca wiem co, i przetarłem oczy nie mogąc w to uwierzyć. Podszedł i podał rękę. Chciałem się unieść gdy się witałem, ale za późno mi to przyszło do głowy. Zaczął mówić. Poklepał mnie po ramieniu i rozpromieniony otwierał usta wydobywając jakieś dźwięki. Skończył palić cygaro, przygaszał go przez dłuższy czas w popielniczce i zamilkł. Poczułem się spokojniejszy. Wstał i odszedł, bez pożegnania, przepychając się przez tłum ludzi. Oszołomiony wstałem i chciałem na niego jeszcze spojrzeć. Mignął jeszcze wśród roztańczonego, rozfalowanego, tłumu. Alicja podeszła i krzyknęła mi do ucha jak się czuję bo wyglądam marnie. Nic jej nie odpowiedziałem i próbowałem odtworzyć jego wypowiedź. O czym on kurwa gadał? Dlaczego nic nie pamiętam. Żałując że nie mogłem dosłyszeć każdego jego słowa począłem szukać numerka do szatni. Szybko to zamieniło się w nieuzasadnioną panikę. Przetrząsnąłem kieszenie i prócz telefonu oraz paru złotych na chińskie żarcie nie znalazłem go. Zapytałem się Ali czy może nie ma, ale ona siedziała smutna  na krześle wpatrując się w jakiegoś metrusa i nie za bardzo zareagowała na pytanie. Po chwili sie ocknęła, chwyciła mnie za ramie i chciała pocałować. Lekko ją odepchnąłem, chciałem wracać do domu. Przypomniałem sobie że zostawiłem kurtkę w samochodzie jej przyjaciółki. Pożegnałem się z Alą i zacząłem szukać jej koleżanki. Trochę agresywnie się przepychałem przez ludzi i jakiś koks sie przyczepił. Groził że coś mi wsadzi w dupę, to powiedziałem żeby mnie poszukał na zewnątrz, i poszedłem dalej. Gdzieś pośrodku parkietu koleżanka Ali tańczyła z jakimś turkiem. Poprosiłem żeby poszła i otworzyła wóz. Niechętnie się odkleiła od macającego ją turka. Wyszliśmy z klubu i podążyliśmy na miejsce gdzie zaparkowała auto. Szybko sie ubrałem bo jesienne noce są chłodne, założyłem czapkę a słuchawki na uszy i udałem się w stronę dworca. Gdy przechodziłem przed wejściem do lokalu to jakiś wielki kolo coś krzyknął w moją stronę i zaczął iść. Wyjąłem słuchawki z uszu i chciałem zapytać czego chcę, ale już jego olbrzymia pięść leciała w stronę mojej twarzy. Krew lała się z nosa cienką strugą a on jeszcze stojąc nade mną z uśmiechem po jakimś czasie powiedział "Pedał". Trącił mnie jeszcze koleżeńsko butem, i sobie poszedł. Jakaś laska go obskoczyła i słyszałem jej krzyki "Jurek znów, Jurek kurde zawsze tak musisz. Czy nie możesz odpuścić żadnemu metrusowi?". Mruknąłem pod nosem "Nie jestem metrusem", wstałem ociężale z zakrwawionego chodnika i udałem się na dworzec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było już późno ale myślałem że jeszcze się załapię na ulubioną pozycję numer 8 z menu w pekin barze. Jak jechałem kolejką to nie za bardzo przejmowałem się zakrwawioną kurtką i zmiażdżonym nosem. Gdy wyszedłem na dworcu u siebie, poczułem ulgę że już niedaleko do domu i chciałem odwiedzić bar. Akurat zamykali, ale jak zaprzyjaźniona chinka zobaczyła mnie przez szybę to szybko otworzyła i biegnąc po lód zdążyła jeszcze zapytać "Piotrek, co ty sobie zrobiłeś?". Zaśmiałem się i opowiedziałem jej cały incydent gdy już ocierała mi krew z twarzy. Do baru dobijały się jakieś menele bo zobaczyli że jest zapalone światło i ktoś jest. Nic z tego sobie nie robiliśmy i po chwili odpuścili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszedłem z chinką z baru i zaczęło padać. Objąłem ją delikatnie a ona onieśmielona, spoglądając  na mnie, po chwili się wtuliła. Powiedziałem że lepiej ją odprowadzę a ona szybko przytaknęła głową. Szliśmy tak milcząc i gdy już byliśmy na jej klatce, stanęliśmy na przeciwko siebie i życzliwie mierzyliśmy się wzrokiem. Złapałem ją za rękę, pocałowałem w czoło i chciałem iść. Przytrzymała moją dłoń i przyciągnęła. Gdy szepnęła do ucha parę cudownych słów, zostałem.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4854089118901575357?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4854089118901575357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4854089118901575357' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4854089118901575357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4854089118901575357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/11/pekin-bar.html' title='Pekin Bar'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-6039903532082111843</id><published>2007-11-08T23:52:00.001+01:00</published><updated>2007-11-26T23:53:10.102+01:00</updated><title type='text'>Studnia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrzę się w dół studni i czekam aż słońce wzejdzie wyżej bym mógł sie wreszcie przejrzeć w lustrze wody. Kołyszę się na skromnym jej brzegu, unoszę nogi i czochram włosy końcówkami palców. Jest sielsko. Działka mojego dziadka to miejsce gdzie spędziłem większa część dzieciństwa. Trochę tam było brudno, zimno, zakurzone tapczany, graty walające się wszędzie, ale nie to w tym było najważniejsze. To była nauka życia. Wilcy w lesie, dziki na szosie, grzyby pod drzewem i żółte jabłka. Przeżyłem też pierwsze roboty budowlane, takie jak wykopanie dziury, sadzenie potem roślin w tej dziurze, bieganie jak opętany i wkurzanie babci oraz nawet sobie zmiażdżyłem kciuka pustakiem. Boli. Kurrewsko. Z bratem spędzaliśmy dużo czasu rozkopując wielkie hałdy piasku które były naniesione w celu rozbudowy domku. Kiedyś wpadliśmy na pomysł aby napisać coś na kartce, wsadzić do starej butelki i udawać że ją odkopaliśmy i że była napisana przez jakiegoś, kurna nie wiem, Indianina. Nikt się nie nabrał. Nie pamiętam co z nią zrobiliśmy ale chyba zakopaliśmy z powrotem. Mocne wydarzenie by było gdybyśmy tam pojechali i to jakoś znaleźli. Jestem ciekawy cóż za fantastyczne rzeczy były tam spisane. Więc stoję tak nad studnią i patrzę, patrzę i nagle się zdenerwowałem. Nic i tak by z tego nie było.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-6039903532082111843?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/6039903532082111843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=6039903532082111843' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6039903532082111843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/6039903532082111843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/11/studnia.html' title='Studnia'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-4834485312929951280</id><published>2007-09-30T13:17:00.000+02:00</published><updated>2007-11-26T23:52:37.076+01:00</updated><title type='text'>Kerouac</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"- Pusty tron Boga - powiedział.&lt;br /&gt;Na fortepianie leżał saksofon; jego złoty cień puszczał dziwny refleks na pustynną karawanę wymalowaną na ścianie za perkusją.&lt;br /&gt;Bóg wyszedł; to ta cisza po jego wyjściu.&lt;br /&gt;To ta deszczowa noc. To ten mit deszczowej nocy."&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-4834485312929951280?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/4834485312929951280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=4834485312929951280' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4834485312929951280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/4834485312929951280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/kerouac.html' title='Kerouac'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-8955728650309096135</id><published>2007-09-17T10:37:00.000+02:00</published><updated>2007-09-23T22:08:28.576+02:00</updated><title type='text'>Widok</title><content type='html'>Powoli otworzyłem oczy. Wielka paproć skupiła na sobie całą moją uwagę. Niechętnie próbowałem wstać aby sięgnąć po kubek wody. Udało się. Wziąłem całe dwa łyki. Siedząc już na brzegu łóżka błądziłem myślami wszędzie byle nie o zeszłej nocy. Rozglądając się po pokoju którego ściany znałem tak dobrze, spojrzałem za okno. Też od bardzo dawna nie zmienił się w nim widok. Kobieta którą pamiętam od czasu gdy wprowadziła się ze swoim mężem, na drugie piętro do bloku naprzeciwko, wyszła na balkon. Roztrzęsiona usiadła na małym taborecie. Jedną ręką trzymając sie barierki, zaczęła niecierpliwie palić papierosa. Do tej pory dużo się w ich życiu wydarzyło. W życiu tej pary. Obserwując raz na jakiś czas ich balkon, oczywiście ukradkiem i przypadkowo, potrafię cokolwiek o nich powiedzieć. Pamiętam jak urodziło im sie pierwsze dziecko. Ten wtedy, jeszcze mały dzieciak, wychodził bardzo często na zewnątrz i głośno wyrażał swoje emocje. Od razu pojawiała się jego mama i zabierała do środka je utulić. Zresztą gabaryty, o ile pamiętam z początku, bardzo kiedyś szczupłej i dość ładnej kobiety, zmieniły się ogromnie. Ogromnie. Mąż jej absolutnie się nie zmienił. Niewysoki, drobnej budowy, zapuścił ostatnio wąsa. Ich dzieci, a mianowicie cała dwójka, już sporo urosły. Na pewno sprawiają masę problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie jej nic takiego się nie stało, drobna kłótnia, bądź nieporozumienie. Szkoda że na początek dnia. Powiedziałbym jej chociaż jedno dobre słowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tej pary, z ciekawszych zjawisk, można czasem zobaczyć sfiksowaną, wieczną nastolatkę. Da się także zaobserwować schizofreniczkę, żyjącą ciągle za zasłoniętymi żaluzjami, oraz młode studentki, często się opalające nie topless. Niestety.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-8955728650309096135?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/8955728650309096135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=8955728650309096135' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8955728650309096135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8955728650309096135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/widok.html' title='Widok'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3028484398466293834</id><published>2007-09-12T01:05:00.000+02:00</published><updated>2007-09-12T01:23:07.479+02:00</updated><title type='text'>Do Ciebie.</title><content type='html'>Zadam Ci kilka pytań. Pytania będą tendencyjne, określające Twój stan emocjonalny.&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Czasami rozsadza cię gorycz?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Czasami nie chcesz być w miejscu w którym aktualnie się znajdujesz?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Przypominasz sobie błędy, najpewniej z przeszłości?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Pragniesz odbyć samotną podróż (duchową, intelektualną, autobusową) podczas której nikt nie będzie Ci przeszkadzał? &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Twoje dzieciństwo obfitowało w wiele przykrych zdarzeń?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Chcesz to wykrzyczeć, i się wyładować?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Nic mnie to kurwa nie obchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ale mogę Ci dać&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; wątpliwą receptę.&lt;br /&gt;Zamknij się w sobie, posłuchaj czegoś łagodnego, przeczytaj coś ciekawego, czasami sport pomaga, niektórzy mówią że ciepła kąpiel też.&lt;br /&gt;Nie spotykaj się w takich chwilach z ludźmi i nie dawaj upustu swojemu gniewu. Każdy ma takie chwile i prawdopodobnie nikt Ci nie pomoże, a tym bardziej nie zrozumie. Po prostu nikogo nie wkurwiaj. Nie chcę słuchać o czym mówisz, nie pragnę tego z Tobą dzielić. Odejdź. Daj już spokój.&lt;br /&gt;Jeszcze raz i ja też nie wytrzymam.&lt;br /&gt;Odejdź.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3028484398466293834?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3028484398466293834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3028484398466293834' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3028484398466293834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3028484398466293834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/do-ciebie.html' title='Do Ciebie.'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-3020019573536717339</id><published>2007-09-11T14:46:00.001+02:00</published><updated>2007-10-29T23:53:04.192+01:00</updated><title type='text'>Frajer</title><content type='html'>Wstał i to zrobił:&lt;br /&gt;- Zamknij się, chociaż na chwilę, muszę Ci coś powiedzieć - wziął głęboki oddech, i spojrzał w jej oczy, z których biła wściekłość - Słuchaj, muszę wyjść.&lt;br /&gt;Nie miał odwagi jej tego powiedzieć. Po prostu nie miał jaj. Poszedł od razu do samochodu. Poczekał na nią chwilę, ale nie przyszła. Odjechał.&lt;br /&gt;Obudził się o 3 nad ranem, ona dzwoniła i kazała mu przyjeżdżać pod knajpę z której uciekł z podkulonym ogonem. Odłożył słuchawkę i powiedział: "Ty zdziro". Przyjechał w pośpiesznie narzuconych na pidżamę ciuchach. Julia wsiadła, przedtem odklejając się od jakiegoś wysokiego faceta. Chwilę jechali w milczeniu po czym zaczęła:&lt;br /&gt;- Jeszcze raz zrobisz mi scenę przy znajomych to od Ciebie odejdę - mówiąc to na jednym wydechu, cały czas miała wzrok wbity w szybę.&lt;br /&gt;- Nie powtórzy się to już nigdy - odpowiedział. Wiedział że Julia tego nie zrobi, przynajmniej mu się tak wydawało.&lt;br /&gt;- Nie żartuję - dodała, rozwiewając dalsze domysły swojego męża frajera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-3020019573536717339?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/3020019573536717339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=3020019573536717339' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3020019573536717339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/3020019573536717339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/wsta-i-to-powiedzia-zamknij-si-chocia.html' title='Frajer'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5815664501607743157</id><published>2007-09-09T02:40:00.000+02:00</published><updated>2007-09-13T21:35:14.455+02:00</updated><title type='text'>Świetlnie</title><content type='html'>Lampka była skierowana wprost na niego. Dwie postacie nachylające się nad nim wydawały dziwne odgłosy. Poczuł że pod plecami ma coś twardego. Próbował to wyjąć lewą ręką, ale nie mógł nią ruszyć. Mocno się wysilając sięgnął druga ręką i lekko sie podnosząc z miękkiej ziemi, próbował wymacać owy przedmiot pod sobą. Gdy się poruszał głosy dwóch osób się nasilały. Ich niezrozumiałe słowa były irytujące. Miał coś nie tak z ustami, i nie udało mu się nic wypowiedzieć,  co skłoniło by owe postacie do wyjaśnienia obecnej sytuacji. Spod pleców wyjął kamień, z jedną powierzchnią wyszlifowana tak że odbijała światło. Był koloru zielonego, bardziej morskiego takiego.  Wpatrując się w niego, skierował go w stronę światła.Obracał dziwny kamień przed oczami, chcąc go obejrzeć, ale tym bardziej nic nie widział. Zazieleniło mu się wszystko. Już podenerwowany odrzucił go na bok. Nie usłyszał dźwięku upadku tylko głośne burknięcie. "Co się dzieje" - pomyślał. Po jakimś czasie leżenia bez ruchu odpowiedział mu jeden z głosów:&lt;br /&gt;- Nic, proszę pana, kompletnie nic - po dłuższej chwili przerwy, głos kontynuował - To już kolejny raz się zdarza, pan może być kompletnie zdezorientowany. Następny raz pan będzie wiedział co zrobić.&lt;br /&gt;Leżący mężczyzna cicho jęknął z bólu, i zaczął złowieszczo chichotać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Światło zniknęło, głosy ucichły. Była niedziela. Jack wstał z łóżka i udał się na śniadanie przygotowane przez żonę. Kolejny raz w tym tygodniu miał silne bóle głowy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5815664501607743157?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5815664501607743157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5815664501607743157' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5815664501607743157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5815664501607743157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/wietlnie.html' title='Świetlnie'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-9034061552497210224</id><published>2007-09-04T23:55:00.000+02:00</published><updated>2007-09-27T19:56:21.132+02:00</updated><title type='text'>The Shelter</title><content type='html'>Chciał ją tylko zobaczyć.&lt;br /&gt;Zmierzał w dół schodów. Liczył ilość stopni. Nie potrafił sie skupić. Liczba 43 myliła mu się z 44. Poszorował zakrwawioną dłonią po chropowatej, ceglanej ścianie. Zatrzymał się i przyłożył do niej głowę. Opadł na kolana. Krople wody spadały mu na goły kark. Deszcz trwał już przynajmniej około pół godziny. Bardzo chciał sobie przypomnieć czy to było 43 czy może jednak 44. Pioruny uderzały niedaleko. Huk był bardzo donośny. Kiedy już dochodził do tego który to rzeczywiście był stopień, hałas wybijał go z przemyśleń. Marynarka napęczniała wodą, a koszula pod spodem przylegała coraz ciaśniej do torsu. Po jakimś czasie czuł jak woda spływa mu ciurkiem po plecach. Włosy zasłoniły mu oczy. Zapadał w sen. Coraz bardziej osuwał się na chodnik. Zdążył wymówić tylko jedno słowo. Było to imię. Dorothy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Laura zmierzając już do domu jak to zwykle przed 8 nad ranem, zauważyła leżącego mężczyznę przed schodami na wzniesienie. Podeszła bliżej. Pomyślała że kolejny pijany klient nie zastał jej w domu i postanowił się zdrzemnąć. Zbyt chętnie zostawiała adres interesantom. Nie przejmując się, pokonała schody do góry, do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna rzeczywiście był pijany i przyszedł do prostytutki z którą kiedyś się spotkał. Laura była piękną kobietą. Miała typowe włoskie kształty. Lubił zapach jej włosów, tanich perfum i papierosów. Ona traktowała swoją pracę poważnie i nie pozwalała sobie na jakieś bezsensowne uczucia. On przyleciał wtedy do Florencji na konferencję. Kiedy już stamtąd wrócił, do domu, postanowił pojechać do Włoch ponownie, po dwóch tygodniach. Skłamał żonie że leci do Toronto. Ona się nie zorientowała że o tej porze roku w Kanadzie jest sroga zima, i że jej mąż nie zapakował żadnych ciepłych rzeczy. Podczas kolejnego pobytu we Florencji długo sie zastanawiał czy odwiedzić Laurę. Po paru piwach w knajpie postanowił, że na kolejną, jedną noc, zapomni o swojej żonie. Wyciągnął z portfela kartkę, i udał się pod adres na niej zapisany. Gdy dotarł na miejsce, bezcelowo dzwonił kilka razy do drzwi. Zdenerwował się i uderzył w metalowy parapet. Rozciął sobie pięść. Wyjął piersiówkę i chciał zaczekać. Kiedy zaczęło padać to się nie przejmował, ale jak już zamókł, wyruszył poszukać schronienia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-9034061552497210224?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/9034061552497210224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=9034061552497210224' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/9034061552497210224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/9034061552497210224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/shelter.html' title='The Shelter'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-8782918231326357003</id><published>2007-09-04T16:10:00.000+02:00</published><updated>2007-09-09T02:51:08.057+02:00</updated><title type='text'>Billy</title><content type='html'>Był piątkowy poranek a on jeszcze nie wrócił. Smutna kobieta wpatrzona w otwarte okno, leżała na kanapie, opasana grubym wełnianym swetrem. Czasem można było usłyszeć jej ciche westchnięcie - "To już dwa dni.".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jack obecnie nienawidził swojego życia. Codzienne pobudki o poranku, żona po ciąży, kredyt mieszkaniowy oraz pijany sąsiad z góry. Sąsiad lubił pić i kiedy wracał do domu lał swoją żonę. Libacje kończył późno w nocy i czasami mu się zdarzało robić postoje na wycieraczce Jacka. Najczęściej jego drzemka była poprzedzona ciężkim upadkiem i jęknięciami. Jack wtedy na ogół podrywał się z łóżka, biegł w stronę drzwi i wyobrażał sobie jak zrzuca zapitego chuja ze schodów. Kiedy już przed otwartymi drzwiami widział nieprzytomnego sąsiada, nakrywającego się wycieraczką, to się litował i zaprowadzał go do mieszkania na piętrze wyżej. Nienawidził tego. Nienawidził swojej dobroci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już piąty raz w tym tygodniu obudził go budzik. Rozczochrał sobie włosy na głowie i spojrzał na śpiącą żonę. Wyglądała na zmęczoną, miała bladą cerę. Musiała często w nocy wstawać do wrzeszczącego dziecka. Była jej kolej. Niepewnie sie podniósł i ruszył w stronę łazienki. Szybki prysznic przyniósł orzeźwienie. Wychodząc z łazienki spojrzał na zegar zawieszony na brudnej ścianie i szybkim krokiem podszedł do lodówki. Dwie kanapki, a następnie kawa z ekspresu. Swoją bordową torbę zaopatrzył w drugie śniadanie, przygotowane przez żonę zeszłego wieczoru. Stanął pośrodku pokoju, miał jeszcze przynajmniej pięć minut. Przypomniało mu się ile czasu spał tej nocy i poszedł sobie zrobić jeszcze jedną kawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jack był zadowolony. Pozwolił sobie opierdolić klienta za nic i skasował go na dużą kwotę. Jechał teraz do następnego. Problem dotyczył ciepłej wody. Nic wielkiego. Dojechał na wskazany adres. Wysiadł ze swojego białego vana i udał się w kierunku kamienicy. Jakieś małe dzieci z patykami w ręku minęły go ze sporą prędkością. Kamienica miała trzy piętra, była jeszcze pewnie z lat pięćdziesiątych. Ładna, zadbana okolica. Przeszedł starą klatkę, gdzie nad wejściem była tandetna płaskorzeźba, i wspiął się po trzeszczących schodach na ostatnie piętro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dorothy wstała z kanapy i postanowiła na chwilę zamknąć okno. Było zimno. Wczoraj wieczorem zauważyła że coś jest nie tak z kaloryferami i nie grzeją. Nie potrafiła zlokalizować usterki. Jej mąż zawsze się zajmował tymi sprawami, ale wyjechał w zeszłym tygodniu na konferencję do Florencji. Ona nigdy nie była w Europie. Obiecał że przywiezie jej jakieś pamiątki i będzie robił dużo zdjęć. Od razu, po tym jak doszła do wniosku że problem grzejników nie może czekać, zadzwoniła pod numer znaleziony w książce telefonicznej. Mężczyzna w słuchawce odpowiadał formalnie. Powiedział ze zjawi się następnego dnia, przed południem. Teraz czekając na niego, postanowiła że zrobi sobie herbatę. Wstawiła wodę i od razu odezwał się dzwonek do drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna położył swoją bordową torbę na ziemi w łazience, wyszukał narzędzia, i zaczął rozbierać wielką maszynę wiszącą na ścianie. Po krótkiej rozmowie w drzwiach wejściowych mężczyzna doszedł że problem leży w tym urządzeniu. Dorothy mając na uwadze porządek w łazience, pilnowała robotnika aby nic nie pobrudził lub zniszczył. Po chwili gwizdek zawiadomił że woda zaczęła wrzeć. Dorothy szybko pobiegła od kuchni, ukradkiem patrząc w stronę okna. Zrobiła dla siebie i mężczyzny herbatę. Gdy przechodziła z dwoma kubkami w dłoniach w stronę łazienki, jeszcze raz spojrzała na zamknięte okno. "Gdzie jesteś Billy?" - kolejny raz westchnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otworzył oczy. Długo nie mógł się zdecydować. Od dłuższego czasu chciał wrócić na stare śmieci ale nie miał okazji. Cicho przeszedł przez pokój. Przyglądając się na oścież otwartemu oknu postanowił to zrobić. Wskoczył na parapet i po cienkim, zewnętrznym gzymsie, przeszedł na dach dość niskiego budynku i po kartonach zeskoczył na ziemię. Lekki wietrzyk nastroszył mu wąsy. Poczuł sie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Billy bez problemu odnalazł drogę z powrotem do domu. Przez dwa dni wałęsał sie po starej dzielnicy portowej, skąd kiedyś go zabrano. Było to dawno temu. Wtedy bardzo dużo chorował i głodował. Wiedział że tak dalej nie pociągnie. Miał wiele szczęścia że właśnie jego obecna "właścicielka" go znalazła, a potem się nim zaopiekowała, i dała mu schronienie. Pozwalała mu wychodzić bez ograniczeń na zewnątrz, na świeże powietrze. Była do niego bardzo przywiązana, i kiedy znikał na całą noc, najpierw po powrocie dawała mu surową reprymendę a następnie mocno przytulała. Zdarzało sie jej płakać gdy trzymała go w ramionach. Partner jego opiekunki często gdzieś wychodził z domu i wracał po bardzo wielu dniach. Billy gdy obwąchiwał potem jego ubrania to wyczuwał dużo zapachów. Kobiecych zapachów. Teraz Billy gdy wracał, był w marnym stanie. Swoją czarną sierść miał poczochraną, z przylepionymi do niej jakimiś śmierdzącymi, ciągnącymi się rzeczami. Miał też trochę zadrapań bo koty z portu nie chciały oddać mu pożywienia. Musiał sobie przypomnieć dawne czasy i trochę się pościerał z miejscowymi. Odwiedził stare miejsca. Było wiele wspomnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Billy wskoczył na wąski gzymsik. Trochę wiało, ale bez problemu sie utrzymywał mimo zmęczenia. Myślał o surowości swojej opiekunki i o ciepłym mleku. Zbliżył się do okna. Mając jeszcze kilka kroków zauważył że okno się zamyka. To nic nie szkodzi pomyślał, bo jak pokaże swój pyszczek przez szybę to Dorothy mu szybko otworzy. Wejrzał do środka ale jej nie zobaczył. Poczekał jeszcze chwilę, podrapał kilka razy ramę, i postanowił ze wróci za jakiś czas. Zszedł tą samą drogą jaką sie tam znalazł, i postanowił że wpadnie na zaplecze mięsnego. Gruby rzeźnik zawsze coś zostawiał. Zdarzało się też, że nic nie ma, bo ktoś mógł być przed Billym. Billy nie lubił dzieci rzeźnika bo byli łobuziakami i lubiły mu robić żarty. Zawsze za nim podszedł do miseczki wyglądał zza rogu czy gdzieś sie nie czają. Tak samo zrobił i tym razem, i odczekując chwile podszedł do miski. Miska była pusta. Posiedział jakiś czas nie wiedząc co ze sobą zrobić. Po chwili usłyszał jakieś kroki za sobą i szybko odskakując, napuszył się, gdy zobaczył trzech gnojków z patykami w ręce. Zaczął uciekać wąskimi uliczkami i gdy już nie słyszał za sobą kroków obejrzał sie i przystanął. Przeszedł jeszcze kilka metrów i usiadł w cieniu na zimnym chodniku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedział kiedy to sie stało, po prostu coś obok niego huknęło. On nie wiedząc co sie dzieje zaczął biec na oślep. Wybiegł za róg alei i minął w szaleńczym sprincie tych trzech gnojków, których spotkał na zapleczu mięsnego. Mieli zapaloną następną petardę w ręku, gotową do rzucenia. Biegł i biegł bez opamiętania, byle najdalej. Czując że na pewno już ich zgubił, przystanął. Cały czas był zdezorientowany. Łapiąc ciężko oddech, dopiero teraz zauważył że siedzi skulony, na ulicy. Obejrzał sie na lewo i zobaczył wielkiego białego vana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jack z uśmiechem na twarzy jechał wąską uliczką. Znów udało mu się nabrać klienta. Kobieta nawet nie mrugnęła jak usłyszała wysoką cenę za jego usługę. Był korek na głównej i postanowił pojechać skrótem. Jadąc dość szybko, pustą jezdnią, dopiero teraz spostrzegł skulonego czarnego kota. Nie miał czasu zahamować. Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów, kolejny raz się uśmiechnął. "Przynajmniej nie przebiegł mi drogi" - pomyślał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-8782918231326357003?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/8782918231326357003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=8782918231326357003' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8782918231326357003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/8782918231326357003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/billy.html' title='Billy'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-5614796853966751</id><published>2007-09-03T18:07:00.001+02:00</published><updated>2007-09-04T20:22:30.146+02:00</updated><title type='text'>Poznań</title><content type='html'>Ta historia nie mogła się zdarzyć każdemu. Ten niepozorny zbieg przypadkowych wydarzeń nie doprowadził do spotkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Beata będąc małą dziewczynką bardzo dużo płakała. Jej rodzice się rozstali i nie mieli czasu się nią opiekować. Ona sama trafiła do swojej babci. Babcia nauczyła jej miłości najlepiej jak potrafiła. Sama nigdy nie zaznała rodzicielskiego ciepła i musiała być od zawsze zaradną i samodzielną kobietą. To samo chciała przekazać swojej wnuczce. Kilka lat później Beata chodząc już do szkoły średniej postanowiła obrać drogę do której namówiła ją babcia. Czytała bardzo dużo książek podsuwanych przez jej opiekunkę. W szkole miała dość specyficzne kontakty z rówieśnikami. Co w drugim zdaniu cytowała rosyjskich i hiszpańskich pisarzy. Miała niewielu znajomych. Jej własny hermetyczny świat nikogo nie interesował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej raz w ciągu godziny odbiegała myślami do wspaniałych, bądź tragicznych przygód z udziałem bohaterów książek. Raz po raz się zakochiwała w wyobrażonych chłopcach którzy na nią czekają za każdym rogiem. Niestety często była zawiedziona, ale była szczęśliwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogło to wyglądać inaczej. Miała na niego wpaść. Miała podnieść z chodnika upuszczoną przez niego książkę. Nazwisko jej ulubionego pisarza na żółtej okładce dawało tysiące tematów do rozmowy. Spotkany mężczyzna zawsze był otwarty na rozmowy o literaturze. Dopiero później w kawiarni podczas pochłaniającej konwersacji zauważy że mężczyzna nie ma obrączki na palcu. Rozmowa by sie potoczyła na czasy szkolne i dochodzą że chodzili do tej samej szkoły, w tym samym roczniku. Mężczyzna już po kilku szklankach palącego alkoholu wyznaje że ją pamięta i zawsze mu się podobała. Ona rumieniąc się popija czerwone wino i wysłuchuje jego wspomnień. Wspomnień jego o niej. Reszta jest prosta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc szybko po brukowanych uliczkach jej rodzinnego miasta, zmierzała w stronę szpitala. Jakiś czas temu dowiedziała się o chorobie swojej babci - zresztą nie bardzo poważnej - i musiała wziąć urlop ze szkoły. Babcia mocno nalegała na spotkanie. Przez słuchawkę mówiła o rychłej śmierci i samotności. Beata zawsze pobłażliwie podchodziła do ich wspólnych rozmów. Od długiego czasu nie robiła sobie urlopu. Praca nauczycielki kompletnie ją pochłaniała ponieważ uwielbiała towarzystwo dzieci, a brak życia osobistego jej to umożliwiał. Przypominała sobie książki z dawnych czasów i próbowała wpoić swoim wychowankom swoją pasję. Teraz szybko przemierzając kolejne ciemne przecznice była zmartwiona że jakaś inna osoba przejmie na tydzień jej klasę. Obmyślając tematy które poruszy z uczniami po powrocie, usłyszała za sobą jak ktoś głośno krzyczy jej imię. Zatrzymała się tuz przed rogiem alejki. Wytężając wzrok w ciemności po pewnym czasie zauważyła że jakaś para rzuca się sobie w objęcia. Wracając do swoich myśli obróciła się i zrobiła kilka kroków w stronę zakrętu. Coś ją zmusiło do spojrzenia jeszcze raz za siebie. Przystanęła i kolejny raz wpatrywała się w prawie pustą alejkę. W tym momencie, tuż przed nią, zza rogu wyszedł wysoki brunet z żółta książką pod pachą. Ona kolejny raz patrząc za siebie w mrok nic nie zauważyła i poszła dalej. Przeszła przez zakręt i widziała już na końcu ulicy wielki szyld szpitala. Przyspieszyła kroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna którego nawet nie zauważyła, zniknął za drzwiami kawiarni która znajdowała się kilka metrów dalej. Już nigdy więcej nie mieli szansy na spotkanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-5614796853966751?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/5614796853966751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=5614796853966751' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5614796853966751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/5614796853966751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/09/ta-historia-nie-moga-si-zdarzy-kademu.html' title='Poznań'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-2244281502894517048</id><published>2007-08-16T23:50:00.000+02:00</published><updated>2007-08-18T01:31:53.009+02:00</updated><title type='text'>Drunk on the Moon</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Wakacje. Już w połowie. We wrześniu mnie czeka przeprawa z formalnościami na uczelni. Nie mogę się doczekać, będzie fantastycznie. Wkurwiłem sie na morze. Nienawidzę morza. Wkurwiłem się na nie.  Mazury są zajebane wszelkimi rodzajami ludzi. Łeba jest siedliskiem gówna. Stężyca jeszcze w git, ale i tak nad wodą. Sulęczyno również. Kurwa, wszędzie towarzyszy mi woda. Góry pewnie  będą dla mnie niedostępne w tym roku, chociaż bardzo chcę w nie jechać. Znalazłem naprawdę niezłą pracę. Mam długi, same problemy. Jest mi źle. Nic nie wiem. Jestem niezdecydowany. Ludzie coś ode mnie chcą. Nie wiem czego. Nie wiem, z czegoś się śmieją. Patrzę na nich i mnie wkurwiają. Nie wiem dlaczego. Siedzę w domu i próbuję pisać to gówno i mi nie wychodzi. Nie wiem co pisać. Dużo się wydarzyło. Dużo było śmiechu, dużo krain szczęśliwości. Reakcja na to ma tak wyglądać? Ludzie są dla mnie mili ale nie wiem czego chcą. Musze czegoś poszukać. Czytam o Bogu. Haha. Skupiam się nad książką i próbuję zrozumieć. Chcę go znaleźć. Nie dlatego aby rozwiązać zagadkę - nieważne jaką - ale żeby wiedzieć. Moje postępowanie jest zbyt racjonalne. Trochę sie zaciąłem. Próbowałem ułożyć melodię, a wyszło z tego nic. Schematy mi się poplątały. Siedzę na krześle przed jasnym ekranem i nie wiem. Chcę przestać to pisać a nie mogę. Może spędzam za mało czasu na świeżym powietrzu, dawno się nie opalałem. Moja opalenizna znikła. Kiedyś czytałem taką książkę o słońcu. Kobieta wyjechała na wczasy. Była sama z dzieckiem w wielkim domu. Bez męża. Było wspaniale. Wypoczywała nic nie robiąc. Opiekowała się dzieckiem. Za każdym razem po opalaniu czuła niesamowite pragnienie. Z dnia na dzień chodziła w coraz bardziej skromnym ubraniu, aż w końcu chodziła nago. Była mocno szczęśliwa, coraz bardziej. Czuła w słońcu to szczęście. Co jakiś czas widywała dobrze zbudowanego mężczyznę. Wieśniakiem był. Widziała w nim obiekt pożądania. Marzyła o nim. Nie przespała się z nim jedynie dlatego że do niej nie podszedł. Ale wiedziała że była bliska tego. Świeże powietrze i słońce chyba jest sprawcą radości. Chcę tego. I tak dobrze wiem że jest to stan jednego wieczora. Dobrze że się z nią dzisiaj nie spotkałem. Chyba bym umarł z nudów. Ze swoich nudów. Nieprzyjemna jest rozmowa kiedy jedna osoba się mocno nudzi. Szczególnie bez powodu. Już wiem. Człowiek nie jest w złym humorze, tylko jest znudzony. Nuda. Gówno. Gówno. Chcę się wynieść. Wynieść razem ze śmieciami do śmietnika. Śmietnika nienawiści. Będę się taplał w zielonej mazi nienawiści pochodzącej od części ludzi ze świata. Tej gorszej części. Będę sie taplał, zanurzał głowę, szorował pachy. Będzie cudownie. Chcę sie oczyścić. Nie zdaję sobie sprawy ze złości innego człowieka, zawsze sie na nią zamykam. Nie lubię o tym słuchać, ani na to patrzeć. Nienawidzę ludzi, przynajmniej dzisiaj. Chce mi się rzygać tą zieloną spierdoliną. Oczy mi wychodzą z oczodołów. Czuje jakbym połknął robaki, rozłażą mi się po organizmie i wyżerają pozostałości wnętrzności. Wnętrzności duchowej. Jeżeli się nie odnajdę to stracę ją kompletnie. Wnętrznoś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt; duchową. Chcę się położyć. Dotknąć oczu. Znów je otworzyć. Drapać podłogę. Targać włosy. Chcę to wypluć. Potem pożreć i strawić. I niech zostanie we mnie aż do dnia kiedy będę miał odwagę na to spojrzeć. Kiedy będę mógł o tym myśleć i z tym żyć. Na razie nie chcę tego uczucia. Chce je odłożyć w zakamarki ciemności. Na skraj nicości. Tego czego człowiek nie może pojąc. Ale na szczęście napewno zapomnę gdzie to ulokowałem i zniknie na zawsze. Wyjdzie podczas moich ostatnich dni, w postaci wrzasku i nienawiści. Będę wrzeszczał i wywijał rękoma aby sobie poszło. Ludzie nie będą wiedzieć co się dzieje. Zostawią mnie w spokoju. Wreszcie. Ostatni raz pojadę nad morze i zapomnę że wcześniej go nienawidziłem. Zanurzę głowę w wodzie. Następnie wyjdę i rzucę się na ziemię i będę leżał póki... Tak. Chyba trochę frustracji ze mnie ubyło. Ostatnio jestem mocno agresywny. Mówię o egoizmie i egocentryzmie, że są złe. Ale coraz bardziej je w sobie czuję. Nie potrafię tego odsunąc. Przebywanie z ludźmi powoduje że to ze mnie wychodzi. Im częściej, tym więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tom Waits. Niesamowity gość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszedłem na balkon. Wziąłem dwa głębokie oddechy. Spojrzałem na gasnące światła. Gwiazd nie było widać. Następne dwa oddechy. Oddychaj. Jest już lepiej. Świerszcze przypominają jaka jest pora dnia. Lekki wiatr mnie delikatnie kołysze. Przetłuszczony kosmyk włosów mi opada na twarz, muskając moje usta. Odgarniając je znów biorę dwa oddechy. Jest lepiej. Opieram się na barierce pozwalając jej odebrać mój zmęczony ciężar. Przymykam oczy. Nie chcę już wrzeszczeć. Wszystko uleciało. Na pewno się uśmiechnąłem. Tak. Czuję się jak pijany na księżycu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-2244281502894517048?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/2244281502894517048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=2244281502894517048' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2244281502894517048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/2244281502894517048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/08/wakacje.html' title='Drunk on the Moon'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-627459635689933026</id><published>2007-07-06T02:15:00.000+02:00</published><updated>2007-08-16T23:35:15.446+02:00</updated><title type='text'>Rzeczywistość</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Wali w okna i próbuje przedrzeć się do Twojej świadomości. Tak, to jest deszcz. Prawdziwy, naturalny, czysty, może też święty. Od czasu gdy przeczytałem jeden ze zbiorów opowiadań Hemingwaya gdzie pisał o swoich perypetiach podczas wojny domowej Hiszpanii, przestałem denerwować się zjawiskami meteorologicznymi. Pisał że wyszedł, bodajże z restauracji, i zaczął padać deszcz. Nawet nie zareagował w żaden sposób na tą zmianę pogody, ponieważ uważał że nie można się wściekać na rzeczy na które się nie ma wpływu. W taki sposób postępując można dojść do bardzo wielu ważnych wniosków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Już za bliżej nieokreślany czas wyjadę z miasta i osiądę na parę dni na łonie natury, na działce której nie ma na żadnej mapie, i wiedzą o niej jedynie osoby które powinny wiedzieć. Kolejny wyjazd nastąpi od razu po zakończeniu poprzedniego, i będzie miał miejsce w okolice bardziej cywilizowane, a mianowicie mazury. To będzie szok bardzo pozytywny, związany ze zmianą trybu funkcjonowania, który bardzo pragnę przeżyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Grając jakiś czas temu, po długiej przerwie, w piłkę, doznałem niesamowitego rozładowania kryjącej się we mnie złości. Kopiąc na odlew, z całej siły, doznawałem ulgi. Wykrzykując obelżywe słowa, byłem radosny. Zdobywając bramki osiągałem umysłowy orgazm. Sport jest niesamowity, szkoda że w następne dni pogoda nie dopisywała. Oczywiście nie mam pretensji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Wracając do wniosków wyciągniętych z Hemingwaya, to chodzi jedynie tak naprawdę o sprawę alkoholu. Nie udało mi sie przeżyć bez niego nawet pięciu dni. Purpurowa mgła opadła mi na oczy na dobre, i w żaden inny sposób nie potrafiłem zareagować na butelkę w mojej dłoni, niż ją przechylić w otwarte usta. Wszystko było OK. Drganie rąk ustąpiło, ból głowy zelżał, myśli zrobiły się czystsze a butelka robiła się coraz bardziej pusta. Ubywało z niej jak z miraży jezior na pustyni. Tak jakby jej w ogóle nie było. Stan nietrzeźwości został osiągnięty i w tamtym momencie potrafiłem rozumieć otoczenie. Przechył metafizyczny wynosił ponad 90 stopni, moja głowa chwiejąc się coraz bardziej obniżała się pod ziemię, a myśli wędrowały razem z nią. Nie potrafiąc osiągnąć stanu pionowego, odbijałem się cały czas od skorupy urojonej czaszy bytu i pragnąłem zasnąć. Pobudka była słaba. Ale nie mogę się przecież denerwować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Jakie były dobre skutki nie picia? Bardzo, ależ tak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Po obejrzeniu The Doors, odkryłem ich muzykę na nowo. Jim Morrison i reszta bandu dawała ostrego czadu. Morrison to prawie jak Hendrix, na pewno są położeni blisko siebie na cmentarzu  "na zawsze", w płaszczyźnie rzeczywistości muzycznej. W filmie była scena z Andy Warholem gdzie wręcza złoty telefon Jimowi. Po krótkim narkotycznym bełkocie Andy mówi że jest to telefon poprzez który można porozmawiać z bogiem. Sam go nigdy nie użył ponieważ jak powiedział, nie miał mu nigdy nic do powiedzenia. Jak dalej się okazało, z filmu, Morrison też nie użył tego telefonu ponieważ oddał go przypadkowo spotkanemu żebrakowi. Może tak naprawdę nigdy go nikomu nie oddał i użył pewnego dnia gdy miał już sędziwe 27 lat. Albo nigdy nie miał odwagi go użyć i owy telefon jest ekspozycją na jakiejś wystawie, w bardzo małym paryskim antykwariacie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Ja bym powiedział: "chcę być i mieć".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Tylko nie jest oczywistym że On życzenia też spełnia.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-627459635689933026?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/627459635689933026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=627459635689933026' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/627459635689933026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/627459635689933026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/07/rzeczywisto.html' title='Rzeczywistość'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1621594988567433511</id><published>2007-06-28T03:11:00.000+02:00</published><updated>2007-08-16T23:44:14.283+02:00</updated><title type='text'>"there must be some kind of way out of here"</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Otworzyłem oczy. Nie miałem pojęcia która jest godzina. Zza jedynego, małego okna, umieszczonego pod sufitem widać że było szarawo na dworzu, a w parapet uderzały krople deszczu. Posłanie na którym leżałem było niewygodne. Ręką wyszukałem czy nie leży coś obok łóżka. Znalezioną butelkę z wodą przyłożyłem do ust. Pijąc, wspomniałem w jaki sposób się znalazłem w tym miejscu. Zeszły wieczór był udany. Czas spędzony w gronie osób których znam najdłużej i chyba najlepiej, spowodowało masę miłych wspomnień. Jednak coś było nie tak. Spojrzałem na telefon który wskazywał godzinę 7:00. Wychodziło że spałem jedynie 3 godziny i obudziłem się o wiele za wcześnie. Co mnie obudziło i dlaczego czuję się tak dziwnie? Wpatrując się w okienko i pociągając drobne łyki wody, zacząłem się zastanawiać. Przeleciały mi ostatnie przynajmniej dwa miesiące życia przez głowę. Na jaki chuj rzuciłem jedyną rzecz która trzymała mnie przy rzeczywistości, czyli studiowanie. Teraz jedynie oglądam filmy na które nie miałem czasu, gram na gitarze, i wieczory  spędzam z ludźmi z którymi piję na plaży. Nawet moje sny są mało ciekawe. Przeżywam w nich mój czas z dnia poprzedniego na inny sposób. I tak sen w sen. Za jałowo się zrobiło. Odłożyłem butelkę, położyłem się na bok i wpatrywałem w niebieskie obicie kanapy. Przeanalizowałem ostatnie ekscesy alkoholowe i wszystkie miały podobny schemat. To samo miejsce, dość spora ilość tych samych ludzi i wypitego alkoholu.  Nic niezwykłego. Niektóre osoby zaczęły na mnie mieć zły wpływ i zacząłem mówić rzeczy których nie chciałem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Przewracając się na kolejny bok i otulając się mocniej kołdrą, próbowałem zasnąć. Leżałem tak dłuższy czas. Wreszcie znalazłem rozwiązanie które powinno upłynnić moje bycie. Postanowiłem nie pic przez półtorej tygodnia. Słabe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Zacząłem się zastanawiać co to mi da i nie wpadłem na żaden konkretny pomysł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Obudziłem się kolejny raz o 11:00. Poszedłem do góry gdzie dwie osoby już nie spały. Po krótkiej pertraktacji zaczęliśmy grac w wormsy. Teraz dopiero zrozumiałem że programiści stworzyli tą grę dla nas, na właśnie obecną porę i nastrój. Nie oderwaliśmy sie przez następnych kilka godzin. Padający za oknem deszcz wręcz nie pozwalał na powrót do domu, bądź możliwość innego spędzenia czasu. Jeden z przyjemniejszych "poranków".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Powrót do domu tym razem był miły. Gdy dojeżdżałem już do osiedla, wzeszło nad nim słońce. Niebo zrobiło się purpurowe i z co niektórych chmur zaczęły przebijać promienie słoneczne. Moja leniwa głowa, przylepiona do szyby, została obdarowana fantastycznym ciepłem. Słońce jest tak bardzo naturalne, i w oka mgnieniu sprawia radość. Zakręciło mi się przyjemnie w głowie. Szeroko się uśmiechnąłem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Gdy szedłem już ścieżką do mojego domu, jakieś dziecko zaczęło wrzeszczeć. Odwróciłem sie za dobiegającym dźwiękiem i zauważyłem gnojka na ostatnim piętrze bloku. Trzymając sie za barierkę balkonu, wychylał się najdalej jak mógł. Nie denerwował mnie dźwięk który ten dzieciak wydobywał, i nie chciałem aby wypadł i uderzył w niezwykle twardy grunt. Ten wrzask był tak jakby radosny. Po chwili ten rozsadzający jęk okazał się wstępem do całkiem ciekawej linii melodycznej, opierającej się na dość prostych rozwiązaniach. Dopełnił poczucie słońca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Wczoraj doszedłem do wniosku że zaprzestanę ściągać non stop muzykę i postaram się jeszcze bardziej na niej skupić. Ostatnimi czasy wpadłem wręcz w manię ściągania albumów które miały gdziekolwiek jakąś dobrą recenzję, a mój katalog "do przesłuchania" roztył się do sporych rozmiarów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Z dnia na dzień znajduję sobie argumenty do mojego niepicia, i myślę że to zdaję egzamin. Na przykład założyłem że wreszcie więcej dni w tygodniu będę wstawał trzeźwy, i będę miał ochotę na więcej rzeczy do zrobienia, szczególnie teraz gdy szukam pracy. Bzdura. Kolejnym, bardziej sensownym przykładem, może być to że zaoszczędzę kupę pieniędzy. Pewnie więcej argumentów będę miał już pod sam koniec zakładu, z samym sobą, w którym stawką jest to czy "podołam".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Przed chwilą pobiegłem do kuchni bo usłyszałem dźwięk obijanych naczyń i o, kurwa, dziwo nikogo tam nie było.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1621594988567433511?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1621594988567433511/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1621594988567433511' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1621594988567433511'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1621594988567433511'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/06/there-must-be-some-kind-of-way-out-of.html' title='&quot;there must be some kind of way out of here&quot;'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-1942550866744380175</id><published>2007-06-19T00:44:00.000+02:00</published><updated>2007-08-16T23:44:38.494+02:00</updated><title type='text'>zdecydowanie hendrix</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Ostatni tydzień obfitował w wiele wydarzeń. Na szczęście im późniejszy był dzień tygodnia tym tendencja do radośniejszych sytuacji wzrastała. Na szczęście. Po wielkiej potrzebie zmian, znów nastąpił przełomowy moment nie z mojej woli. W słuchawce mojego telefonu ponownie zabrzmiał głos mojej szefowej, i tak jak na początku dzwoniła bym się pojawił na rozmowie o prace, to tym razem mi przekazała smutniejszą wiadomość. Prawdopodobnie rozwiązują mój dział do którego mnie przydzielono na samym początku i niestety tracę posadę. Za kilka dni już wszystko ma być wiadomo na pewno. Do tej pory wegetuję i cieszę się każdą chwilą mogąc chodzić na spacery z moim psem, grając na gitarze i oglądając filmy na które do teraz nie miałem czasu. Ze względu kasy jest raczej nie ok.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Kolejnym wydarzeniem był wyjazd nad jezioro do zajebistego domku, gdzie każdy uczestnik tripu wypoczął. Był wszystko co potrzeba. Odpowiednie osoby, dobra muzyka, ekstra żarcie, śpiewanie na pomoście. W ostatni dzień została rozwiązana sprawa kto jest największym twardzielem w historii kina. Są nimi Steven Seagal oraz Van Damme. Ten ostatni miał niesamowitą kreację w Replikancie. Wspaniały człowiek i przekonujący aktor. Seagal co prawda ma słabszą mimikę i mniejszy repertuar męskich odzywek, ale nadrabia ilością trupów jaką pozostawia na swojej drodze. Niesamowity również.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Podczas drugiej części dnia, po długim spacerze niekończącą się drogą, spoczęliśmy na wzgórzu niedaleko domku. Gdy odczuliśmy niezwykłą harmonię, widzieliśmy Hendrixa który się chował w lesie nieopodal przez ponad 30 lat i przyszedł do nas patrzeć na chmury i pływające zboże. Wyciągnął kilka gałązek i liści z włosów, przysiadł na pniu, i zagadnął "Co słychać?". Nie chciał gadać o muzyce, co jest dość dziwne, wolał usiąść i spoglądać na leniwie kołyszące się kłosy. Wporzo koleś, cały czas ma 27 lat. Nie starzeje się. Tak samo jak jego twórczość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Po wizycie na plaży, obejrzeniu filmu oraz poznaniu Bill'ego Kida,  mój powrót do domu już nie był tak wesoły. Powrót nocnym autobusem uderzył we mnie mocną zimną melancholią. Chwiejnym i niepewnym krokiem wyszedłem z busu. Przeszedłem przez zawsze brudne ulice. Otworzyłem drzwi domowe. "Szkoda że już mnie tam nie ma" pomyślałem. Odpaliłem muzykę. Nie pomogło. Powroty są gówniane.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Na następny dzień pieniądze zdecydowały że nie pojadę do ekstra poznania. Szkoda że są najważniejsze w życiu. Oczywiście tuż po muzyce.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-1942550866744380175?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/1942550866744380175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=1942550866744380175' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1942550866744380175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/1942550866744380175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/06/ostatni-tydzie-obfitowa-w-wiele-wydarze.html' title='zdecydowanie hendrix'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-679157805325322713</id><published>2007-06-10T21:46:00.000+02:00</published><updated>2007-08-16T23:44:58.851+02:00</updated><title type='text'>west side district</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Stało się to niecały tydzień temu. Idąc z dość sporym ciężarem na rękach patrzyłem wysoko w gorę czy aby pogoda tego wieczora się nie zepsuje. Szli ze mną moi rodzice nic nie mówiąc. Bardzo śmiesznie wyglądaliśmy, ja idąc w rękach z czymś zawiniętym w niebieski worek do śmieci, a mój ojciec niosąc na ramieniu łopatę. Moja matka dreptała z tyłu trochę przygnębiona. Jakiś czas temu jeszcze była kompletnie przebita i wiedziałem że jak siedziała sama w pokoju wyciera wilgotne policzki. Gdy minęliśmy, jak zawsze brzydkie bloki, udaliśmy się w stronę miejsca gdzie niegdyś gdy miałem 10 lat mniej bawiłem się z kumplami w chowanego, a jakieś 5 lat później próbowałem pierwszego piwa. Zeszliśmy na sam dół zarośniętej skarpy, tak aby nikt z domów nieopodal nie widział co robimy. Trzymając za rękę moją mamę pomogłem jej zejść gdyż trawa była dość śliska. Po krótkiej wymianie słów obraliśmy miejsce w którym będziemy kopać. Ojciec zaczął pierwszy, a ja się rozglądałem za jakimiś ludźmi aby zobaczyć ich reakcje jeżeli by nas zobaczyli, ale po chwili już nie za bardzo się przejmowałem czymkolwiek. Stałem i się patrzyłem jak dziura w ziemi się pogłębia i postanowiłem pomóc mojemu ojcu. Chwyciłem mocno łopatę i wbiłem ją w ziemię. Po pewnej chwili gdy zacząłem się dobrze bawić przy przesypywaniu ziemi, aby zakryć przed chwilą wykopaną dziurę z umieszczonym w niej zawiniątku, z niepozornej ciemnej chmury na niebie zaczął padać deszcz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Myśląc nad związkiem nicości z przestrzenią, przesiadłem się na miejsce z którego mogłem baczniej obserwować ładną dziewczynę siedząca do mnie przodem kilka miejsc dalej. Nie do końca moje zachowanie nie było obsceniczne, ale w tym momencie miałem małe poczucie kultury. Poprzedni wieczór spędzony w dobrym towarzystwie bardzo mnie przygnębił. Potykając się na krzywych płytach chodnikowych patrzyłem na skurwiałe osiedle i mijałem nieznajomych ludzi których nienawidziłem. Przekręciłem klucz w drzwiach i wszedłem niepewnym krokiem. Ściągnąłem buty i nie wiedziałem co zrobić. Nie wiem czy to wina tej zajebanej atmosfery "mojej" dzielnicy które słynie z tego że jest chujowe i nikt nie lubi jej odwiedzać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Najbardziej obrazowym przykładem chujowizny będzie "przygoda" mojego znajomego gdy pewnego razu spędzał sylwestra na tym zadupiu. Szedł późno w nocy na przystanek aby wrócić do domu. Wspiął się na górę schodów, dzielących go od jednego do drugiego osiedla, i był kompletnie wyżęty. Na górze w cieniu, zaczajona była na niego grupa nastolatków, którzy widzieli go już od pewnego czasu. Podbiegli do niego, położyli na ziemi, ściągnęli z niego niefajne, stare buty, ogólnie całkiem zjebane, i uciekli schodami w dół. Nie miał siły nawet na powiedzenie im na odchodne, "kurwa". Zebrał się. Włączyła mu się silna chęć powrotu do domu. Gdy wyszedł zza któregoś już z kolei bloku, zauważył przystanek i o mało się nie popłakał z radości. Jacyś pijani goście, stojący nieopodal w klatce, widząc go w świetle latarni, nie mającego butów z przyklejonym uśmiechem do mordy, zainteresowali się. Widząc już parę osób stojących na przystanku, co zapowiadało upragniony autobus, mój kumpel ucieszył się jeszcze bardziej. Zatrzymał się niepewnie gdy usłyszał chrypliwy głos za nim z prośbą o poczekanie. Podeszło do niego kilka osób. Nie męczyli się w zagrywki "czy masz papierosa", powiedzieli że wygląda jak kompletny dureń bez tych butów. Wiedząc co go czeka rzucił się na nich w amoku rozpaczy i nienawiści.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Usiadłem na łóżku, nastroiłem gitarę której poprzednio nie udało mi się nastroić. Zacząłem się uczyć nowej pioseny. Nic. Przeczytałem stronę książki. Też kurwa nic. Co jest? Co robię nie tak. Doszedłem po raz kolejny do wniosku że potrzeba mi świeżości, ale nie mam pojęcia gdzie ją znaleźć. Od pory gdy w pewną nocy, w jedną z tych pojebanych nocy z niedzieli na poniedziałek, doszedłem do tego samego wniosku, rzuciłem połowicznie studia. Tym razem nie mam ochoty na podejmowanie równie abstrakcyjnych decyzji. Chyba po prostu się położę, i przy marzeniach o niebieskim szynobusie, zasnę.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-679157805325322713?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/679157805325322713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=679157805325322713' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/679157805325322713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/679157805325322713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/06/stao-si-to-niecay-tydzie-temu.html' title='west side district'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-94372082671096519.post-7480991755586158578</id><published>2007-06-04T19:07:00.000+02:00</published><updated>2007-08-16T23:45:16.844+02:00</updated><title type='text'>gówno</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Kolejny raz przychodzę i to czuję. Coś jest nie tak. Podszedłem do wejścia jednego z pokojów i nie widziałem niczego niepokojącego. Wszedłem do następnego pokoju i też nic nie zauważyłem. Patrząc chwile w pustą podłogę doszedłem do wniosku że jest coś za mało ruchu. Zacząłem szukać mojego kota z którym ostatnio było kiepsko. Znalazłem go znów leżącego i wpatrzonego w ścianę. Przejechałem po jego sierści dość lekko i prawie niezauważalnie się  poruszył.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Nie będę bardzo rozpaczał że jakiś czas temu się dowiedziałem o chorobie mojego kota. Weterynarz stwierdził raka czegoś i już jutro trzeba go uśpić. Był dobrym kumplem. Kładł się obok mojej głowy gdy spałem, witał mnie kiedy wracałem po dłuższej nieobecności, miauczał gdy chciał aby go pogłaskać, wpieprzał się na kolana gdy się siadało i drapał ponieważ chciał się ułożyć jak najwygodniej. Był czasami wkurwiający ale to przecież normalne jak trzeba go mijać dzień w dzień w niewielkim mieszkaniu. Niekiedy się na niego wpadało na zakrętach korytarzy, ale miał to w dupie, parskał i szedł dalej a ja na niego krzyczałem. Rzadko co prawda się nim zajmowałem, ale zawsze wytrzymywał wszystkie pieszczoty z niesamowitą cierpliwością. Nikt od niego niczego nie wymagał a jednak był życzliwy. Nie chciałem tego przyjąć do wiadomości że przez ostatnie dni kładł się w najbardziej ciemnych niedostępnych miejscach aby zdechnąć w spokoju. Dzisiaj będzie jego ostatnia noc. Jutro pewnie jak wrócę do domu to będzie po wszystkim. Niesamowite jak taki mały drań potrafił zająć czas i sprawić tyle radości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Wszystko to gówno.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/94372082671096519-7480991755586158578?l=walkonthewestside.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/feeds/7480991755586158578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=94372082671096519&amp;postID=7480991755586158578' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7480991755586158578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/94372082671096519/posts/default/7480991755586158578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://walkonthewestside.blogspot.com/2007/06/kolejny-raz-przychodz-i-to-czuj.html' title='gówno'/><author><name>Łest</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14053710729899344343</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://bp2.blogger.com/_VGp5bOIAs24/R5PBR8ROCKI/AAAAAAAAAEY/WOxkN_ST5Wk/S220/DSC06416_edit.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
